Kurs odchudzania
Uzdrawianie duszy i ciała

Kobieta puszysta i moda

Moda. Każda z nas jest w nią w jakimś stopniu zaangażowana - płyniemy z jej nurtem, albo kontestujemy jej trendy i dyktaturę. Zwłaszcza my, kobiety pełne uroku pradawnych bogiń, mamy z modą „na pieńku”. Projektanci wylansowali kobietę szczupłą i wątłą. Piękną. Ale nieprawdziwą, czego dowodem są żywoty najsłynniejszych modelek i aktorek.

W efekcie tych zabiegów mamy do czynienia z wielkim problemem - co ja mam na siebie włożyć! Tania odzież zupełnie nie nadaje się dla nas, bowiem jej producenci nie wychodzą poza słynny rozmiar 42, który wiele z nas bezpowrotnie utraciło w zamierzchłych czasach, o których już nawet pamiętać się nie chce … Ubrania w sklepach dla pań puszystych są często tak skonstruowane, że trudno się w nich poruszać, nie mówiąc o seksapilu, wzornictwie, estetyce, no i … cenie! Tak jakby obfitość kształtów przekładała się w sposób prosty na obfitość portfeli.

Musimy powiedzieć to sobie jasno - puch jest puchem i puchem pozostanie - nawet jeśli się dla zdrowia zrzuci trochę puszystości - co i słusznie - bo serce, wątroba i inne organa wewnętrzne potrzebują nieco wytchnienia. Ale nie łudźmy się - nie zostaniemy nagle dziewczętami o figurze Naomi Campbell…A więc to ciało w coś trzeba ubrać, tak, aby zachować szacunek dla siebie i pokazać swoje najlepsze strony. I tu mamy dwa problemy - pierwszy zewnętrzny - odpowiednie dla nas ubranie jest prawie nie do zdobycia. Więc wkładamy co jest i… wyglądamy jak wyglądamy. Zdarza się, że postrzegane jesteśmy jako osoby mało atrakcyjne, czujemy się czasem jak osoby na pograniczu wykluczenia społecznego... Nie jest to jawne wykluczenie - takie z jakim spotykają się na przykład bezdomni. Nie, to tylko nasza odmienność od współczesnego kanonu piękna powoduje, że jesteśmy traktowane trochę inaczej. Przez przechodniów… przez współpracowników… przez mężczyzn… przez inne kobiety…

Miłe Panie - a marketing? Dobry marketing, to podstawa sukcesu w sprzedaży, a czymże jest funkcjonowanie w społeczeństwie jak nie sprzedawaniem siebie - ujmując rzecz metaforycznie.

Specjalnie pokazuję w tekście prehistoryczne figurki kobiet. W okresie paleolitu kobieta była bogiem. To ona potrafiła wydać nowe życie, od niej zależało czy gromada przetrwa jako gatunek i jako jednostki. Najstarsze znane bóstwa są kobietami. Pochodzą z czasów głębokiego paleolitu, ewoluują wraz z ewolucją człowieka, by ustąpić kultom bogów męskich w okresie rozwiniętych cywilizacji starożytnych. Wciąż jednak pozostają władczyniami niektórych przestrzeni. Warto o tym pamiętać.

Wracając do marketingu - popatrzmy co oferuje nasza moda dla normalnych rozmiarów:

moda1.jpg

A oto fragment oferty słynnego katalogu Bon Prix dla nas:

moda2.jpg

To nie żarty! Możecie sprawdzić na ich stronie ! To modele dla rozmiarów 42 - 56!
Szukam dalej… i znajduję na stronie Neckermanna takie wzornictwo dla puszystych:

moda3.jpg

Spójrzmy jeszcze raz na nasze prehistoryczne Wenus… Czy naprawdę mogą się tak ubrać? Czy to nie nosi znamion dyskryminacji? Jaka jest alternatywa - szukam w ubiorze unikatowym z kolekcji artystki Moniki Izabeli Kostrzewy. Piękne to, ale dla nas - nijak się nie nadaje:

moda4.jpg

Wszelka oferta jest skierowana do pań poniżej granicznego rozmiaru 42… To naprawdę nosi znamiona wykluczenia społecznego…Ale czy jest na to rada? Czy musimy wbijać się w niewygodne, ciasne, opinające ciuchy? Wyglądać jak przysłowiowe pasztetówy? Godzić się na obcisłe sweterki, przykrótkie rękawki, podomki - szmizjerki, wielkie kwiaty na biuście? A może nie trzeba sugerować się tym co modne, tylko szukać tego co moje? Każda z nas jest indywidualnością, w każdej drzemie szczególna osoba, która ma swoją godność, historię i urodę. Jeśli nasz świat promuje określony kanon, my musimy zadbać o siebie same. Po pierwsze już czas odrzucić stereotypy. Nasze piękno nie jest ani gorsze ani lepsze od piękna innych kobiet. Jest inne, właśnie ta inność jest naszą mocną stroną.

Miłe Panie - popatrzmy w lustro. Każdy przedmiot to bryła - inaczej mówiąc - przestrzeń. My również. Zamykamy w sobie przestrzeń wypełnioną naszym ciałem i … - naszym duchem. Co by się stało, gdybyśmy odważyły się pokazać - fryzurą, ubiorem, makijażem kim jesteśmy naprawdę? Odkryć nasze faktyczne piękno, które pokazujemy nielicznym…No to do dzieła - spróbowałyśmy i… wyszła… Kobieta zaaranżowana, zrobiona, ale nie sztucznie przez modę, tylko w sposób wypływający z niej, prawdziwy. Dobierała kolory, by oddawały jej nastroje, szyła, by pokazać swoją przestrzeń, wiele czasu spędziła rozmawiając z fryzjerką o tym co jest naprawdę z jej głową i jak ma się to uwidaczniać. Pokazała swoje oczy - zwierciadło duszy, pokazała siebie samą - ubraną we własne pomysły i projekty. Dlaczego to zrobiła? Bo wierzy w swoje piękno - wewnętrzną siłę, która buduje ją jako człowieka, jako kobietę, jako obiekt estetyczny, jako bryłę, jako przestrzeń.Bo uwierzyła że może bezpiecznie pokazać światu siebie samą - nie trzeba ukrywać się pod masową odzieżą made in China, czy markową produkcją wielkich dyktatorów.Bo wie, że sama jest dla siebie dyktatorem mody i świetnie się tym bawi.
Bo wie, że ważne jest aby w życiu być szczęśliwą kobietą.To jest jej marketing. Tak sprzedaje siebie jako zawodowca i siebie jako osobę prywatną.Ale gdzie leży granica między tym co prywatne, a tym co zawodowe?

Kopia_z_Zd_Kostienki_04.jpg

Żródło foto:
- www.nihilum.republika.pl,
- Bon Brix,
- Neckermann,
- www.emoda.pl
- inne - zaczerpnięte gdzieś z internetu