O królewnie, która chciała jeździć koparką - Janusz Wilczyński, ilustracje Monika Pollak
O czym może marzyć królewna? O przepięknych modnych szatach, luksusowej karocy, komfortowym pałacu, młodym cudnym królewiczu na białym koniu, z którym pomknie w siną dal - i żyli dalej długo i szczęśliwie…?
Przecież tak to głównie bywa w różnych bajkach i historiach. Ale nie w tej. Nic z tych rzeczy. Konsekwentna królewna Monika, bohaterka bajki „O królewnie, która chciała jeździć koparką” napisanej przez pana Janusza Wilczyńskiego, ilustrowanej przez panią Monikę Pollak i wydanej przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne bardzo się różni w kwestii marzeń (i nie tylko) od stereotypowej bohaterki książek dla dzieci, szczególnie dla dziewczynek. Jej jedno wielkie marzenie jest raczej nietypowe: chce jeździć wielką żółtą koparką na wielkich gumowych kołach, z wielką łyżką o żelaznych zębach. Marzenie to tak dalece zaprząta jej głowę, że nawet na ścianie swojej komnaty maluje wielką koparkę z łyżką pełną czarnej ziemi i układa piosenkę o koparce, którą z fantazją śpiewa podczas Konkursu na Najpiękniejszą Piosenkę wywołując tym zgorszenie otoczenia. Kierowanie wielką koparką nie jest więc bynajmniej przelotnym kaprysem znudzonej królewny. Gdy rodzice ze względu na presję środowiska: „Królewska córka w koparce?! Skandal! To nie przystoi!” odmawiają realizacji tego marzenia Monika wpada w rozpacz: nie je obiadów, a nawet swoich ulubionych lodów orzechowych, niczym się nie interesuje, tylko smutna snuje się po komnatach i korytarzach królewskiego pałacu. Nawet góry prezentów czy wyszukane popisy specjalnie sprowadzanych sztukmistrzów nie są w stanie poprawić jej kiepskiego nastroju.
Zasmuceni rodzice po wyczerpaniu różnorodnych sposobów na poprawę samopoczucia córki, opierają się presji stereotypów i postanawiają jednak spełnić jej wielkie marzenie. To wspaniały przykład, że nie próbowali „wybić jej z głowy” niestosownego marzenia. Mądrzy rodzice nie usiłowali narzucić jej także innego hobby, bardziej „właściwego” dla królewny w jej wieku. Uradowana Monika przystępuje z dużym entuzjazmem pod okiem instruktora (szkoda, że nie instruktorki) do nauki obsługi koparki, dużo ćwiczy i po kilku miesiącach zostaje najlepszym i najszczęśliwszym operatorem wielkiej koparki. A raczej najlepszą i najszczęśliwszą operatorką. Choć jeżeli chodzi o nazewnictwo, to tutaj pojawia się pewien problem, ponieważ operatorka to także pomieszczenie dla operatora.
Język bajki jest prosty i niewymuszony, zabawne ilustracje doskonale dostosowane do przekazywanej treści. Historia o sile marzeń Moniki i jej konsekwencji łamie wiele stereotypowych wyobrażeń na temat ról społecznych. To jedna z nielicznych książek dla dzieci, w których dziewczynka, a nie chłopiec dokonuje dzielnego czynu i staje się bohaterką. Co również ważne, królewna Monika jest bohaterką czynną, działającą, a nie bierną, czekającą tylko na ratunek, który ma przyjść z zewnątrz w postaci królewicza bądź wróżki. Mąż Moniki szyje piękne stroje dla dam dworu, a jego zainteresowaniem jest gra na harfie – ten szczegół uderza z kolei w stereotyp, że są zawody i zainteresowania typowo męskie bądź żeńskie.
Doskonała lektura. Nie tylko zresztą dla dzieci. Któż z nas dorosłych bowiem nie porzucił kiedyś z różnych przyczyn swoich ważnych marzeń. Znakomita przeciwwaga do licznych stereotypowych historii o księżniczkach, dla których celem życia jest wyłącznie dbanie o wygląd zewnętrzny, znalezienie odpowiedniego księcia i stanięcie z nim potem na ślubnym kobiercu.



















