Księga mitów puszystej kobiety
Zainspirowała mnie jedna odpowiedź puszystej kobietki na artykuł w buncie puszystej, o tym jak to niezdrowo być puszystą.
Trzydzieści kilogramów nadwagi to sporo - ciężko się ruszać, na pedicure tylko do kosmetyczki, bo brzuch przeszkadza, żeby się schylić. A właściwie, po co? Kto tam dojdzie do stóp wzrokiem i tak zatrzyma się na fałdach wokół pasa, więc nie będę się malować, ani ciuchów dobierać do figury, ani robić fryzury misternej.
Na imprezę też nie pójdę, bo przecież się zasapię i jeszcze będą mi pogardliwie wydzielać porcje jak ja chcę dołożyć sobie jeszcze sałatki.
Od JUTRA oczywiście się odchudzam, bo stawy mi wysiadają, krążeniówka pada i jakiegoś faceta też chętnie by się przysposobiło. Najlepiej od razu z ruchem ta dieta, ale jeszcze nie teraz, na razie ciężko mi...
W basenie woda się przeleje jak wejdę, na siłowni sprzęt się pode mną zawali, gumowe piłki są tylko do iluś tam kilogramów. Tańczyć też nie będę, bo ile gracji może być w tańczącym czołgu... A potem już z górki - coraz bardziej chore stawy, coraz więcej problemów ze zdrowiem i jeszcze jedna kanapeczka na pocieszenie, bo i tak nic z życia mi już nie zostało tylko jedzenie.
Też jestem takim tchórzem, co to odkłada życie i dbanie o siebie "aż schudnie". Pewnego razu otworzyły mi się oczy...
Mit pierwszy: Problemy z krążeniem to tylko nadwaga…
Zaczęłam mieć problemy z krążeniówką. No tak - nadwaga. Spotykam przyjaciółkę - szczupła i wysportowana - wypłakuję jej się w rękaw, że tak przytyłam (kiedyś byłam równie szczupła jak ona) i mam teraz z nogami problemy, a ona na to: - kochana, ja już po dwóch operacjach, żylaki, puchną mi nogi, to ta cholerna siedzącą praca.
No właśnie... I wtedy przypomina mi się, że nogi puchły mi straszliwie już na studiach, jak zarywałam noce i siedziałam po kilkanaście godzin przy biurku. A chuda byłam wtedy taka, że się przez sztachetki płotu nawet nie musiałam za bardzo przeciskać, żeby przejść.
Poszłam do lekarza: - Proszę pani, więcej ruchu zalecam, siedząca praca jest bardzo szkodliwa w ogóle.
Zamieszkałam z psem - maszerujemy trzy razy dziennie na spacery. W pracy pamiętam, że mam ruszyć tyłek od komputera i przelecieć się po biurze.
Czasem jeszcze puchną, jak jest gorąco, a ja się zapomnę i nie wypiję wystarczająco wody i się zasiedzę. Teraz mniej ruchu przez kolano, ale już nie zwalam na nadwagę.
Mit drugi: Stawy i kolana bolą u tych grubszych…
Skręciłam kolano, paskudnie - rok czasu już się wlecze. No tak, gdybym była chuda, to by mi nie trzasnęło... Wypłakuję się kolejnej przyjaciółce - chuda jak szczapa całe życie - a ona mi na to: - Och, jak ja Cię rozumiem. Ja już cztery lata ledwo chodzę, lekarze nie wiedzą, co mi jest, a ja już nie pamiętam, co to życie bez bólu. Ciągle się na stawy leczę.
Hmm... no tak, od dziecka mi coś w kolanach przeskakuje. Trzeba się było rozgrzać przed tańcem to raz. Dwa, jak raz przeskoczyło, to siąść na czterech literach, a nie szaleć na parkiecie dalej, aż więzadła nie wytrzymają.
Ortopeda nic nie wspominał o nadwadze. Za to sporo o ruchu na rowerze i wzmocnieniu mięśni nóg; o rozciąganiu, rozgrzewce i ruchu w ogóle.
Mit trzeci: Bo ja taka brzydka jestem…
W pracy mam koleżankę tak ze dwa razy większą ode mnie. Fryzura, makijaż, fajne ciuchy, zawsze zrobione dłonie i stópki. Chudego męża ma, co pożera ją wzrokiem. Ja się też za nią oglądam, bo przyjemnie się patrzy na zadbaną kobietkę. Za chudymi koleżankami już nie, ale one pewnie mają swoje emocjonalne problemy, bo też bez makijażu, bez fryzury... Poza tym nie widać ich zza koleżanki puszystej. >:-) Bez komentarza...
Mit czwarty: Nadwaga przeszkadza mi w moim hobby…
Nie wyjdę na scenę zatańczyć, na festiwal historyczny nie pojadę, bo się w ciuchach nie zmieszczę, a sport, no matko... przecież nie dam rady, bo ja ledwo chodzę i już mam zadyszkę!
Pewnego dnia na festiwalu tańca brzucha wyskoczyła kobieta - krążownik. W myślach od razu miałam: o matko, ale odważna... Przeszły mi te myśli jak zobaczyłam jej taniec! Unosiła się kilka centymetrów nad parkietem, wdzięk i gracja, jakimi emanowała w tańcu, zwaliły mnie z krzesełka z zachwytu. Od tamtej pory zamiast narzekać - po prostu ćwiczę taniec, żeby wiedzieć jak nogi stawiać, jak się wyginać i jak rękami machać, żeby było ładnie - z nadwagą nic to wspólnego nie ma. Szczupłe koleżanki mi podpowiedziały, że one też maja problemy z ruchem, że jeszcze za krótko tańczą i nie wyćwiczyły.
Z czym kojarzą się Wam sporty walki? Zapewne z prężnym, szczupłym, wysportowanym młodym bogiem… Na aikido, gdzie uczęszczałam z czasów "przed kolanem" jedna z instruktorek to mała tankietka - nie dlatego, że jest dużą, puszysta kobietą (jest taka, w dodatku bardzo ładna :) ), ale dlatego, że jest jedną z najlepszych aikidoków. Robi takie rzeczy, że szczupli, wysportowani faceci wysiadają. Szybka, precyzyjna, uśmiechnięta :)
O tym, że nadwaga przeszkadza mi w rysowaniu, graniu na bębnie, czy jeżdżeniu na wystawy z moimi zwierzakami, nawet nie warto pisać. Wszystkie wiemy, że rysowanie wymaga szczupłej sylwetki. >:->
Z pozdrowieniami dla puszystych, tchórzliwych kobietek.
Puszysta, tchórzliwa kobietka. :)
foto: Małgorzata Bełżycka - Pietraszczyk



















