Kompleks – niejedno ma imię
Co rano tysiące z nas stają przed lustrem w porannej toalecie. I co widzą - albo czego widzieć nie chcą? Kompleks budzi się razem z nami, czeka. Czy tego dnia wywoła go do życia podatny grunt kobiecej wrażliwości? Bomba zegarowa kompleksu tyka, zatem strzeżcie się, pancerze i zbroje czas przywdziać. Przed nami wszak nowy i długi dzień konfrontacji.
Energia kompleksu to potężna energia i czasem zdradliwa. Czy jej doświadczymy i z jaką intensywnością zależy od okoliczności, które ją pobudzą do życia. Skąd się, zatem pojawiła i kto dał jej tak potężną władzę?! Kompleks rodzi się najczęściej w okresie, kiedy nasza psychika formuje się, zazwyczaj przypada to na okres dojrzewania. Nie mając jeszcze możliwości obrony przed subiektywnością ludzkich osądów, pełne wiary i otwartości budujemy swój własny system wartości i wrażliwości. Odbiór życia i jego przetwarzanie na pozytywny bądź negatywny obraz, wewnątrz każdej z nas jest wynikiem pewnej matrycy, na którą nakładają się nowe dla nas okoliczności. To jak je rozpoznamy i jak ocenimy zależy właśnie od tego, co już posiadamy w naszych sercach i umysłach. Z tego wewnętrznego zaplecza skorzystamy radząc sobie z realiami nowych dla nas okoliczności a w dłuższej perspektywie z wyzwaniami życia.
Jeśli system wartości i szacunku da nas samych był słabo ukształtowany, fundament niezbyt solidny podatność na zranienia i nieumiejętność obrony przed nimi staje się przyczynkiem do formowania się kompleksów, również tych w sferze tak osobistej i ważnej, bo naszej cielesności i kobiecości. Jak to bywa na początku, posłuchajmy, co w tej sferze radzi nam psychologia.
Skąd biorą się nasze kompleksy
Kompleks psychiczny jest sumą kobiecych doświadczeń, obciążonych znaczącą dozą emocji i afektów, zazwyczaj z przewagą tych negatywnych. Każde poruszenie go, wywołanie kompleksu do życia, wyzwala w nas kobietach silną reakcję emocjonalną, która może przejawić się w formie obrony przed przykrą konfrontacją. Oznacza to, że czym prędzej chcemy go zamaskować inną reakcją. Jak by tego było mało, przeżywanie kompleksu pociąga za sobą reakcje lękową, ta z kolei manifestuje się w postaci unikania takich okoliczności, które narażają nas na doświadczanie siły kompleksu. Ostatecznie możemy pod wpływem pobudzenia tej wrażliwej sfery zaatakować słowem/czynem po to, aby pod wpływem wzbudzonej agresji wyładować napięcie i emocje, jakie towarzyszą powstałym okolicznościom drażnienia naszego kompleksu.
Częściowe odreagowanie owych złych emocji i ujawnienie znaczenia kompleksu, umożliwia mechanizm projekcji w postaci przeniesienia, symbolizacji czy sublimacji. Oznacza to min., że krytykę na temat wyglądu adresujemy z łatwością pod cudzy adres, możemy też przekierować energię kompleksu na działania artystyczne, społeczne np. na rzecz osób z nadwagą, propagując zdrowy styl życia bądź możemy rzucić się w projektowanie mody dla kobiet puszystych. Symbolizacja zaś może przejawić się w przypisaniu skojarzeń nadwagi, niedowagi czy pewnych cech kobiecości z symbolami czegoś dla nas istotnego np. puszysta kobieta jest symbolem pozytywnej, ciepłej i ujmującej osoby. Siła wiążąca wewnętrzna strukturę kompleksu wynika, w głównej mierze z faktu, że zawiera on mieszane uczucia. Raz możemy przeżywać przyjemności raz przykrości. Huśtawka uczuć, jaka temu towarzyszy to np. fala pobudzenia i nagłe olśnienia, że jednak podobam się sobie i lubię swoje krągłości, innym razem następuje fala negatywnych myśli, co na przykład powoduje, że nie mogę na siebie patrzeć, wysyłam pod swoim adresem przykre oceny. Pod wpływem negatywnych myśli ryzykuję uruchomieniem w sobie głosu krytyka jaka to jestem wstrętna, słaba i że na pewno nikt mnie taką nie pokocha. Ta emocjonalna trampolina skłania nas do ambiwalentnych zachowań zwanych dążeniem-unikaniem. Raz dążymy do zmiany stanu rzeczy i poddajemy się kolejnym obietnicom, testujemy na sobie kolejną cudowną dietę, aby w przeciwnym stadium umysłu zaniechać jej, porzucić wszelkie starania i poddać się twierdząc np. że sytuacja najzwyczajniej mnie przerasta. W wyniku owych sprzecznych uczuć i zachowań może okazać się, że doświadczamy na swój temat sprzecznych opinii, nasz obraz siebie nie jest już taki oczywisty, powoli przestajemy ufać sobie i w najgorszym wypadku rozumieć siebie choć na zewnątrz możemy być oceniane jako przejrzyste, spójne i świadome swojej kobiecości i atutów.
