StresoŻer
Owego pięknego ranka stanęłam przed lustrem i zobaczyłam tryptozaura. Jezu – wymamrotałam przerażona - kto zamienił mnie w potworzycę? Przecież to nie jestem ja! To jakieś tłuste monstrum, jasny gwint – rzeczywiście… nie, to nie moje brzuszysko, dupsko i udziska… Nie, to zapewne złośliwe działanie kryształowego lustra, którego nie wypolerowałam na święta… a może igraszki światła… to nie ja… nie ja! Nie ja!
Niestety, trzeba było iść do pracy. Co im powiem? Nigdy nie jadłam z nimi wspólnego śniadania, nie wspominam o obiadkach – a zawsze śmieszyło mnie warzywne pogryzanie Mariolki z księgowości, przekąski Jadźki z kadr, przemycony parowar Ewki – sekretarki… Jadły – co tam jadły: żarły w pracy. A ja nie…
Szalałam dopiero po wyjściu z firmy – zmęczona i z bólem głowy dobijałam do pobliskiego kiosku, gdzie zawsze była czekoladowa piramida, z której – za miedziaka – przyznawano mi fragment cudownie słodkiej budowli… a potem… mijał ból głowy… czułam się świetnie… i szłam dalej, do pobliskiej fastfood’owni, gdzie zuniformizowane mróweczki serwowały modne jadło… ale czy najedzona byłam?
Nie, dopiero w domu mordowałam głód kanapkami o wszystkich smakach świata na raz, padałam do snu… sen sprzyjał tyciu… może nie sen… lecz – jak się okazało – światło księżyca, które zawsze wyprowadzało mnie na ścieżkę… prowadzącą prosto do lodówki… a jego moc powodowała przyśpieszoną akcję wymiatania smakołyków… szybko, szybciej, by nikt nie zauważył… ale kto miał zauważyć? Byłam sama… sama jak palec…
Tak, teraz wiem, że zażerałam stres. Moim przeznaczeniem miała być kariera w wielkiej korporacji, życie według katalogów, image zgodny z wytycznymi kreowanymi przez kobiece pisma. Tak, zaraz po studiach miałam szybko awansować i stanąć na najwyższym szczeblu organizacji. Miałam być wzorem do naśladowania, a może i do pozazdroszczenia… Tego wymagał ode mnie świat zewnętrzny. Wewnętrzny – miał inne pragnienia, lecz odczytałam je płynnie dopiero pięć lat później… Owszem, pozostałam XXL/XL/L-ką… ale pogodzoną ze swoim starym - nowym ciałowym JA…



















