O sekrecie wiecznej młodości
„ Za zdobycie sekretu wiecznej młodości kobieta oddałaby swoje życie”. To słowa Andrzeja Klawittera. Ile prawdy płynie z tych słów. Patrząc na Gwiazdy Szklanego i Wielkiego Ekranu. Na ich coraz to młodsze twarze. Ile piękna i młodości emanuje z tych kobiet. A w ilu „zwykłych” szarych myszkach po drugiej stronie ekranu narasta gniewu. Gniewu na samą siebie. Czemu ja taka nie jestem? Taka piękna, wysportowana, chuda i wiecznie młoda. A odpowiedz jest w miarę prosta. Bo to ich praca - nie przyjemność. Czy nie przyjemniej jest być sobą? Młodą duchem a nie tylko ciałem? Patrząc na te Panie z ekranu. Ich młodość to tylko bardzo cienka skorupka. A pod tą skorupką kryje się stres, złość, zdenerwowanie i wielka gra aktorska, którą można śmiało nominować do Oskara. A z czym kojarzy się Nam stres złość i udawanie? Z młodością? Przecież młodość kojarzy nam się z czymś lekkim, niewinnym i świeżym. Młodość to radość, ekspresja, życie i chęć robienia wszystkiego na przekór wszystkiemu i wszystkim. Młodość to bunt.
Moja starsza siostra powtarza mi: „Pierś do przodu, uśmiech na twarzy i podbijaj świat”. Lubię te słowa - bo mogę tak zrobić i korzystać z mej młodości, którą szanuję i dawkuję sobie co dnia po kropelce. Stałam dziś przed lustrem. I co zobaczyłam? Dziewczynę, która się uśmiecha. Moja ciocia, której dawno nie widziałam, powiedziała mi słowa, które bardzo mnie poruszyły. Zawsze byłam uśmiechniętym dzieckiem - a wtedy spytała się mnie czy nie jestem przypadkiem chora? Zdziwiłam się o co jej chodzi. Byłam wręcz zszokowana czemu do mnie to mówi.
- Ja? – spytałam.
- Tak ty! – dostałam odpowiedz.
- Ależ ciociu, jestem okazem zdrowia.
-To gdzie twój uśmiech? Nigdy cię nie opuszczał. Nawet gdy stałaś z mokrą pieluchą - zamiast płakać, uśmiechałaś się.
Wtedy poczułam się staro - a mam 26 lat! Jakby ktoś dodał mi z pięćdziesiąt lat. Zatraciłam w pogoni za wszystkim... coś co było moim wyznacznikiem młodości. Mój uśmiech. Teraz postanowiłam więcej się uśmiechać. Nawet do nieznajomych. Do tego staram się chodzić wyprostowana. Więcej się ruszam. Trochę ćwiczę - by w moim organizmie było więcej hormonu szczęścia. Nie porównuje się z nikim, w szczególności z paniami z pierwszych stron czasopism, gdzie zamiast młodości jest „Photoshop”.
Młodość idzie w parze z Miłością. Kocham i jestem kochana. Kiedyś szliśmy jedną z ulic naszego miasta. Z naprzeciwka szła para. Trzymali się za ręce, a na ich twarzy wyrysowane było młodzieńcze szczęście. Od razu złapaliśmy się za ręce tak samo jak oni. Pan uśmiechnął się do nas i powiedział: "To wy też na etapie trzymania się za rączki"? I objął panią ramieniem. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego... gdyby nie fakt, że byli dobrze po siedemdziesiątce.



















