Rzecz o pięknie
Rok 2002, ośrodek leczenia nerwic. Mam siedemnaście lat, jestem anorektyczką. Moi rówieśnicy siedzą teraz przed telewizorem albo przed książkami. Może spotykają się z przyjaciółmi, w końcu niektórzy mają przyjaciół. Ja siedzę na terapii grupowej.
- Jak wyobrażacie sobie swoje życie z tą chorobą: na studiach, w pracy, w rodzinie? – pyta pani psycholog.
- Nie planuję być już wtedy chora – odpowiadam bez wahania. Pani psycholog patrzy na mnie dziwnym wzrokiem. W końcu przeczytała w książce, że anoreksja jest nieuleczalna.
Rok 2007. Pięć lat później, sto kilometrów dalej. Jestem zdrowa, studiuję, mieszkam na stancji. Anka mieszka w sąsiednim pokoju i wychodzi z niego tylko do pracy i po jedzenie. Ma depresję i dużą nadwagę – musi jej być ciężko w życiu. Któregoś dnia Anka wraca do domu jakaś odmieniona. Pierwszy raz widzę, że błyszczą jej oczy i uśmiecha się bez przymusu. Pomyślałam wtedy, że ma naprawdę ładną buzię. Dopiero po chwili zauważam, że była u fryzjera i stąd właśnie wzięła się ta radość. Parę dni później znowu widzę jej włosy niedbale spięte w koński ogon i zacięty wyraz twarzy. Włosy pozostały takie same, jak w dniu, kiedy przyszła od fryzjera, ale ona sama niestety się zmieniła. Nigdy nie udało mi się z nią zaprzyjaźnić. Z całej naszej kilkumiesięcznej znajomości chciałabym zapamiętać ten jeden dzień, kiedy szczerze się uśmiechała.
Rok 2009. Siedem lat później, znów w rodzinnym mieście. Nie mam anoreksji, nie mam nadwagi, nie mam pracy, nie mam faceta. Wszyscy mówią mi, że jestem piękna, ale wolą spotykać i zatrudniać naturalne, pogodne kobiety. Kiedy ktoś okazuje mi więcej życzliwości, niż potrafię przyjąć, zamykam się w sobie. Owszem, czuję się piękna. Ale przede wszystkim czuję się bardzo stara, chociaż nie mam jeszcze zbyt wielu lat.
Patrząc na billboardy i zretuszowane do granic możliwości zdjęcia w Photoshopie chciałybyśmy nieraz wyglądać jak widziane tam modelki. Tymczasem znam wiele szczęśliwych, spełnionych kobiet, które wchodząc do sklepu kupują ubrania w rozmiarze XXL. Żeby być piękną, trzeba zaakceptować każdy centymetr swojego ciała i osobowości, ilekolwiek zbędnego ciężaru nie nosilibyśmy zarówno wokół bioder, jak i w swojej głowie. Człowiek naprawdę piękny to taki, który kocha najważniejszą osobę w swoim życiu – siebie. Dopiero wtedy świat zaczyna sprzyjać naszym pragnieniom. Dopiero wtedy pozwalamy innym ludziom, żeby odkryli prawdziwe piękno w nas.



















