Nell - Anna Rybkowska
Jedyną przesłanką do przeczytania przeze mnie tego romansu było to, iż zaintrygowała mnie jego długość i informacja, że kolejna część już jest w druku. Pomyślałam - co skłania kobiety do czytania takiej epopei i jakie treści w niej się kryją? Dwa dni determinacji, kilka przejazdów komunikacją miejską z i do, ileś minut oczekiwania na przystankach i dluuugi wieczór. Całe szczęście, że potrafię szybko czytać...
Pierwszych 350 stron intryguje nudą klasycznej kury domowej. Bohaterka - Natalia Skowrońska, mieszkająca w Poznaniu, lat czterdzieści, ale wyglądająca młodziej. Stan posiadania i zarazem zniewolenia - mąż sztuk jedna i dzieci sztuk cztery. Pięknie wpisana w klimat bogoojczyźniany, dobrze rokująca rodzinka z niepracującą mamą po anglistyce i mocno zapracowanym, "zarabiającym na dom" ojcem. Dzieci, obowiązki, dwudaniowe obiadki, zakupy, rozmowy "o niczym", chłód w łóżku... Poczucie, że w życiu coś ją omija. Wszystko wyważone, uporządkowane, opakowane w ładne schematy dnia codziennego.
Nuda, nuda, nuda - na własne życzenie?
Czy trójka kilkunastoletnich dzieci i jeden przedszkolak muszą być tak "odmóżdżające"? Pierwszych 350 stron pokazuje upiorny wizerunek kobiety, która nie odróżnia mądrego wychowania od obsługiwania.
Co robi nasza bohaterka, że stała się motywem przewodnim owego tasiemca? Kreuje sobie z nudy równoległą osobowość. Taka mała schizofrenia dzisiejszych czasów, dobrze podkręcana dzięki Internetowi. Wysyła swoje zdjęcie w mailu popularnemu angielskiemu rockmanowi uwielbianemu przez jej córkę. Fabrykuje sobie nową wersję życia - teraz jest zdolną studentką i całe życie przed nią. Czyżby wirtualna próba kompensacji?
Muzyk jest dziesięć lat młodszy i jak to klasyczny zbuntowany lub pozujący na takowego rockman: pije, pali, ćpa i p... Klasyczny artysta neurotyk, mylący poczucie wartości z poczuciem ważności. Ma w odróżnieniu od Natalii mnóstwo pasji i zainteresowań a i intelekt na wysokich obrotach. Jednakże degrengolada bohemy londyńskiej i emocjonalne lęki z dzieciństwa spychają go co rusz albo w ramiona kochanek albo w odmęty nałogów.
Jak to się dzieje, że między tym dwojgiem zaczyna iskrzyć po paru mailach i SMS-ach? Z punktu widzenia psychologii jest to klasyczny przypadek tworzenia "dysfunkcyjnej relacji w sieci" w oparciu o fałszywą tożsamość. Jego podkręca jej inność i sentyment do pewnego obrazu Tamary Łempickiej, który utożsamia z osobą pięknej nieznajomej. A ona? Ona się nudzi i wszystko co przerwie owa nudę jest ekscytujące. Łatwo się egzaltować na odległość, marzyć i śnić o innym życiu. A wziąć odpowiedzialność za własne marzenia?
Do 350 strony Natalia próbuje być "przykładną żoną i matką"... przynajmniej cieleśnie :-)) Myślą grzeszy i zdradza, ale komu to przeszkadza? Po 350 stronie broniąca się twierdza pada i... zaczyna się drugi wątek książki. Jedno je łączy - ponownie NUDA.
Tak jak nudno było w domu, tak samo po krótkim etapie ekscytacji może być nudno w blichtrze i luksusie.Na początku mieliśmy długie opisy domowych utarczek i menu codziennych obiadków a teraz zmiana wystroju - obiadki są zamawiane a czas na tym zaoszczędzony pożytkowany jest na wędrówki po sklepach, SPA, fryzjerach i kosmetyczkach. Opisy sklepów, ciuchów, totalna metkologia i nadal NUDA, przerywana ekscesami pijacko, narkotyczno, seksualnymi.
