Uzdrawianie duszy i ciała
Kurs odchudzania

Spotkanie

Nagroda
Autor pracy
UK_allerco

Lubi ciągłe zmiany, szukając swojego miejsca. Interesuje ją psychologia może, właśnie dlatego uwielbia długie rozmowy, praktycznie na każdy temat. Idealizuje świat i ludzi. Jak już coś robi, to całym sercem albo wcale.

Od kiedy pamiętam zawsze miałam kłopoty ze swoją skórą. Gdy byłam małym szkrabem, pękała mi skóra na stopach. No może nie cała, ale ta na palcach. Szczególnie latem, gdy biegałam po plaży, cała szczęśliwa, rozbryzgując morskie fale, to piasek wnikał do małych ranek, które otwierały się pomiędzy paluszkami stóp i niemiłosiernie w nich szczypał. Moja radość była wtedy mocno okaleczona. Mama smarowała mi stopy specjalnymi maściami, robionymi na zamówienie. Dziwnie pachniały, przenikając do mojej miękkiej, kolorowej kołderki, którą mama przykrywała mnie do snu. Zniosłabym wszystko, gdybym tylko miała odrobinę nadziei na poprawę.

Gdy trochę podrosłam, dopadły mnie kolejne kłopoty- tym razem z cerą. Buzia miała być cała śliczna. Tak wróżyły różne ciotki i koleżanki mamy. Usiana była jednak krostkami w otoczeniu błyszczących plam. Wydawało mi się wówczas, że moja twarz, to nie jakiś tam fragmencik całości, ale wielki areał ugoru, do obrobienia. Krostki tępiłam, jednak bezskutecznie, bo pojawiały się niestrudzone na całej niemal buzi. Zmartwieniami z tego powodu mogłabym obdzielić całą armię dziewcząt.

Gdy wyszłam za mąż, zaraz dowiedziałam się, że kłopoty znikną, jak za dotknięciem różdżki. Nie znikły. Czekałam z utęsknieniem na dziecko - ono cię wyleczy - mawiały znawczynie od wszelkich przypadłości. Nie wyleczyło.

Jestem już dojrzałą kobietą, a moja twarz oblewa się krwistymi plamami od - słońca, alkoholu, słodyczy, a wreszcie ogromniej złości, bo to i tak nie jest wszystko. Moje paznokcie łamią się z byle powodu lub wywijają na zewnątrz.
Moje ręce są suche i nie znoszą żadnych proszków chemicznych ani płynów.
Łykam nadzwyczajne, polecane tabletki, smaruję olejkami z witaminą, piłuję szklanym pilnikiem, masuję i w końcu gryzę je - ze złości. W nielicznych chwilach mogę się nimi pochwalić.

To szczęście spada na mnie, gdy jestem w sanatorium i 3 tygodnie nic nie robię, oprócz kąpieli, kremowania i relaksu. Wtedy dopiero widzę, jakie mogłyby być piękne. Nie zakładam tipsów, bo kiedyś taki złamał mi się razem z paznokciem. W tym bólu przyrzekłam sobie, że nigdy więcej tego nie zrobię - a ja słowa dotrzymuję.

Gdy już straciłam wszelką nadzieję, że przyjdzie czas i będę cała piękna z alabastrową cerą, spotkałam w parku kobietę o niezwykłej urodzie. Nie była młoda, ale o tym mówiły raczej oczy, kiedyś zapewne piękne, głęboko osadzone o szaro- błękitnej barwie. Jej twarz bez zmarszczek, miała ciepłą brzoskwiniową tonację. Zauważyła, że się jej przyglądam i wykonała zachęcający gest głową. Bardzo chciałam ją poznać. Podeszłam, cała podekscytowana oczekiwaniem, że właśnie ona coś zmieni. Czułam, że to stanie się właśnie dzisiaj. Nie wiedziałam, jak zacząć rozmowę, gdy nieznana kobieta, jak jasnowidz, jeden po drugim wymieniała moje odwieczne problemy. Skurczyłam się z przerażenia, przecież nie były widoczne. Zwłaszcza te na twarzy chowałam pod grubą warstwą pudru. Umiałam je tuszować i wydobyć tylko to, co było moim atutem. Pytaniom nie było końca, co jem, jak spędzam czas, co mnie stresuje, co cieszy, co dokucza? - wszystko ją interesowało. A ja, jak pensjonarka z wielkim przejęciem starałam się wyczerpująco odpowiedzieć na każde z jej pytań. Miała jakąś siłę w głosie - a jej oczy jednocześnie mówiły o wielkiej wrażliwości na drugiego człowieka. Z każdą minutą, moja nadzieja rosła i rosła ….