Uzdrawianie duszy i ciała
Kurs odchudzania

XX-elka i sesja

No i masz ci los. Pisałam, pisałam aż wygrałam. W konkursie. Tyle, że nie wydanie tomiku wierszy czy bajek - a sesję fotograficzną. Przecież ja się boję iść do zdjęcia do dowodu bo fotograf zawsze zrobi mi żabią twarz, minę mundzioła albo oczy z czerwonymi plamkami. Nie pójdę na żadną sesję.

Rano zadzwonił bardzo miły pan, przedstawił się, zaprosił mnie na kawę, pokazał albumy i sama nie wiem jak to się stało, ale umówiłam się na tą sesję. Dopiero jak wróciłam do domu zaczęłam znów myśleć. Nie znam faceta. A jak mnie gdzieś wywiezie i zakopie pod krzaczkiem? A jak moje gołe zdjęcia będą krążyły w Internecie? A jak zaginę w jakimś domu uciech? A jak wszystko będzie cacy, ale wyjdę na tych zdjęciach jak hipek przerobiony na modelkę albo Holly Dolly? Tych "ajaków" jest całe mnóstwo. Nie pójdę i już.

Wieczorem zadzwoniła do mnie koleżanka.
- Wiesz, wygrałam sesję fotograficzną, ale nie wiem, czy iść – pochwaliłam się.
- Żartujesz? Zrób się na bóstwo, pocałuj go w rękę, że cię chce i leć biegiem – zbeształa mnie.
- A jak... - przytoczyłam jej swoją serię "ajaków". Wyśmiała mnie długo i serdecznie.
- Idź wariatko i zadzwoń jak się skończy. Pa – rozłączyła się.
Rada, nierada spakowałam torbę.
- Po co ci to ? - pyta mój syn.
- Idę na sesję – i opowiadam mu wszystko od początku.
- E tam – skwitowało moje wynurzenia kochające dziecko. - Wszystko jest urzędowo, wiesz gdzie, kto i co, inni też wiedzą. Możesz spokojnie iść. Tylko, żeby tobie mamo coś nie strzeliło do głowy, bo jak koledzy zaczną pytać, czy ta goła baba w Internecie to moja matka, to zobaczysz – postraszyło mnie jeszcze na koniec i próbowało zrobić selekcję w torbie. Nie dałam się i koniec końców wylądowałam w studio.

Na "dzień dobry" dostałam nie tylko dygotki, ale i zaniku pamięci. "Matko kochana" – myślę sobie, "jak on ma na imię. Przecież nie będę mówić: "panie Góralu". Wykorzystałam odpowiednią chwilę i spytałam wizażystkę - panią Magdę, która była z nami. Naśmiała się, ale mi przypomniała, więc mogłam już grzecznie mówić: panie Sławku.

Zaczęło się oswajanie mnie. Na szczęście umalowana zostałam po swojemu, a tak się bałam jakiegoś nowoczesnego malowidła na buzi. Ubrana byłam też tak jak chciałam. Miałam tylko usiąść na stołku i się uśmiechać. Tyle to ja potrafię. Padały kolejne polecenia:
- Proszę wyciągnąć rękę
- Proszę ją unieść.
- Proszę się przechylić – itd.

Ubrań było coraz mniej, ja stałam, siadałam,leżałam. Po pewnym czasie tak się rozbestwiłam, że sama zaczęłam wynajdować nowe rekwizyty i coraz bardziej "uchylać rąbka". Wiecie, to mi się spodobało. Mimo, że po tej gimnastyce nie czułam kości, a nogi piekły od szpilek - byłam bardzo zadowolona, zwłaszcza, kiedy pan Sławek w drodze wyjątku pokazał mi zrobione zdjęcie. Ale fajne! Teraz nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć inne. Kochane XX-elki, jeżeli też jesteście ciekawe zaglądajcie w połowie listopada do galerii i na Kobietę Puszystą. A jak kiedyś jeszcze znowu wygram to też pójdę, a co!

Uwaga REDAKCJI: sesja jest już w FotoGalerii

Odpowiedzi

Bardzo śliczne

Bardzo śliczne zdjęcia. Gratuluję

W zmysłowych oparach :)

Bardzo udane zdjęcia, szczerze gratuluje. Taka zmysłowa atmosfera w nich panuje, jest pani ogromnie seksowną kobietą i z pewnością nie jeden Pan już to zauważył.
Ja również wygrałam sesje w październiku, ale muszę na zdjęcia poczekać.
Samo doświadczenie sesji było fantastyczne, ja jechałam 6 godzin by zostać sfotografowaną. Trochę miałam niedosyt i brak czasu - żadnego luzu...musiałam przecież zdążyć na powrotny pociąg.mam nadzieje, że efekty uznam za warte wysiłku :)

marze...

JA osobiscie marze o takiej sesji. W pazdzierniku tego roku skoncze 18 lat, waze 92 kg i mam 165 wzrostu. Czuje sie cudownie w swoim ciele, ale w moim miescie nie ma takiej agencji ktora zrobila by mi zdjecia.

Te zdjecia sa wspaniale !

Zatem czekamy na zgłoszenie po "osiemnastce"

:))) Pozdrawiamy, Redakcja KP