Bo warto zawalczyć
W ostatni weekend byliśmy na weselu. Od lat -ze względu na swój wygląd - nigdzie nie chciałam wychodzić. Imieniny, urodziny, święta – wszystko w gronie najbliższej rodziny. Bo oni mnie znają i są przyzwyczajeni - to znaczy "bezpieczni". I nagle skądś pojawił się wewnętrzny bunt. Wokół jest tyle grubych, szczęśliwych kobiet - czemu to ja mam się zamykać i wstydzić? I właściwie czego?
Na tę chwilę buntu padło zaproszenie od mojej bratanicy na jej wesele. Po raz pierwszy od dawna postanowiłam coś zrobić, zadbać o siebie, kupić sukienkę, uczesać się i umalować w sposób widoczny dla innych. Przyjrzałam się sobie odważnie i dokładnie w lustrze, oceniając co jest we mnie ładne. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu stwierdziłam, że mam całkiem niezłe nogi, biust i ramiona. Zaskoczona, zdumiona i z lekka zawstydzona pojęłam, że niektóre fragmenty mojego ciała są... po prostu są piękne. A że kocham mojego męża i rozmawiam z nim o wszystkim... zapytałam go o zdanie w tej kwestii. Z całą powagą powiedział: „zawsze Ci mówiłem, że jesteś piękna i tylko ty w to nie wierzysz”.
Po paru dniach wewnętrznej walki udałam się do sklepu na poszukiwanie odpowiedniej sukienki (zobaczycie ją na załączonym zdjęciu). Moje doświadczenie mówiło mi, że wszystko co wyda mi się ładne, będzie jednocześnie zbyt ciasne. I w pewnym momencie zobaczyłam na wieszaku ją - moją wymarzoną małą czarną (rozmiar 48). Biegiem do przymierzalni – natychmiast poczułam się elegancka i piękniejsza niż kiedykolwiek do tej pory. Ale czy ją kupić, czy mi wypada, czy się do tego nadaję? Wątpliwości omal mnie nie zjadły. Byłam gotowa odwiesić sukienkę na wieszak. Jednak wtedy towarzyszący mi mąż podjął błyskawiczną decyzję – KUPUJEMY.
W dzień wesela od rana miałam ochotę zniknąć z tego świata, zadzwonić , że niestety nie możemy przyjść, bo jestem chora (stosowałam ten unik tysiące razy). I znowu wkroczył mój mąż :”tym razem pójdziemy, chcę się pochwalić moją żoną”. Zaproszona koleżanka zrobiła mi fryzurę i makijaż; jej zdumienie i podziw, gdy zobaczyła mnie ubraną ... to było coś, czego nie można kupić za pieniądze. „Kobieto czemu ty ukrywasz swoją urodę - masz piękne włosy, ładnie wykrojone usta i dobrą figurę” - ten szczery komentarz mnie rozbroił i dodał odwagi.
Na weselu wiele osób z rodziny przyglądało mi się z podziwem. Po dwóch kieliszkach szampana nabrałam odwagi, tańczyłam, śmiałam się. To nie byłam ja. To była jakaś inna zapomniana już przeze mnie osoba. I tylko potem rozpłakałam się ze wzruszenia, gdy mój mąż szepnął: "jesteś najpiękniejszą dziewczyną na tej sali”. Bo być może byłam najpiękniejsza tylko dla niego, ale to od lat zagubione uczucie, że jestem kobietą godną miłości i zachwytu znowu wróciło. Warto było zawalczyć.




















Odpowiedzi
Przede wszystkim ma Pani
Przede wszystkim ma Pani naprawde dobra i proporcjonalna figure.Jednak jest jeszcze cos, czego zapewne moga zazdroscic Pani setki kobiet, rowniez tych rozmiar 0: ma Pani przy sobie kochajacego i oddanego meza, na ktorym moze Pani polegac. Gratuluje.