Chudnąć z radością, chudnąć z godnością
No cóż, rok współpracy z Kobietą Puszystą zaowocował puszystymi kilogramami nie tylko u mnie, ale i u mojego, z natury szczupłego, partnera - administratora Portalu i magika-informatyka. Podpytałam Naczelną i Zielarkę - one także z potrzeby identyfikacji wizerunkowej obrosły tłuszczykiem. U Naczelnej chudy partner również złapał kilogramy - co mu się tylko przy jego chudych długościach przysłużyło. Nawet się zastanawiałam czy nasi Panowie przytyli z solidarności, czy zachowawczo z obawy, byśmy nie załatwiały z nimi porachunków domowych "przygniatając masą" zamiast argumentami.
Ta ostatnia myśl pojawiła się pod wrażeniem francuskich statystyk, które dobitnie obnażają tamtejszą rzeczywistość - słynące z filigranowej postury Francuzki biją swoich partnerów i to wcale nie inteligencją, ale poprzez fizyczną przemoc. Napisał o tym sympatyczny, młody Francuz na zaprzyjaźnionym portalu kobiety.lodz.pl, do którego przyjechał w ramach wymiany międzynarodowej. Były jeszcze długie rozważania o aspekcie psychologicznym naszego zbiorowego przytycia a nawet jedna teoria spiskowa, że próbujemy przywrócić pełnoprawny Matriarchat z Naczelną w roli Bogini Matki stąd ta nagła identyfikacja z neolitycznym pierwowzorem.
Zenit decyzyjny nastąpił w karnawale, gdy nie zmieściłam się w moje ulubione, balowe suknie. Ocalała jedna największa, w której przebalowałam wszystkie przebierańcowe imprezy na Carnavaliach. Kobieta w jednej sukni – oj, czułam powiew nudy i irytacji. Mruczałam pod nosem "kocham swoje ciało, kocham siebie całą" i sapałam z zadyszki biegając od imprezy do imprezy. Kocham siebie całą i całe swoje ciało, więc balowe sukienki tylko przyspieszyły decyzję - od teraz chudnę z radością, chudnę z godnością.
Jako egzemplarz kobiety nie posiadającej wagi w domu, a za to posiadającej zestaw ciuchów w trzech rozmiarach na każdy okrągłościowy wypadek, zrobiłam testy kontrolne. Ciuchy najmniejsze chyba się skurczyły w praniu... Ale te największe także? Czy ja ostatnio tak często prałam? Testy szafowe potwierdziły przypuszczenia - zadyszka, pot oblewający znienacka i skurczone ciuchy to efekt nadmiaru, który można nawet polubić, ale za zdrowy już uznać niekoniecznie.
Zrobiłam bilans strat i zysków. Przeanalizowałam swoją motywację i podjęłam decyzję o połączeniu przyjemnego z pożytecznym. Będę chudnąć z radością, zgodnie ze swoimi priorytetami, wspomagając się na drodze psychicznej (warsztaty dla puszystych), pieszcząc swoje ciało od zewnątrz (masaże i metody wspomagające) oraz zażywając radosnego ruchu, który mi sprawi przyjemność. Przyjrzę się przy okazji swoim skłonnościom do nabierania ciałka i tak przemodeluję nawyki, aby mój mózg nie generował potrzeby robienia zapasów na czasy "wielkiego głodu" i "wędrówek ludów".
Popatrzę także na styl swojego wyżywienia - może i tam znajdę jakieś sugestie. Zamierzam wypróbować i przetestować różne formy szczuplenia z radością oprócz farmakologii, katorżniczych diet i morderczego wysiłku z obsesją liczenia kalorii. Wagę użyję w aptece raz na miesiąc a nie codziennie. Będę się bawić tym, że z każdym dniem czuję się sprawniejsza i lżejsza. A co jest równie ważne - napiszę o tym i podzielę się z Wami swoimi spostrzeżeniami. Może część z Was również zdecyduje się schudnąć z radością, schudnąć z godnością?





















Odpowiedzi
jaki etap?
Minął juz prawie rok od ukazania sie tego artykułu. Chciałam zapytać na jakim etapie jest chudnięcie z radością i godnością?
Bozena P