Tajniki sukcesu. Wyzwól wewnętrzną siłę i żyj w dobrobycie - Sandra Anne Taylor, Sharon A. Klinger
Kiedy zobaczyłam "Tajniki sukcesu" - zapragnęłam je poznać. Niekoniecznie miałam na myśli życie w dobrobycie. Sukces to nie tylko pieniądze. I nie ma chyba jednej sztywnej definicji na sukces. Dla każdej z nas znaczyć może zupełnie coś innego - a jakże piękne jest to, że same możemy kształtować to pojęcie!
"Wielu życiowych rozbitków to ludzie, którzy nie zdawali sobie sprawy, jak bliscy są sukcesu, kiedy się poddali" - Thomas Alva Edison: ten cytat warto zapamiętać i powtarzać go każdego dnia. To słowa, które skierowane są do ludzi: nie do wybrańców, ale do wszystkich. Przesłanie książki jest jednoznaczne: nie wolno się poddawać - "sukces jest Ci pisany".
O prawie przyciągania i psychologii kwantowej jest dość głośno. Jedni traktują je jako - prawie że - religię, drudzy - po prostu stosują się do wytycznych, często na zasadzie prób i błędów, inni - nabijają się, a jeszcze inni - dopatrują się marketingowej mistyfikacji. Ja - po prostu - chciałam poznać receptę na sukces, przepisaną przez znane osobowości - jednakże czy jestem w stanie ślepo stosować to remedium?
Czytając książkę potraktowałam ją jako "ogólnik". Wszystkiego jest "po trochu", ciągle czułam niedosyt - chciałam wiedzieć więcej, i więcej... i jeszcze więcej... Wiem, że jest to trzecia książka - a nie czytałam dwóch poprzednich. Tylko, że nie wiem czy chciałabym poznać te dwie pierwsze. Nie przemawia do mnie zbytnio język, ale to oczywiście jest mój odbiór osobisty - przecież jedna z nich - "Fizyka sukcesu" - została uznana za bestseller przez "New York Times"! Z "Tajników sukcesu" zapamiętałam jeden rozdział - "Duchowe przyśpieszenie sukcesu" i właśnie z poglądami w nim zawartymi będę kojarzyć tę pozycję. Nawiązanie do świata zmarłych i Aniołów jest bardzo ciekawe, jednakże autorka ogranicza się jedynie do Aniołów wymienionych w Biblii. Nie wiem tylko czy przeciętny człowiek będzie w stanie "współpracować" z duchami / zmarłymi, na ile zrozumie ich przekaz i czy nie wystraszy się, jeśli duch przekroczy granicę wyobraźni i pojawi się w trakcie jedzenia śniadania. Część z Was z pewnością pomyśli, że to mnie ponosi imaginacja, ale ... będą i takie osoby, które od razu będą wiedziały do czego zmierzam. Konkretu nie podam - pozostawiam do odczytania jako tekst pomiędzy wierszami.
Czy mam wątpliwości do prawa przyciągania? Raczej nie. Kilka lat temu byliśmy w kinie na filmie o szczurku, który tak smacznie gotował w restauracji. Film bardzo mnie "wciągnął". Była scenka, kiedy to szczury są pod sklepem z truciznami i pułapkami, kiedy padają słowa mające sens taki, że ludzie są źli, szczury nie powinny się z nimi zaprzyjaźniać, bo prędzej czy później zostaną skrzywdzone - pomyślałam: "To nie jest prawda. Ja bym nie skrzywdziła. Jestem ciekawa, jak ja bym się zachowała". Film na serio wywołał we mnie dość mocne uczucia. Była to sobota. W poniedziałek rano - w wyremontowanym bloku, na IV piętrze - doznałam kontaktu: czekał na mnie w łazience. Siedział - był młody i piękny, jak w filmie. Nie wiem, co chciał mi ugotować - ale wpatrywał się we mnie jak zahipnotyzowany. Szczur, jak bum cyk cyk. Darłam się jak opętana. Tak głośno, że zlecieli się sąsiedzi. Niestety, nie potrafiłam się z nim zaprzyjaźnić. Skończyło się tak, jak przestrzegali szczury w filmie. A ja płakałam - nie wiem tylko czy nad nim... czy nad przegryzioną rurą od kibla...
Myślę, że warto poświęcić czas tej książce. Czerpać z niej dla siebie to, co zostanie uznane za słuszne. A może dokona przełomu w życiu? Ja - dla siebie - wezmę myśl, że nie wolno ustawać w drodze do realizacji marzeń. Tak, biorę właśnie tę myśl - i dla mnie w tej chwili jest ona najcenniejsza...



















