Srebrna Zatoka - Jojo Moyes
Wzięłam tę książkę z ironicznym uśmiechem na ustach. Ja – i romansidło? Chyba jakiś żart. Dwa dni patrzyłam na nią nieufnie, aż wzięłam do ręki i … odpłynęłam.
Jojo Moyes, rocznik 1969, jest brytyjską pisarką. Na początku kariery pisała artykuły do dziennika „The Independent”. Od 2001 napisała pięć powieści. Najnowsza, a zarazem jedyna przełożona na język polski – „Srebrna zatoka” – leży przede mną, przeczytana do ostatniego zdania.
Akcja rozgrywa się głównie w małej nadmorskiej (a właściwie nad-oceanicznej) mieścinie w Australii. Bohaterami są: właścicielka podupadającego hotelu, która w młodości upolowała rekina, jej bratanica, która uciekła z Anglii, potrafiąca porozumiewać się z wielorybami, córka bratanicy – dojrzała, jak na swój wiek, żądna przygód miłośniczka delfinów, oraz finansista-yuppie mieszkający w Londynie, narzeczony córki szefa wielkiej korporacji, bez szczególnych zainteresowań czy osiągnięć.
Owa korporacja chce wybudować olbrzymi kompleks hotelowy w tytułowej Srebrnej Zatoce i zbijać majątek na turystach, uprawiających sporty wodne, w związku z czym wysyła czołowego piewcę dużych miast, aby wybadał teren. Mike – bo tak ów piewca ma na imię – leci do Australii i próbuje zdobyć pozwolenie na budowę. Przy okazji poznaje urok małego miasteczka, zaprzyjaźnia się z Kathleen i zadomawia w jej hotelu, a także przeżywa swoiste ponowne narodziny przy spotkaniu z humbakiem i delfinami. Zrzuca garnitur, kupuje sobie sztormiak i zaczyna kwestionować cel swego wyjazdu. Rozmawia z miejscowymi i jest coraz bardziej zaintrygowany bratanicą Kathleen, Lizą, która stroni od ludzi i wygląda, jakby miała wielką tajemnicę. Powoli zakochuje się w niej i odkrywa przed czym jego wybranka ucieka. Przy okazji szuka innej lokalizacji pod kompleks hotelowy.
Sprawy się oczywiście skomplikują – a to przyjedzie Mike’go narzeczona, a to ujawni się romans Lizy z Gregiem – właścicielem łodzi, z której turyści mogą obserwować faunę morską Srebrnej Zatoki, a to córka Lizy – Hanna – samotnie wypłynie na ocean podczas sztormu, a to przyjaciel Kathleen przejdzie zawał i będzie w śpiączce przez długi czas, słowem – jak w prawdziwym życiu (tu pozwalam sobie na ironię).
Co mnie wobec tego tak urzekło w tej powieści, że przez dwa dni nie mogłam oderwać się od ponad 400-stronicowego romansidła? Przede wszystkim ciekawa narracja – każdy rozdział jest pisany z perspektywy innego bohatera powieści, autorka w mistrzowski sposób oddaje myśli sześciu różnych osób, uwzględniając ich stan, pochodzenie, wykształcenie, sytuację materialną i swoiste cechy charakteru, tak oddziałujące na sposób wyrażania myśli. Kolejną sprawą są przepiękne opisy morza, delfinów oraz wielorybów, które porywają czytelnika wprost na wietrzną plażę północnej Australii. Jest też coś nieuchwytnego, czego nie potrafię wyrazić inaczej, niż słowami jednej z narratorek powieści: „W tej historii było wszystko: wątek kryminalny, sekrety i kłamstwa, tragedia, zmarłe dziecko, piękna blondynka. Cholera, nawet delfiny i wieloryby! Powiedziałam mu [Mike’owi – dop. autorki], że brakuje tylko psa i będzie komplet. Nie roześmiał się. Powiedział, że jest i pies, nazywa się Milly.”*
Zawsze się wściekałam na utwierdzanie stereotypu, że jak literatura kobieca, to musi to być ckliwy romans. Albo na starość zmienia mi się to myślenie, albo Moyes zahipnotyzowała mnie słowami. Pierwszy raz doceniam happy end i cieszę się, że bohaterowie zdobyli się na odwagę, aby zmienić swoje życia i cieszyć się szczęściem.
* Jojo Moyes, „Srebrna Zatoka”, tłum. Anna Czarnecka, Wydawnictwo Red Horse Sp. z o.o., Lublin 2009, s. 376.



















