Anioł nad morzem
Tytuł, opis, plakat Anioła nad morzem – wszystko to zasugerowało mi lekki i pogodny charakter filmu. Zmyliło mnie błękitne morze, zmyliły gorące marokańskie klimaty, a przede wszystkim zmyliła mnie zapowiedź tajemnicy, która miała bezpowrotnie zmienić życie 12-letniego Louisa – głównego bohatera filmu. Mylnie założyłam, że owa tajemnica to niespodzianka, prezent, który sprawi, że dalsze losy chłopca ułożą się we wspaniałą przygodę. Jakże się myliłam…
Moje nastawienie i oczekiwania sprawiły, że z każdą chwilą film Anioł nad morzem zaskakiwał mnie coraz mocniej. Co jednak ważniejsze, każda kolejna scena utwierdzała mnie w przekonaniu, że mimo iż nie jest to film – wbrew moim oczekiwaniom – ani lekki, ani pogodny, to mam do czynienia z bardzo dobrym kinem. Kinem podejmującym trudną, ale jednocześnie niezwykle ważną tematykę – choroby, dziedzictwa, dziecięcej lojalności, bezwzględnej miłości i tego, jak jedno zdanie może zmienić ludzki los.
Już od pierwszych scen filmu widać, że Louisa łączy z ojcem szczególna więź. Mają swoje ulubione gry, wspólne zabawy. Podczas jednej z nich Louis wykrzykuje znamienne dla całego filmu słowa „Szczęśliwy, szczęśliwy”. Bo tak zapewne czuje się chłopak, który wraz z rodziną wiedzie beztroskie życie w upalnym Maroku. Szczęśliwe dzieciństwo Louisa kończy się jednak w chwili, kiedy ojciec wyjawia mu wspomnianą tajemnicę. Od tej chwili cała uwaga chłopaka skupia się na ojcu. Obsesyjnie wręcz boi się o niego, ciesząc się jednocześnie każdą chwilą spędzoną razem, każdym jego uśmiechem, dobrym słowem, czy choćby spojrzeniem. Bruno – ojciec Louisa – wciągnął syna w nierówną grę, której zasady znane są chyba tylko jemu (co do czego także można mieć wątpliwości). Od tej chwili chłopak, wodzony przez ojca, całkowicie podporządkowuje swoje życie jednemu celowi – za wszelką cenę nie dopuścić do tego, by Bruno spełnił swoją obietnicę. W cały ten trudny, klaustrofobiczny układ próbuje wejść matka Louisa – Maria. Kobieta usiłuje jednocześnie udźwignąć chorobę swojego męża i zrozumieć dziwne zachowania syna. Czuje, że zmiana, jaka dokonała się w Louisie ma związek z chorobą ojca, ale nie jest w stanie przebić się przez mur, jaki obaj wybudowali wokół swojej relacji.
Motywy postępowania Brunona nie są do końca jasne. W gąszczu niedopowiedzeń, sugestii i poszarpanych wątków możemy jedynie próbować wyłowić przyczyny sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie. Nie o tym jednak jest ten film. Nie jest to bowiem historia rozpadu rodziny, ale opowieść o trudnej relacji, której ofiarą pada dziecko. Gdybym miała zamknąć odpowiedź na pytanie: „o czym jest ten film?” w kilku tylko słowach, niewątpliwie brzmiałyby one: „o zdaniu, które zmienia życie”. Jedno nieodpowiedzialne i przepełnione egoizmem zdanie wypowiedziane przez ojca niszczy życie dorastającego chłopca, brutalnie zamykając beztroski czas dzieciństwa i przerzucając dziecko na stronę mrocznej, chorej dorosłości.
Film Anioł nad morzem podejmuje szalenie trudny temat, który nie został tu w najmniejszym stopniu spłycony. Reżyser konsekwentnie ukazuje kiełkujące i rozrastające się zło. Na uznanie zasługują tu oprócz świetnych zdjęć, muzyki i sposobu prowadzenia akcji także znakomite kreacje aktorskie, zwłaszcza dwóch głównych postaci: Louisa (debiutujący na wielkim ekranie, świetny w swej roli Martin Nissen)i Brunona (Olivier Gourmet).




