Kolejnych kilkaset stron to opis exodusu bohaterki do kochanka. I znowu aż się prosi o psychologiczną analogię. Po związku "powinnościowym" przeskok do związku "toksycznego". Element wspólny obu związków? Piękna Natalia, która najpierw była na utrzymaniu męża teraz przechodzi na utrzymanie kochanka. Pokaźny zasób na karcie płatniczej i ekscytujący seks przez wiele stron książki koją żal po porzuconych w Polsce dzieciach. Niestety jak to bywa, toksyczne związki rzadko przeradzają się w satysfakcjonującą dla obu stron relację. Na kolejnych stronach Natalia nie walczy z przypalonym obiadem a walczy o podtrzymanie swojej atrakcyjności i władzę w związku. Ciągłe kłótnie, łzy i dylematy dodają pikanterii nudzie.
Prawdziwe partnerstwo to wyzwanie i odpowiedzialność. Nie jest łatwo zbudować trwały i satysfakcjonujący związek jeżeli najpierw nie zmierzymy się ze swoimi lękami, uprzedzeniami czy przekonaniami. Aby być szczęśliwym w partnerstwie trzeba najpierw "znaleźć siebie". W tej części "Nell" nie udało się to bohaterom, ale nie martwmy się zawczasu - przed nami kolejna książka i kolejnych kilkaset stron...
Wiele kobiet w podobnej sytuacji jak Natalia ucieka w świat wyimaginowany - oglądają godzinami telenowele, czytają hurtowo babskie czasopisma i żyją życiem bohaterów romansów - im rekomenduję tę książkę i słowa Natalii o mężu "jak się z kimś jest codziennie, dzień w dzień, to po jakimś czasie […] zamienia się on w odpowiedzialnego żywiciela rodziny i drobiazgowego, solidnego egzekutora swoich praw w stadzie".




















Odpowiedzi
druga część powieści Rybkowskiej
Zainteresowanych informuje, ze od 5 lipca będzie w sprzedaży "Jednym tchem", kontynuacja powieści; wydana przez Lucky w Radomiu
.
Ha!
Dyć i ja żem się związała z muzykiem rockowym, hahah poznałam go przez internet... zostawiłam cały poprzedni świat... hahaha... I padło na mnie w wieku 33 lat... hahahah
DZ
Obawiam się, że jednak czyta
Obawiam się, że jednak czyta Pani za szybko i nie zauważa albo nie chce zauważyć tego co jest w treści. Po pierwsze większość kobiet ma domy podobne do Natalii a bycia z dziećmi wcale nie uznaje za obsługę. Tak może powiedzieć tylko zdeklarowana feministka i to nie jest komplement.Szalenie łatwo teoretyzować na temat życia, o którym się nie ma pojęcia. Budowanie relacji , wnikliwie, starannie, dzień po dniu nie musi i zazwyczaj nie bywa nudne.Nie widzę nic "odmóżdżającego" w byciu z bliskimi, troszczeniu się o dzieci i dbałości o dom. Nie każda kobieta myśli o robieniu kariery, choć dzisiaj prawie nie wypada inaczej się "realizować".Bohaterka książki lubi swoje życie i wcale nie planuje stworzenia równoległej osobowości. To kompletna bzdura, rodem z thrillerów, a "Nell" to w końcu romansidło, prawda?Tak jak nie rzuca mi się w oczy klimat bogoojczyźniany w opisach codzienności, która nie epatuje chorą wyobraźnią i dlatego pewnie jest mało oryginalna dla Pani, tak nie znajduję w książce opisów sklepów czy ciuchów, tej totalnej "metkologii", którą jej Pani zarzuca.I wcale nie doskwiera jej nuda. Zastanawia się, jest impulsywna, czuje, że czas nie stoi w miejscu i nie zawsze postępuje racjonalnie, jak większość z nas. Dlatego jej rozterki i wątpliwości powinny być czytelniczkom bliskie. "Tasiemiec" dość wnikliwie relacjonuje, zarówno jej stan posiadania, jak i wewnętrzne rozterki. Pani ich nigdy nie miewa? To gratuluję! Ja znajduję w Natalii kogoś bliskiego i nieobojętnego. Trzeba być kobietą dojrzałą, żeby ją oceniać. Zamieszczony przez Panią cytat nie wyraża poglądów, tylko ironizuje na temat życia, które bywa lepsze lub gorsze, a wieloletnie związki małżeńskie nie dają się zahibernowac na wieczność, w stanie z pierwszych tygodni ognistych uczuć i każdy komu udało się taki związek stworzyć to docenia i rozumie.
