Kurs odchudzania
Uzdrawianie duszy i ciała

Naturalnie piękna

czyli rzecz o naturalnych kosmetykach

Kobiety, niezależnie od wieku, tuszy, ilości zmarszczek i wyglądu atakowane są ze wszystkich możliwych stron agresywnymi reklamami kosmetyków mających ujędrnić, wyszczuplić, spłycić, przywrócić blask, po prostu odmłodzić. Potęga reklamy polega m.in. na tym, że każda wprost wwierca w naszą podświadomość jak mantrę słowo "młodość", sugerując oczywiście, że tę dawno mamy już za sobą.

Otumanione wyglądem nieskazitelnych młodych modelek - ufamy słowom reklam, wierząc że za trzy tygodnie będziemy wyglądały jak one. Biegniemy czym prędzej do sklepu kosmetycznego, bo czas (jak sugerowano w reklamie) działa na naszą niekorzyść i kupujemy pięknie opakowany krem, balsam za odpowiednio duże pieniądze (koncerny kosmetyczne i farmaceutyczne na reklamę wydają ponad 50% swoich dochodów).

I czekamy. Czekamy na cud. A tymczasem okazuje się, że np. po dwóch dniach używania cudownego specyfiku dostałyśmy uczulenie i niestety nie możemy go dłużej stosować, albo nasza skóra przestała oddychać, albo krem tak szybko się zużywa, że w niedługim czasie musimy kupić następne opakowanie i ostatni, niestety najboleśniejszy efekt - po trzech tygodniach używania kosmetyku, okazuję się, że ani się nie spłyciło, ani nie ujędrniło, nie wyszczupliło a co gorsza musiałyśmy kupić preparat odczulający i maść łagodzącą podrażnienia.

Na pocieszenie dzwonimy do najlepszej przyjaciółki celem przeprowadzenia "sesji terapeutycznej" podnoszącej nasze zrujnowane poczucie własnej wartości. Nie twierdzę, że scenariusz naszego odmładzania reklamowanymi kosmetykami zawsze przebiega podobnie. Jestem jednak pewna, że zawsze zyskuje na naszej ślepej wierze nie kto inny jak koncern kosmetyczny. O tym jak bardzo dajemy sobą manipulować świadczy fakt, że za niepomyślny efekt kuracji odmładzającej nie winimy kosmetyku. Winą obarczamy siebie dochodząc do fantastycznego wniosku, że jesteśmy tak grube, stare, zniszczone, że nic nam już nie pomoże. No chyba, że kolejny zachwalany przez młodą, szczupłą kobietę kosmetyk zawierający nowe, nieznane dotąd substancje upiększające.

Powtarzamy rytuał kupna i pierwszych wklepywań w siebie kremu z towarzyszącą temu wszystkiemu nadzieją odzyskania młodości, figury, a przede wszystkim, poczucia własnej wartości. Mam świadomość, że wiele zabiegów pielęgnacyjnych stało się swoistym rytuałem i niechaj tak zostanie. Chcę jednak zachęcić moje siostry w puszystości do mądrego, świadomego korzystania z kosmetyków. Mam nadzieję, że przekonam Was do stosowania kremów, maseczek i toników własnoręcznie przygotowanych. Czy macie świadomość jakie związki chemiczne uważane za niebezpieczne dla zdrowia występują w kosmetykach?

Parabeny (HYDROKSYBENZOESAN) - substancje konserwujące występujące w niemal wszystkich kosmetykach wywołują raka piersi. Do wyciągnięcia powyższego wniosku skłania fakt, że obecność parabenów stwierdzono w guzach piersi ze zmianami nowotworowymi. Paraben jest produktem ubocznym ropy naftowej i gromadzi się w tkankach. Wprawdzie nie dowiedziono, że parabeny wpływają na wzrost guzów, ale z pewnością kumulują się w nich. Ze względu na swą niską cenę parabeny są powszechnie stosownymi składnikami prawie każdego kosmetyku pielęgnacyjnego, co czyni go tanim i aseptycznym. Jeżeli podczas codziennej pielęgnacji aplikujemy sobie krem do twarzy, balsam do ciała, mleczko do demakijażu, tonik, podkład, puder, tusz czy pomadkę, to faszerujemy naszą skórę dość pokaźną ilością konserwantów. Wprawdzie na rynku są dostępne naturalne konserwanty, jednak, ze względu na wysoką cenę, producenci nie korzystają z nich, gdyż znacznie zawęziłoby to rynek odbiorców.

DEA (DIETALOAMINA) - istnieje związek między składnikiem kosmetycznym DEA, a nowotworem wykrywanym u zwierząt poddanym badaniom w laboratoriach. Spokrewnionym związkiem jest TEA (TRÓJETANOLAMINA).

FTALANY - udowodniono, że mają szkodliwy wpływ na nasienie, a co za tym idzie mogą być powodem niepłodności mężczyzn.

ESKULINA - "jest związkiem wysoce toksycznym i śmiertelnym" wg. naukowców z kliniki Mayo Center. Stanowi niestety częsty składnik kremów antycellulitowych.

LAURYLOSIARCZAN SODU - to detergent występujący w szamponach i mydłach. Może powodować podrażnienie, łuszczenie skóry. Jest tani, więc atrakcyjny dla producentów. Niemalże każdy dostępny na rynku szampon i płyn do ciała zawiera laurylosiarczan sodu.

ROPA NAFTOWA i produkty na bazie ropy (olej mineralny, wazelina, nafta) - dowiedziono, że hamuje proces złuszczania naskórka i sprzyja przedwczesnemu starzeniu. Wprawdzie jest skutecznym nawilżaczem ochronnym - ze względu na duże cząsteczki tworzy barierę, która zapobiega utracie wilgotności, hamuje jednak naturalny proces oddychania skóry. Często niestety stosowana jako składnik oliwki dla dzieci.

Należy pamiętać, że preparaty przeznaczone do użytku zewnętrznego przenikają do organizmu. Tę właściwość wykorzystuje się stosując plastry antykoncepcyjne, odchudzające, antynikotynowe. Jasne więc, że dostają się do krwiobiegu. Łatwo przewidzieć, że długotrwałe stosowanie produktów zawierających toksyny może mieć bezpośredni wpływ na stan naszego zdrowia. Koncerny kosmetyczne ze względu na bardzo wysoki koszt badań sprawdzających skutki uboczne stosowania danego produktu po prostu ich nie prowadzą.

Tam liczy się po prostu efektywność sprzedaży. I wracamy do punktu wyjścia. Nic tak nie zwiększa sprzedaży danego produktu jak agresywna, manipulująca, życzeniowa reklama. Po prostu dajemy się nabrać na marketingowe sztuczki. Jeżeli słowa bijące z ekranu tak bardzo pobudzają naszą wyobraźnię po prostu powtarzajmy sobie codziennie mantrę:

JA JESTEM piękna, szczupła, młoda i mądra oczywiście.