Ostatnie lato - Catrin Collier
Przyszło mi się zmierzyć z książką prahistoryczną, napisaną przez Catrin Collier, pt. „Ostatnie lato”. Catrin jest Walijką, ale przez długi okres czasu tułała się po innych krajach europejskich. Pisze „powieści historyczne dla kobiet”*, głównie oparte na opowieściach krążących w jej rodzinie. „Ostatnie lato” jest jej przedostatnią, osiemnastą książką, w której wykorzystała wątki biograficzne swojej matki i babki.
Muszę przyznać, że dwupłaszczyznowa, przeplatająca się narracja poprowadzona jest świetnie: z jednej strony są to pełne ciężaru zapiski w pamiętniku głównej bohaterki – Charlotte, sięgające jej osiemnastych urodzin w sierpniu 1939 roku, z drugiej – jej wyprawa do Polski u schyłku życia.
Charlotte wywodzi się z arystokratycznej rodziny, mieszkającej w Allenstein (obecnie Olsztyn) w Prusach Wschodnich. Podczas balu, wydanym z okazji jej urodzin, zaręcza się z mężczyzną, którego skrycie kocha od dawna. Wygrywa tym samym bitwę o męża ze swoją starszą siostrą. Jednak podczas nocy poślubnej jej miłość umiera, ponieważ Claus okazuje się nieczułym draniem. Na szczęście dla Charlotte, za chwilę wybuchła wojna i jej mąż zostaje powołany do walki, widują się więc sporadycznie. Życie naszej bohaterki toczy się w miarę normalnym torem, do czasu aż urodzi syna, jej ojciec umrze na zawał i spadnie na nią odpowiedzialność za folwark.
Dalej będzie już gorzej – na froncie zginie jej szwagier, jeden z braci bliźniaków, a ona będzie musiała przyjąć pod swój dach brudnych podludzi – Rosjan z obozu jenieckiego, którzy mają pomagać jej prowadzić gospodarkę („dla Rzeszy”). Nie obejdzie się bez ckliwego romansu, zakończonego ciążą. Równolegle Charlotte jest już starą kobietą, z podejrzeniem raka. Podczas badań lekarskich nasza bohaterka podejmuje rozpaczliwą decyzję – zamiast się leczyć, poleci do Polski, odwiedzić swoje rodzinne strony. Wszyscy jej to odradzają, argumentując, że Polska jest dzikim krajem, gdzie ludzie są brudni i gdzie będzie jej groziło śmiertelne niebezpieczeństwo z ich strony. Nie powinna mieć nawet nadziei na odnalezienie gruzów jej starego domu, bo jak nie Rosjanie, to na pewno Polacy postarali się, żeby nie pozostał po nim ślad. Mimo tego Charlotte uparcie jedzie do tego zacofanego kraju w środku Europy, odwiedzając przy okazji swoich dwóch synów i czworo wnucząt, którym to wręcza kopie swego testamentu.
Na miejscu znajduje nie tylko swój dawny dwór w pełnej krasie, to jeszcze w tym samym hotelu melduje się jej bratowa, która zniknęła po wojnie w tajemniczych okolicznościach, odnajdują się także: były narzeczony jej siostry, dawny służący oraz… jeden z więźniów rosyjskich, pracujących podczas wojny w jej posiadłości. Trochę za dużo zbiegów okoliczności, jak na mój gust. Za dużo też wydumanych dialogów. Babcia dyskutuje z wnuczką na temat książki napisanej przez ocalałego z obozu jenieckiego, takimi oto zdaniami: „Czy nie rozumiesz, że to otaczająca go rzeczywistość była dlań snem?”** Nie wiem, czy to wina złego tłumaczenia, czy naprawdę bohaterowie książki Collier nie mają nigdy wątpliwości, zawsze ubierają swe myśli w piękne zdania i wszystko im się udaje.
Jest też wyraźny podział na postaci złe i dobre. Nikt, podczas trwania powieści, nie zmienia swego charakteru i na dodatek wszyscy dostają to, na co zasłużyli. Ci do cna źli – cierpią, a tym dobrym zawsze los sprzyja.
W miarę czytania rzedła mi mina i coraz mniej miałam ochotę kontynuować śledzenie losów „starej” Charlotte, jednak rozwiązanie tajemnicy miłości i dalszych losów bohaterów związanych z tą „młodą, pamiętnikową” dziewczyną kazały mi doczytać powieść do końca. Może Was bardziej zainteresuje?
*opis z drugiej strony okładki Catrin Collier, „Ostatnie lato”, tłum. Agnieszka Lipska-Nakoniecznik, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2009.
** Tamże, s. 130.




















Odpowiedzi
Mnie też rzednie mina...
..gdy czytam takie "recenzje". Autorka nie potrafi poprawnie przepisać nazwiska pisarki.
Rzeczywiście!
Bardzo przepraszamy!