Kurs odchudzania
Uzdrawianie duszy i ciała

Zaplecze - Marta Syrwid

Zaplecze

"Teraz tylko dotykam jedzenia. Obracam w rękach. Jabłko, ugotowanego ziemniaka. Powtarzam na głos. Ile kalorii i że trzeba. Odłożyć. Że nie czuję t a k i e g o głodu, żeby jeść. Ale trzyma mnie łakomstwo i jego wilgotne zęby, i zimne palce. Którymi przybliżam jedzenie do języka. Kiedy dotykam moich warg końcem rulonika szynki, czuję, jakbym stała czubkami pięt na krawędzi dachu. Mogę spaść. Przedłużam odłożenie szynki. Drażnię się ze sobą, jak ze ślepym kotem. Mówię w pustej kuchni. Idę umyć ręce".

Autorką tych słów jest Marta Syrwid. Postaram się napisać o niej w jej stylu. Olsztynianka, lat 24. Cicha studentka filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 2004 roku wydała pierwszą książeczkę pt. „Czkawka”. W dniu swoich 18. urodzin, zamiast imprezować, brylowała w TVN-ie w programie Kazimiery Szczuki. Porównują ją do Masłowskiej. „Zaplecze” to jej pierwsza powieść. Podobno nie jest anorektyczką. „Zaplecze” to powieść pesymistyczna. Studium rozkładu psychiki, poprzez rozkład ciała.

Na wystawie sklepu z odzieżą indyjską stoi Klara – anorektyczka, która chce zostać manekinką, ale twierdzi, że ciągle jest za gruba. I nigdy nie tak czysta, jak manekin. Klarę brzydzi brud, a brud to jedzenie, wydęty po nim brzuch, wydzieliny ciała. Chudość jest dla niej tożsama z czystością ciała i duszy, głodzenie się to rodzaj katharsis.

To również forma buntu. Bo Klara wychowała się w patologicznej rodzinie: mama ze skłonnościami do histerii, sadystyczny Ojciec (zawsze pisany z wielkiej litery), który nie potrafi budować relacji z bliskimi, pulchny młodszy brat, przedmiot zazdrości o uczucia rodziców, babcia romansująca z grubym szewcem i włoskim właścicielem restauracji, tak podobna do znienawidzonego Ojca. Nikt nie ma czasu ani ochoty, aby zrozumieć nastolatkę. Klara chudnie.

"Wącham ciasto. Muszę ugryźć. Klękam przy desce klozetowej. Zamykam usta na cieście. Wpycham tak dużo, jak tylko się da. Gryzę, nie połykam. (…) Przestaje mi smakować. Wypluwam papkę. Resztę ciasta zgniatam. (…) Spluwam, płuczę usta. Spuszczam wodę w kiblu. Otrzepuję bluzkę. Myję ręce. Prawie się najadłam. W ten sposób można być chudą. I jeść, co się chce. (…) Jedzenie ma przede wszystkim smak".

Nie przepadam za takim sposobem narracji. Pocięte zdania, wulgaryzmy. Jednak Syrwid okrasza je dużą dawką poetyckości, trafnymi metaforami, dosadnością. Nie przepadam też za patologią, a zwłaszcza za polską patologią małomiasteczkową. Tu jednak nie mogłam się oderwać od śledzenia losów niezrozumianej i nie rozumiejącej dziewczyny z wystawy. Perypetie z „przyjaciółką” z podstawówki, z rodziną, niejedzeniem. Z podróżą wraz z babcią do Włoch. Ze zwiedzaniem kościołów i oglądaniem ambitnych filmów, do czego zmuszała ją mama. Z fasolką szparagową i szklanką soku pomarańczowego, jako jedynego posiłku w ciągu dnia. Z obgryzaniem sobie wieczorami skóry z pięt, aby tylko zapchać czymś żołądek. Jej walka z głodem urasta do walki ze światem, z nijakością otaczających ją ludzi. Jednak nie wie, że anoreksja prowadzi ją tylko do pustki, ruszających się zębów i strupów za uszami i w zgięciu łokci. Do szklanej klatki, w której z czasem zanikną drzwi.

"Pukasz w moją szybę, przykładasz do niej usta. Pytasz, czemu dałam się zamknąć w witrynie? Sama w nią weszłam, na szpilkach, w biodrówkach, brzuch wciągnięty, głowa do góry, patrzyłam przed siebie. Śmiejesz się. To się nazywa parcie na szkło. Słyszę ten śmiech. Nie jestem tu zamknięta, przecież mam swoje podziemie".

Cytaty zaczerpnięte z: "Zaplecze" - Marta Syrwid

Odpowiedzi

Okładka

Coś jest w tej okładce, co mnie drażni... może wzbudza niepokój... może odpycha... Być może sama opowieść jest super, ale ta okładka powoduje we mnie odczucia odrzucające. Nie wiem czy chciałbym poznać tę historię. To jest takie powitanie przed wejściem do plastikowych krain, gdzie wszystko jest ujednolicone, masowe... nie wiem... Anoreksja czy bulimia - czy też inne formy zaburzania odżywiania: dla mnie to jeden czort, zrodzony w komercyjnym świecie, czort o wielkiej sile.