Bierzmy odpowiedzialność za własne marzenia
Dziękuję za komentarz. :-) W recenzji zawarłam jedynie moje subiektywne odczucia i wrażenia związane z lekturą książki. Pani ma inne - to bardzo dobrze, bo gdyby każdy z nas postrzegał świat tak samo, to nasze życia byłyby z lekka monotonne i... nudne. ;-)
Napisała Pani, że "szalenie łatwo teoretyzować na temat życia, o którym się nie ma pojęcia". Owszem, przyznaję, że życie i postawa bohaterki książki są mi dość obce. Tego typu ucieczki przed "szarością" dnia codziennego znam głównie z obserwacji i opowieści kobiet, które trafiają do mnie na konsultacje i warsztaty. Być może "większość" tych kobiet ma życie podobne do Natalii, jednak część z nich wybiera odpowiedzialność za własne życie i rozwój, za swoje pasje i marzenia, dzięki czemu dają sobie szansę na świadome, dojrzałe partnerstwo i macierzyństwo.
Czy "trzeba być kobietą dojrzałą, żeby ją (Natalię) oceniać"? Załóżmy, że tak. Tylko o jakiej dojrzałości Pani pisze? Jestem matką dwojga dorosłych dzieci i jedną z prekursorek Edukacji Domowej w Polsce. Wychowanie dzieci jest dla mnie uczeniem ich samodzielności, poczucia własnej wartości, podążania za własnymi marzeniami i brania za nie odpowiedzialności. Odrobione lekcje, dobre oceny i zjedzony obiad nie są gwarancją udanego życia, tak jak wspólne mieszkanie, pełne konto i gromadka dzieci nie zapełnią pustki w związku. Dla mnie wyrazem dojrzałości jest inspirowanie bliskich poprzez własny przykład, poprzez realizowanie własnych pasji i marzeń. Dopiero w oparciu o to można budować zdrowe i bliskie relacje zarówno z dziećmi, jak i z mężczyzną.
Przy okazji polecam książkę "Wszystko o romansie w sieci. Psychologia związków internetowych" (Monica T. Whitty, Adrian N. Carr), której recenzję niedługo zamieszczę. :-)
Recenzja osoby z góry uprzedzonej co do tresci...
