Zły stan umysłu
Od dwóch lat boli mnie głowa. Od dwóch lat zawsze w tym samym miejscu. Prawa skroń. W październiku zaczęłam uczyć się na studiach podyplomowych, gdzie mam zajęcia z neuropsychologii. Na tych zajęciach dowiadujemy się o urazach mózgu, jak się objawiają i jaki mają wpływ na funkcjonowanie człowieka. Bardzo ciekawe zajęcia. Zafascynowały mnie do tego stopnia, że zaczęłam dużo czytać na ten temat, poza tzw. lekturami obowiązkowymi. No i się doczytałam….moje bóle głowy i przeróżne inne objawy, jakich się u siebie dopatrzyłam, to nic innego jak guz. Na razie mały, bo boli, więc do uratowania. Bóle są z przerwami. Raz trwają krótko, innym razem parę dni pod rząd, bez przerwy. Teraz towarzyszą mi od tygodnia. Są tak dokuczliwe, że nie wytrzymałam i popędziłam do neurologa. Neurolog wysłuchał, zbadał i postawił diagnozę: ma Pani depresję. Depresję?? Aż krzyknęłam ze zdziwienia. Ale jak? Skąd? Nie rozumiem. I...naprawdę nie rozumiałam. W życiu bym nie pomyślała, że mam depresję. Ale podobno źdźbło się widzi u innych, a u siebie człowiek i belki się nie dopatrzy. Wyszłam więc z lekami poprawiającymi koncentrację i nastrój i za trzy tygodnie mam się zgłosić na kontrolę. Wieczorem, w domu sięgnęłam do swoich notatek z wykładów…depresja jak malowana. Na szczęście nie najcięższy przypadek (bez myśli samobójczych), chociaż, jak mi przyszło do chorej głowy, ze pewnie mam guza, to stwierdziłam, że może i tak lepiej - bez mojej ingerencji wszystko się skończy, minie. Wg. moich skrzętnie robionych notatek mam dystymię. Dys - zły i thymia - stan umysłu. Bezustanne poczucie zmęczenia i smutny brak motywacji do podejmowania działań to dominujące objawy dystymii; dystymii - czyli przewlekłej depresji utrzymującej się latami. I ja to mam? Wydaje się, że tak. Spadło nagle, czy rozwijało się? Nie wiem. W każdym bądź razie któregoś dnia ze zdziwieniem odkryłam, że nie jestem już niepoprawną optymistką. Że nie widzę światełka na horyzoncie i ogromny wysiłek przynosi mi powiedzenie „będzie dobrze”, co kiedyś było czymś naturalnym. Zawsze miało być dobrze i zawsze było. Nie tak, to inaczej, ale w końcu udawało się. Aż w końcu przestało się udawać, a mnie zaczął otaczać szary i brudny świat. Bliższy jest mi upadający anioł z czarnymi skrzydłami, niż ten biały, wznoszący się do nieba. Tapety na moim komputerze były szaro-czarne, ubierałam się na czarno, w głowie krążyły mi czarne myśli i nic, absolutnie nic nie miało prawa się udać. Nawet postanowienie, że najważniejsze jest pozytywne nastawienie, potłukło się o bruk….o szary bruk. Zima też nie była biała, tylko szara i brudna. Dostałam leki. Ktoś wyciągnął pomocną dłoń. Po raz pierwszy od dawna myślę, że będzie lepiej. Dziś mam na sobie białą bluzkę i umalowałam się na jasne kolory. W końcu musi się udać.
„After the rain - The sun will shine again
After the rain - There will be no more pain”
(„Po deszczu znowu zaświeci słońce,
Po deszczu nie będzie już bólu”).




















