Kurs odchudzania
Uzdrawianie duszy i ciała

Wygrany

reż. Wiesław Saniewski
Wygrany

Oliver Linovsky (w tej roli Paweł Szajda) – utalentowany pianista u szczytu sławy – przyjeżdża do Wrocławia, gdzie ma rozpocząć europejskie tournée. Na sali wypełnionej po brzegi, w chwili, kiedy popłynąć mają pierwsze dźwięki koncertu, Oliver decyduje się na odważny, wręcz desperacki krok. Ucieka, nie odegrawszy ani jednej nuty.

W jednej chwili porzuca swoje dotychczasowe życie, po którym zostaje mu ćwierćmilionowy dług za zerwanie kontraktu. Wtedy właśnie na drodze wirtuoza pojawia się profesor matematyki, pasjonata wyścigów konnych, Frank Goretzky (postać grana przez znakomitego Janusza Gajosa). A wraz z nim zupełnie inny świat, nowe życie i… piękna Kornelia (Marta Żmuda-Trzebiatowska).

Wszystkich, którzy spodziewają się ujrzeć na ekranie płomienny romans Szajdy i Żmudy-Trzebiatowskiej, od razu wyprowadzam z błędu, bo o czym jak o czym, ale o miłości Wygrany na pewno nie jest. Wątek miłosny, owszem, pojawia się w filmie, na pewno jednak nie rozrasta się do rozmiarów sugerowanych przez plakat (tu, przypomnę: kadr z jedynej w filmie sceny erotycznej oraz firmujące produkcję zdanie „Stracił wszystko by wygrać miłość”). Wątek romansu dwójki młodych bohaterów sprawia wrażenie przyklejonego do całości – aż ciśnie się na myśl, że tylko jako jeden z warunków koniecznych kasowego sukcesu.

O czym zatem opowiada najnowszy film Saniewskiego, jeśli nie o miłości? Odpowiedź na to pytanie nie jest tak oczywista, bowiem ilość podejmowanych i nagle porzucanych wątków jest w Wygranym tak duża, że przysłania myśl przewodnią. W moim odczuciu jest to jednak przede wszystkim film o wolności, odwadze, intuicji i o tym, żeby na drodze swojego życia pozostać sobą. Oliver zatem „Stracił wszystko by wygrać… siebie”. Na polu walki o przyszłość bohatera ścierają się dwa światy. Z jednej strony mamy przeszłość Olivera, jego matkę, która na syna przeniosła swoje artystyczne ambicje, agenta, dla którego pianista jest tylko kurą znoszącą złote jajka oraz dwulicowego profesora Karloffa (mistrzowsko zagranego przez Wojciecha Pszoniaka). Z drugiej strony jest sam Oliver, pozostająca w cieniu Kornelia oraz wspierający bohatera i po ojcowsku dzielący się z nim swoją życiową mądrością Frank. W takim ujęciu główny wątek filmu przypomina odwieczną walkę sił dobra i zła o ludzką duszę. Najmocniejszą stroną filmu są natomiast według mnie dwie kreacje aktorskie postaci, które stanęły na czele owych sił: Gajos jako Frank oraz Pszoniak jako profesor Karloff.

Na początku znajomości Frank powie do Olivera: „90% ludzi zawsze przegrywa. Żeby wygrać, trzeba zagrać w kontrze”. Myślę, że ta myśl najmocniej oddaje to, co połączyło losy obu bohaterów. Obaj grali, obaj też wygrali. Każdy po swojemu.

Na film zaprasza:

kino_polonia_male_logo_7.jpg