Jak twierdzi psychologia zaniedbany obszar kompleksów i konsekwentnie marginalizowany przez nas powoduje trwałe i głębokie problemy wewnętrzne oraz trudności w kontaktach z najbliższymi. Podstawowe emocje tworzące kompleks to lęk, poczucie winy, poczucie bezsilności oraz agresja, które ujawnią się w zderzeniu z otoczeniem, a w szczególności z trudną dla nas sytuacją, taką, która naraża nasz wewnętrzny system wartości na oceny innych.
Kompleks niczym bakteria – rozwija się w każdej kulturze
Dlatego warto podjąć wyzwanie i nie poddawać się władzy kompleksów. Bezradność wobec nich naraża nas na ryzyko bycia ofiarą własnych urazów, autoagresji, niekontrolowanych popędów i toksycznych emocji. Naraża nas również na utrudnione relacje, w których nadwrażliwość na to jak jesteśmy odbierane zniekształca nam zdrowy osąd i jakość naszych stosunków z otoczeniem. Niebezpieczeństwem wpływu środowiska jest narzucanie nam obrazu kobiecości jako jedynego, słusznego i pożądanego. Niebezpieczeństwem podwójnym jest masowe uleganie kobiet owym wpływom bez możliwości wyboru. Jakie mogą być tego konsekwencje?! Kiedy kobietom wskazuje się pojedynczy wzorzec piękna, do którego mają dostosować swoje nastroje, sposób zachowania, sylwetkę i sposób życia ich dusza i ciało zostaje uwięzione, tracą naturalną swobodę i spontaniczność. Do naszych codziennych nawyków wdziera się kontrola, nadzór, stałe myślenie o tym jak powinnam wyglądać, co jeść, ile ćwiczyć, w co się ubierać. Nieustanny lęk o wahania w wadze, starzenie się, upływ czasu powoduje w nas napięcia, zabija radość z rzeczy prostych, naturalnych które w normalnych okolicznościach byłby dla nas źródłem radości, spontaniczności i czystej przyjemności.
Odmawianie ciału jego wspaniałych właściwości i urody to odrywanie go od przyrodzonego mu ducha, formy i radosnych uniesień. Uznając je za brzydkie i godne odrzucenia tylko, dlatego, że nie mieści się w obowiązujących kanonach, niszczymy naturalną radość pochodzącą z dzikiej pierwotnej natury. Kobiety mają słuszne powody, by negować psychologiczne i fizyczne normy, które szkodzą ich duchowemu życiu, zrywają więzi z ich dziką, spontaniczna duszą. Kobieta kierująca się instynktem, mająca zdrowy stosunek do siebie o wiele bardziej ceni swe ciało za witalność, zdolność do reagowania, odporność, wytrwałość, możliwość posiadania potomstwa a nie za elementy zmieniającej się mody i powierzchowności. Mądrość wewnętrzna kobiet, również ta nabywana z wiekiem, przejawia się poprzez umiejętność dostrzegania wszelkiej istniejącej różnorodności piękna, formy i jego funkcji.
Jak pokonać kompleksy?!
Pomóc nam w tym może odnalezienie swoich przodków! Linia pochodzenia naszej kobiecości według drzewa genealogicznego z linii kobiet naszej rodziny, matki, babki, prababki – gruntowanie wyglądu z linią przodków jest naszym rodowym priorytetem. To jest najważniejsze. Zwróćmy uwagę na to, z jakim dziedzictwem kojarzą nam się ciotki, siostry dalsze, bliższe. Jak w naszych rodzinach je nazywano, jak określano ich posturę, aurę, kobiecość, jakie krążyły o nich legendy. Jeśli kobieta w twojej linii rodu jest jak „ziemia”, musi być okrągła jak ziemia, bo ziemia tak wiele musi unieść, ciało jest związane z ziemią, stopy dobrze trzymają się gruntu, jest naczyniem, które musi dużo pomieścić - pisze w „Biegnącej z Wilkami” Clarissa Pinkola Estés. Jeśli kobiety mają daną posturę, pisze dalej autorka, to takie są najprawdopodobniej, dlatego, że odziedziczyły ją po przodkach, bezpośrednich lub z pokolenia jednego do dwóch wstecz. Wyszydzanie lub osądzanie kobiet z powodu odziedziczonej budowy fizycznej powoduje, że w każdym kolejnym pokoleniu jest coraz więcej sfrustrowanych neurotyczek. Wypowiadanie szkodliwych sądów na temat dziedziczności kształtów kobiety pozbawia ją najcenniejszych psychicznych i duchowych skarbów, odbiera jej dumę z typu sylwetki, jaki dostała w spadku po przodkach. Jeśli kobieta nauczy się negować dziedzictwo swego ciała to straci poczucie cielesnej więzi z resztą rodziny. Jeśli wpoi się kobietom nienawiść do swego ciała, tym trudniej pokochać jej ciało swej matki, która ma tę samą budowę czy ciała innych bliskich kobiet włącznie z własną córką. Taki atak na powierzchowność kobiety niszczy jej dumę z przynależności do własnego rodu i pozbawia ją naturalnej kobiecości, która jest w ciele, niezależnie od jego gabarytów.