Mówi Pani z ironią o domu Natalii, a sama, jako argument o dojrzałości przytacza działo w postaci dzieci ( o mężu Pani nie wspomina...) i chwali się osiągnięciami w Edukacji Domowej.To jeszcze jeden sztuczny twór dla"ambitnych,wyzwolonych i realizujących się". Fasada w zastępstwie sprawdzonych wzorów życia domowego, które dla wielu kobiet jest zbliżone do życia Natalii. Nie wiem skąd u Pani tyle nudy w byciu z najbliższymi, bo to, że kobieta świadomie oddaje się tworzeniu i kształtowaniu rodziny wcale jej tak nie doskwiera na co dzień. I naprawdę nie trzeba biegać boso po ognisku ( nie domowym, lecz prawdziwym), żeby doznać olśnienia na temat swego życia wewnętrznego. Przedstawiła Pani treść książki, którą z gruntu Pani pogardza i podała ją w całości, przez siebie zinterpretowaną, a właściwie wyszydzoną.Jeżeli nie cierpi Pani romansów, proszę ich nie czytać, poświęcić czas na wynurzenia znacznie bardziej zawiłe i kontrowersyjne. Czynienie zarzutu z faktu, że bohaterka romansu się zakochała, jest niedorzeczne i wcale nie wiąże się z jej brakiem koncepcji w wychowaniu dzieci. Książka Panią zainteresowała tylko ze względu na przesadną objętość? Gdyby była równie wnikliwa w temacie dzieci, pewnie przekroczyłaby granice rozsądku.Wnikamy do życia rodziny w jakimś wycinku czasowym, nie znamy jej przeszłości i bagażu doświadczeń, bo akurat to nie jest w powieści najistotniejsze. Szkoda, że Pani nie dostrzega prawdziwego problemu, z jakim boryka się bohaterka "Nell", bo nie o romans w sieci tu chodzi. Związek Natalii z kochankiem nie jest wcale internetowy!Wcześniej, przed poznaniem jego osoby przez myśl nie przeszło jej, że zostawi dom.Cała rzecz polega na tym, że ona nie porzuca rodziny bo się nią znudziła, ulega namowom ale potem żałuje i nie potrafi się z tego wyplątać. Kocha męża, wie, że go niezasłużenie zdradziła i zawiodła. I na swój sposób,przywiązuje się do kochanka.Jest w swoich przemyśleniach szczera i krytyczna wobec siebie, brak jej charakteru, to prawda, ale gdzie jest powiedziane, że w romansach trafiają się tylko kobiety- buldogi i bullteriery, gotowe dowodzić swojej racji z konsekwencją iście męską, a jednocześnie facetami pogardzać?
Co się w życiu sprawdza?
Widzę, że bardzo mocno utożsamia się Pani z bohaterką książki, bo z Pani wypowiedzi przebija żywa chęć obrony jej podejścia do życia i podejmowanych decyzji jakby były one Pani własnymi. Nasuwa to na myśl samą autorkę lub zagorzałą jej fankę. Tak czy siak ma Pani do tego prawo, tylko po co włącza w to Pani krytykę innego stylu życia stosując przy tym uproszczenia i uogólnienia oraz traktując go z pogardą jako "feministyczny", czyli nieprzystojący porządnej kobiecie (przynajmniej tak można wywnioskować z Pani słów)? Jestem przekonana, że czytelniczki potrafią same ocenić co jest fasadą życia i jakie wzorce warto pielęgnować, by żyło nam się lepiej.
Bohaterka, wg Pani przykładna żona i matka, chociaż nie planuje, jednak nawiązuje znajomość z idolem swojej córki. Co nią powoduje - ciekawość i/lub fascynacja jego muzyką czy może brak pomysłu na zajęcie sobie czasu, kiedy dzieci są w szkole a mąż w pracy i/lub niechęć do wykonywania zwykłych czynności domowych? Podaje się przy tym za studentkę, bez zobowiązań. Można byłoby powiedzieć, że po prostu nie chce zdradzać swojej prawdziwej tożsamości, gdyby nie wysłała na dodatek zdjęcia. Na co liczy? Przecież wg Pani zbudowała udaną relację ze swoim mężem a nawet go kocha. Czy kobieta kochająca męża, uwielbiająca przebywać z nim i z dziećmi, prowadząca fascynujące życie rodzinne odczuwa potrzebę rzucenia się w ramiona kochanka, tak jak to w końcu zrobiła bohaterka? Pisze Pani, że ona tego żałuje. Tak zwykle bywa, kiedy rzeczywistość okazuje się być inna od wcześniejszych wyobrażeń i oczekiwań. Nie może się z tego wyplątać? Tylko co ma do wyboru - życie na wulkanie emocji czy na uczuciowej równinie? Z jednej strony życie pełne podniet i niespodzianek (niekoniecznie jej pasujących, ale jednak jakichś) u boku nieprzewidywalnego artysty a z drugiej nijakie życie u boku statecznego, odpowiedzialnego i na wskroś przewidywalnego męża. I tak źle, i tak niedobrze.
