Niewolnictwo na własne życzenie
Mój bunt narastał stopniowo. Bunt przeciwko uleganiu wszechogarniającej modzie na żądzę posiadania coraz nowszych, doskonalszych, skuteczniejszych, piękniejszych, w konsekwencji droższych przedmiotów, idei i ludzi. Jak zapewniają nas na każdym kroku specjaliści od sprzedaży, nasze dotychczasowe życie nie miało sensu, bo nie posiadaliśmy "bzdetu", który ma zapewnić nam szczęście i zaspokoić potrzeby, z których dotąd nie zdawaliśmy sobie sprawy.
Mam dość. Problem epatowania wszechogarniającą reklamą dotyczy wszystkich sfer i okresów życia. Młode matki tracą pewność siebie w sytuacjach, w których nasze babki i prababki nie miały najmniejszych problemów. Podświadomość współczesnej kobiety jest negatywnie programowana przez media. Dowiaduje się bowiem, że jest niedoskonała, za chuda, za gruba, za głupia. Nie łyknęła odpowiednich specyfików mających zapewnić zdrowie jej dziecku, nie kupiła właśnie tych konkretnych pieluszek i soczków, stosuje nieodpowiednią oliwkę, puder, proszek do prania. Poczucie winy narasta. Pojawia się frustracja i smutek. Czasami depresja , bo przecież tuż po urodzeniu dziecka powinna wyglądać jak te aktorki, które jeszcze w połogu chodzą na siłownię i zaczynają się odchudzać.
Mam dość tresowania kobiet na niewolnice przede wszystkim samych siebie. Bo tak naprawdę żadna reklama nie wydaje rozkazu, nie jest naszą władczynią. W niewolę oddajemy się sami, bezrefleksyjnie ulegając jej. Czy naprawdę ulegamy powszechnej hipnozie bez możliwości powiedzenia "nie"? Może tak zainicjować modę na używanie mózgu, a nie stawanie się bezwolnymi kukłami koncernów produkujących rzeczy bez, których rzekomo nie możemy się obejść?




