Mądrość kompleksów
Jakkolwiek brzmi to paradoksalnie, w kompleksach może kryć się również mądrość. Jeśli przyjrzymy się pewnym okolicznościom, dla których powstał nasz kompleks, na tle urody, wyglądu, może zauważymy, że z upływem czasu poddawałyśmy się mu dla własnych korzyści. Jedną z nich jest też to, co nam daje kompleks i przed czym nas chroni. Niejednej z nas być może zapewnił jakieś bezpieczne schronienie, dał poczucie azylu. Być może tusza, której tak nie lubimy, dla innych stała się oznaką naszej siły, kobiecości i nowej społecznej roli np. matki. Kobiety rozpoczynając życie rodzinne wchodzą w nowy wymiar życia. Są takie wśród nas, które zmieniają proporcje fizyczności, takim szczególnym wyznacznikiem zmiany roli życiowej są narodziny dziecka. Z chwilą jego przyjścia na świat nic już nie jest takie same, ani my ani nasze związki, praca. Zmienia się jednocześnie charakter, kobieta staje się pewniejsza, wyrazistsza, bardziej zdecydowana bronić swego nowego terytorium. Często w parze idą też zmiany hormonalne, fizjonomii. Natura modeluje nas na swój własny kształt i pomysł. Często wbrew naszym wyobrażeniom. Ale nasze nowe „Ja” z wszelkimi zewnętrznymi przymiotami jest nadal nami. Dlatego to, jaką formę przyjęło nasze ciało, może okazać się właśnie tym, czego na ten moment życia nam potrzeba. Idąc za duchem psychologii procesu, może warto po prostu spojrzeć na naszą sytuację z innej perspektywy? Ta maksyma brzmi: wszystko, co stanie na twojej drodze, na co kieruje się twoja uwaga, czemu ulega twój umysł i ciało, może być twoim nauczycielem. Stań się tym czymś, odkryj jego energię i żyj jego mądrością. Zatem drogie panie, żyjmy mądrością naszych ciał, pielęgnujmy je, chrońmy i kochajmy. Tworzymy bowiem związek, jeden i unikatowy – związek na całe życie.
***
Zapraszamy na warsztaty:
Krąg wsparcia kobiet - moje ciało w cyklu przemian





















Odpowiedzi
sadełko mnie przeraża
Witam,przypadkiem znalazłam tą stronę i bardzo się cieszę.
Odkąd pamiętam miałam zawsze co nieco za dużo,po ciąży jednak pozostało mi trochę więcej tego.
Pracuję z dziewczynami bardzo szczupłymi,a ja niestety lubię pojeść i powiem wprost męczy mnie ich ciągła dieta,pogaduchy o siłowni itp.
Wolę ten czas spędzić z rodziną,co prawda to prawda.
Tak się zastanawiam-kiedy w końcu ludzie przestaną się czepiać nas puszystych,przecież my to też ludzie,ładniej się prezentujemy niż osoby przesadnie chude-pozdrawiam!
JESTEM GRUBA
HEJ!PO URODZENIU SYNKA STRASZNIE PRZYTYŁAM PRZED CIĄŻĄ WAŻYŁAM 63KG A TERAZ WAŻE 110KG PORADŹCIE MI JAKĄŚ DIETĘ I SPOSÓB ŻEBY ZRZYCIĆ KILKA KILOGRAMÓW PRÓBOWAŁAM JUŻ WSZYSTKIEGO ALE NIC MI NIEPOMOGŁO.MÓJ MĄŻ JES SZCZUPŁY I NASI ZNAJOMI RÓWNIEŻ PRAWIE WCALE NIEWYCHODZĘ Z DOMU PONIEWAŻ CZUJĘ SIĘ PRZY NICH JAK JEDEN WIELKI BALON WŚRÓD WIELU MALUTEŃKICH PIŁECZEK.PROSZĘ O SZCZERĄ POMOC.
