Kurs odchudzania
Uzdrawianie duszy i ciała

Kiedy bogowie umierają - C. S. Harris

ksiazka-Kiedy-bogowie-umieraja

No i stało się. Jestem chora. Z dachów kapie, buty zapadają się po kostki w rozmiękły wodo-śnieg, ludzie kichają sobie w twarze, nic dziwnego, że dopadło i mnie. Leżę w ciepłych dresach pod kocem, z kubkiem naparu z owoców czarnego bzu i czuję się fatalnie. Co tu robić? Sięgam na półkę z książkami, które miałam zrecenzować jeszcze w starym roku i biorę pierwszą z brzegu.

Los chciał, że wciągam książkę z mroczną okładką „Kiedy bogowie umierają”, autorstwa C. S. Harris. Intryguje mnie od pierwszych słów autorki powieści: „Pisałam ją po uderzeniu huraganu Karina, który zniszczył mój dom w Nowym Orleanie.” O czym może być książka pisana w nie swoim mieszkaniu, po katastrofie, w której traci się cały dobytek? Ano o Anglii za czasów regencji (1811 rok), w której źle się dzieje. Książę regent zamiast walką z ubóstwem, zagrażającą Francją, czy choćby narastającą nienawiścią do ustroju monarszego, zajmuje się hucznymi przyjęciami, romansami z mężatkami i swoją kolekcją broni ozdobnej. Niektórzy mówią, że traci rozum – zdarzają mu się narkoleptyczne napady snu, wypieranie ze świadomości traumatycznych przeżyć i bagatelizowanie poważnych spraw. Podczas przyjęcia otwierającego powieść Harris, Księciunio budzi się przy zwłokach młodej markizy, którą wcześniej, bez powodzenia, emablował. Tak zastają go goście i wybucha skandal na miarę utraty korony. Lekarze książęcy orzekają, mimo wystającego z pleców markizy sztyletu, samobójstwo tejże, a rozwiązanie sprawy spoczywa z w rękach arystokraty Sebastiana St. Cyra.

St. Cyr to bohater, którego fan twórczości Harris zna z jej poprzedniego historycznego kryminału, pt. „Czego boją się anioły?” Jest to brytyjski wojskowy, który z niejednego pieca chleb jadł i który potrafi cało wyjść z każdej opresji. Taki regencyjny superbohater. Bardzo skrupulatnie tropi wątki pozornie niezwiązane z morderstwem młodej markizy, umiejętnie przesłuchuje świadków, dostrzegając nawet najmniejsze zmiany mimiczne w ich twarzach, mocuje się z typami spod ciemnej gwiazdy w wąskich uliczkach slumsowatego Londynu i powoli odkrywa większy międzynarodowy spisek, a przy okazji rozwiązuje mroczną tajemnicę swojej rodziny.

Do jakiejś trzysetnej strony (a wszystkich jest 390) jestem zachwycona, gryzę paznokcie ze zniecierpliwienia i zapominam o całym współczesnym świecie. Potem niestety fabuła strasznie spłyca. Nie wiem, czy to ze względu na obfitość książki, którą należało skrócić, czy też akurat autorka nie miała pomysłu na efektowniejsze zakończenie, grunt, że wszyscy zaczynają się do wszystkiego przyznawać i popełniać samobójstwa. Nie do takich zakończeń przyzwyczaiła mnie Agatha Christie, ale była to mistrzyni intryg kryminalnych, znana na całym świecie, a nazwisko C. S. Harris prawdopodobnie długo jeszcze będzie musiało się przebijać wśród zwolenników powieści kryminalnych.

Jednakże jest coś w tej książce, co pozwoliło mi zapomnieć o atakującej mnie chorobie i co sprawia, że polecam ją innym. Dobry warsztat pisarski, nagromadzenie wątków (obok kryminalnego, historycznego, szpiegowskiego, sensacyjnego, nawet romansowy!), uchwycenie swoistego ducha epoki XIX-wiecznej Anglii, ciekawa teoria spiskowa, mogąca zmienić oblicze współczesnego świata oraz, czego dowiadujemy się w posłowiu, prawdziwa historia naszyjnika, przedłużającego życie swej właścicielki, który należy do rodziny autorki książki.