Jeśli zaś chodzi o Edukację Domową, to jest ona wręcz idealna dla kobiet, które wybrały realizowanie się poprzez świadome kreowanie przestrzeni domowej sprzyjającej pielęgnacji zdrowych relacji rodzinnych i wychowaniu dzieci. Dla kobiet z ambicją stworzenia przyjaznego domu, w którym każdy z domowników chętnie i z radością przebywa, w którym każda najzwyklejsza czy codzienna czynność postrzegana jest jak okazja do wspólnego bycia ze sobą i działania, a być może do odkrycia lub doświadczenia czegoś nowego. Dla kobiet z pasją oddających się życiu rodzinnemu.
Kiedy angażujemy się w coś z pasją i pełnym przekonaniem, to czy szukamy czegoś innego, co odciągnie nas od tego? Kiedy realizujemy swoje prawdziwe marzenia, to czy mamy ochotę gonić za jakimiś fantazjami?
P.S.Jestem w udanym, satysfakcjonującym związku opartym na zrozumieniu, fascynacji i partnerstwie.
...
Zupełnie nie zgadzam się z Pani oceną 'Nell', jako nudnej, przeciętnej, chaotycznej i oderwanej od rzeczywistości. Co druga Polka ma takie właśnie jak Natalia życie - mętne, pozbawione kolorów. Jednak niewiele z nich ma chęć i możliwość zmiany. Natalia, kobieta piękna, wykształcona, niewątpliwie pociągająca spontanicznie podejmuje decyzje, których nieraz żałuje. Tak, jak to jest w życiu. Na świecie nie ma rzeczy niemożliwych i sądzę, że sytuacja opisana przez Rybkowską jest jak najbardziej prawdopodobna.
Tym, co czytelniczki fascynuje w tej powieści są, jak śmiem twierdzić, zuchwałość Natalii, nieprzeciętna osobowość Wiliama, która fascynuje i nie pozwala o sobie zapomnieć oraz to, że wciąż coś się dzieje. Uważam tę powieść za naprawdę dobrą, zwłaszcza w swoim gatunku. Czapki z głów!
Ja też się nie zgadzam, bo Nell to arcydzieło
polskiej literatury kobiecej. Pozdrawiam, Basia
super książka-dawno tak
super książka-dawno tak dobrej nie czytałam..poza tym, jeśli cos sie nie podoba-trudno...w końcu kto jak kto ale psycholog powinien rozumiec szeroki wachlarz gustów w tym wypadku czytelniczych...zadziwia mnie zajadłość w krytykowaniu-myslę ze Pani psycholog powinna zasięgnac rady.
Gość:) Książka mną
Gość:)
Książka mną wstrząsnęła- ale w bardzo pozytywny sposób. "Romansidło"jakich jeszcze nie było. Udał się ten debiut A. Rybkowskiej. Świetnie się czyta, nie nudzi przez 350 stron (ale każdy ma inne odczucia i wrażliwość) i już nie mogę doczekać się kolejnej części pt "Jednym tchem"e
I o to chodzi!
jednemu podoba się TO - innemu TAMTO. Wszechświat jest wielki - każdy znajdzie coś dla siebie
jest już druga część !
Zainteresowanych informuje, że od 5 lipca do nabycia będzie druga część, jej tytuł "Jednym tchem", Wydawnictwo Lucky w Radomiu