Mąż od zawsze mówi mi, że jestem gruba
Mój mąż od zawsze mówi mi, że jestem gruba. Jest mi z tego powodu przykro, jednak przyzwyczaiłam się i teraz podchodzę do tego często udając, że nie słyszę.
Zabawnie jest wtedy gdy ZAWSZE idąc gdzieś w gości jest poczęstunek. Są pyszne sałatki, wędlina i ciasto. Siedzimy, gadamy, wszyscy się częstują... a gdy ja sobie coś nakładam, to od razu słyszę, że jest mi to niewskazane, nie powinnam o tej porze jeść... że dobrze by mi zrobiło gdybym tego ciasta nie jadła. Mówi to na głos, nie zważając na nikogo. Wtedy ja nabieram sobie porcję razy 2 lub 3... i jem z wielkim smakiem mówiąc, że nie stoi to na stole dla ozdoby... a jemu jest głupio.

Niezapomnianym jednak dla mnie przeżyciem związanym z jedzeniem jest pewna historia. W tamtym roku byłam we Włoszech, zostałam zaproszona na kolację przez ludzi, u których pracowałam, do eleganckiej restauracji w Rzymie. Była piękna. Nie znałam jeszcze wtedy języka, więc Pani Maria zaproponowała, że zamówi mi specjalność szefa kuchni i w ogóle największy przysmak we Włoszech. Zgodziłam się bez wahania. Po 15 minutach kelner przynosi mi półmisek a na nim...Jezu!...różowa... czy fioletowa... czy bordowa - nie chcę tego nawet pamiętać - ośmiornica...Masakra, pomyślałam. Przyłożyłam chusteczkę do ust, bo zbierało mnie na wymioty, ale tak nie wypada pomyślałam. Co robić? Podpatrzyłam jak oni to kroją i jak się tym delektują, to było straszne. Nie mogłam patrzeć na ten talerz. Wzięłam nóż, ukroiłam... nie wiem czy nogę jedną z wielu... czy głowę, ukroiłam kawałek i włożyłam do ust, przerzucałam to z policzka na policzek, połykając od razu cały kawał, popijając winem... żeby tylko nie poczuć smaku i zapachu...i tak zjadłam - to znaczy - połknęłam z pięć kawałków i... stało się to, co się stać miało....paw!... w eleganckiej restauracji, porażka... pomyślałam. Od tej pory moi państwo już nigdy nie zabierali mnie do restauracji. Dziś się z tego śmieję... ale wtedy do śmiechu mi nie było.

foto: ze źródeł M. Kozioł




















Odpowiedzi
Faceci! Musi do Was dotrzeć
Faceci!
Musi do Was dotrzeć jedna niezmienna od zawsze rzecz - głupimi uwagami dotyczącymi wyglądu kobiety możecie zniszczyć jej psychikę!
Buntuję się przed wymaganiami kanonów piękna, bo głównym celem życiowym kobiety przecież nie jest zaspokajać czyjeś poczucie estetyki - ale również i moja psychika jest wrażliwa na wytykanie "uszczerbków" w urodzie, takie po prostu jesteśmy, nie znam powodu - ale tak działamy.
Porażające jest dla mnie również, że zamiast dostrzegać piękno skupiacie się często na wadach. Któż nie ma wad? Gdyby istnieli tacy ludzie to chirurdzy plastyczni i przemysł kosmetyczny nie zarabiali by tyle ile zarabiają. A istnieją mężczyźni bez wad? Samo wytykanie wad jest ogromną wadą, więc jak widać nie.
Pani, która jest autorką artykułu jest zjawiskowo piękna. Mówię to jako kobieta - zupełnie bez zazdrości:) ( a komplementy od kobiet liczą się podwójnie!) Dziwię się, że ktoś w pierwszej kolejności mógłby zwrócić uwagę na (rzekomą) tuszę a nie na piękny uśmiech! I to osobą, która poniża - również przy innych - jest pani mąż, czyli osoba, która kocha. Dlaczego coś ludziom karze poniżać ukochane osoby, nigdy tego nie rozumiałam i nie zrozumiem.
Mężczyźni pamiętajcie - komplementy to najlepsi przyjaciele kobiety! :)
Meglio soli che male accompagnati
Autorka tekstu, o ile jest kobietą na zdjęciach, jest bardzo piękną kobietą. Nie rozumiem, co robi z mężem, który ją publicznie upokarza. Spakować manatki i do Włoch, gdzie na pewno znajdzie wielu, bardzo wielu facetów delektujących się jej urodą, i gotowych robić jej codziennie naleśniki z dżemem.
Jest takie włoskie przysłowie: Meglio soli che male accompagnati, lepiej samemu niż w złym towarzystwie. A taki mąż to naprawdę bardzo złe towarzystwo. Podziwiam siłę psychiczną autorki, że z nim wytrzymuje, ja bym już była w szpitalu psychiatrycznym z depresją.