Odpowiedź na Twą "bolączkę"
Generalnie jestem przeciwna "dietom" - ale skoro koniecznie chcesz dietę, to przeczytaj o Diecie Montignac. Może to bardziej filozofia odżywiania niż dieta. Nie jest szybka, ale wydaje się być rozsądna.
Uważam, że na każdą z nas działa zupełnie coś innego. Kiedyś, gdy intensywnie się odchudzałam - wielokrotnie próbowałam rozmaitych "wynalazków", efekt był - a potem "nawrót". Nie ma idealnej recepty na to. To jest też poszukiwanie... Na mnie zadziałała swego czasu... siłownia... na inne dziewczyny - zupełnie odmienne formy ruchu. Co więcej - nie chodzi tylko o ukształtowanie ciała - ale o to, by nie popaść w swoistą paranoję... Psychika to podstawa. Dlatego w Filozofii PU podkreślam samoakceptację. To jest punk wyjścia. Uwierz. Pokochaj siebie, rozpieszczaj - a pewne procesy zaczną się dziać same... Poza tym - jeśli sama postrzegasz siebie jako "Grubą" w negatywnym tego słowa znaczeniu - to nie licz na to, że świat będzie postrzegał Ciebie jako "Grubą" w pozytywnym znaczeniu.
Kobieto Droga zacznij od minimum: idź do fryzjera, zafunduj sobie drobnostkę - chociażby tusz do rzęs, kolczyki i inne cuda... zacznij rozwijać swoje pasje... "uśmiechnij się do świata, a świat uśmiechnie się do Ciebie".
Jak skończy się żałoba narodowa, będę o tym pisać więcej w swych felietonach.
Mam pytanie. Jestem w związku
Mam pytanie. Jestem w związku z kobietą, która ma nadwagę. Bardzo Ją Kocham i w ogóle mi to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie bardzo podoba. Niestety od dłuższego czasu źle dzieje się między nami. Ja bardzo się staram, wydaje mi się nawet, że za bardzo, we wszystkim chciałbym Jej pomóc, Ją wyręczyć, ale nie ze względu na Jej otyłość tylko dlatego, że jest moją kobietą i zależy mi na Niej. Staje się Ona dla mnie bardzo niemiła, tajemnicza, strasznie próbuje błyszczeć w gronie naszych wspólnych znajomych, podejmuje wszelkie decyzje nie pytając mnie o zdanie i nazywa mnie: "ty mój mały pantofelku". Chciałbym się dowiedzieć co robię nie tak, ponieważ chciałbym żeby było między nami jak najlepiej. Parę dni temu zrobiłem coś głupiego: pojechałem do Jej brata i wyżaliłem mu się, ten z kolei wszystko przekazał ich mamie, która z kolei zaczęła robić Jej wyrzuty czemu tak mnie traktuje. Nie powiem też nie jestem idealny, czasami zazdrosny i może dziecinny jak na swój wiek (23 lata). Cały czas podkreślam to, że jest śliczną dziewczyną, pokazuje Jej, że mi zależy na Niej, pisze wiersze, sms-uje, a ona nic, mówi tylko, że nie potrafi być taka jak ja. A po całej rozmowie z Jej bratem zrobiła mi awanturę, dlaczego bez Jej pytania tak się z nim spotkałem. Przecież to również mój kumpel. Pozdrawiam i czekam na radę. Zależy mi na Jej szczęściu, tylko co mam zrobić?
Do Simona
Sama z doświadczenia wiem, że kobiety nie przepadają tak do końca za mężczyznami, którzy we wszystkim chcą pomóc, we wszystkim wyręczyć. Nie chodzi mi o popadanie w skrajności i bycie macho, ale każda kobieta chce czuć że ma w domu mężczyzne, który da jej poczucie bezpieczeństwa, a nie będzie jak to było podane w tekście "pantofelkiem". Może Twoja kobieta poszukuje partnera, kogoś kto będzie miał podobny temperament, będzie miał własne zdanie ale będzie umiał podejmować kompromisy, a nie godził się na wszystko. Może nauczyła się wykorzystywać to jaki starasz się dla niej być. Teraz każda próba zmiany tego stanu może się spotkać z taką "agresją" z jej strony.
Jestem puszysta i też zdarzało mi się trafiać na mężczyzn, którzy chcieli zrobić dla mnie wszystko, którzy w każdej sprawie mówili "tak kochanie", jednak to na dłuższą mete jest męczące, ja w związku oczekiwałam partnerstwa, osoby z tak samo silną osobowością.
Może wystarczy szczera rozmowa we dwoje?
Pozdrawiam i życzę powodzenia