Legalna puszysta
Kiedy sytuacja życiowa przygniata mnie do ziemi, sięgam zwykle po znaną już sobie książkę lub film, odrywające od rzeczywistości. Tym razem padło na kompletnie nieskomplikowaną, głupiutką komedię - Legalną Blondynkę.
Elle Woods ma wszystko - jest bogata z domu, szczupła, piękna, popularna, ma oddane przyjaciółki i cudownego chłopaka. Kiedy go traci, zbiera się w sobie, dostaje się na Harvard, odnosi sukces i odnajduje prawdziwą miłość. Kompletna nieżyciowa bajka - można by powiedzieć... idealna na taki wieczór - bo bezproblemowa.
Tak myślałam do tego ponurego dnia, gdy przygnieciona problemami sięgnęłam po ten film. Tym razem jednak, nie mogłam skupić się na głównym wątku, lecz zaczęłam oglądać go z pozycji drugiego planu, a oczy otwierały mi się coraz szerzej ze zdumienia.
Czy rzeczywiście, ta moja ulubiona bohaterka, osiągała tak wszystko bez wysiłku, a jej życie było tak bezproblemowe? Co rusz rzucały mi się w oczy sceny - Elle z odzywka dietetyczna na biurku, Elle na bieżni, Elle u kosmetyczki - ileż wysiłku wkładała ta dziewczyna, w to, aby TAK WYGLADAĆ i to bez względu na trudność sytuacji w jakiej się znalazła, bo Elle zawalona nauką czytała podręczniki nawet na rowerku stacjonarnym i u fryzjera pod suszarką! Elle która na pierwszy ogień pakuje się w problemy na uczelni, wciąż próbuje od nowa, ani na krok nie zapominając o własnym, wytyczonym celu.
I ten moment który wstrząsnął mną najbardziej - kiedy Elle mówi do ukochanego mężczyzny, który ja zostawił - "nigdy nie będę dość dobra dla ciebie, prawda?".
Jak ja dobrze to znam! Przynosiłam czwórki - "dlaczego nie piątki", narysowałam rysunek - "pewnie przekalkowałaś", śpiewałam w chórze - "to ty umiesz w ogóle śpiewać?", chciałam tańczyć - "tylko czas marnujesz" i chyba najgorsze - "tylko głupole potrzebują ćwiczeń, zdolni ludzie potrafią wszystko od razu". Tak, byłam tym głupolem, potrzebowałam ćwiczeń, pomimo, że pojmowałam wszystko w lot... Nie byłam wystarczająco dobra, bo jestem dyslektykiem, któremu nawet i bez nerwów wszystko się myli przed oczami, a co dopiero na sprawdzianach. Nie byłam wystarczająco piękna, bo nie poszłam startować w konkursie miss jak moja kuzynka. Kiedy dostałam się na upragnione studia, usłyszałam "nie wierzyliśmy, że to możliwe". Na koniec, jak Elle usłyszałam od ukochanego mężczyzny - że nigdy nie będę wystarczająco dobra, by mnie pokochać.
Elle się zawzięła i stanęła na głowie by udowodnić ile jest warta. Dawno temu stawałam na głowie jak ona, ale w końcu poddałam się i przestałam walczyć o siebie.
Pewnego dnia, gdy Elle poddaje się i przestaje wierzyć, że może udowodnić, iż jest kimś więcej, niż śliczną blondynką, pakuje się do swojego różowego auta i chce wyjechać, na jej drodze staje ktoś, kto w nią uwierzył i ją docenił, a do niej dociera, że cudze opinie nie są wyznacznikiem tego, kim jest i nie potrzebuje już nikomu niczego udowadniać. Wiara w siebie, daje jej siłę, aby odnieść sukces.
Jestem taką osobą, która już nie próbuje, bo i tak się nie uda, marzy, nie wierząc w realizacje tych marzeń. Dziewczyną, która nie chce już spróbować, bo uwierzyła, że nie jest dość dobra i nigdy nie będzie. Odnosiłam sukcesy, ale nie mają one dla mnie mocy napędowej, bo każdy wciąż jest nie wystarczający. Spakowałam się i postanowiłam wyjechać z życia, do małego wygodnego własnego świata, gdzie nie muszę się już starać - o nic.
Chciałabym by na mojej drodze pojawił się ktoś, kto we mnie uwierzy i doceni, zawróci mnie z tej drogi i rozpakuje mój samochód.
Jestem Legalną Puszystą i chciałabym uwierzyć najpierw w siebie.




















Odpowiedzi
Świat kocha blondynki i... puszyste:-)
"Marylin Monroe, Grace Kelly, Pamela Anderson, Gwyneth Paltrow, Donatella Versace - nasz świat kocha blondynki. Farbowane czy naturalne, uśmiechnięte, zawsze piękne i nienaganne, budzą pożądanie i są obiektem zazdrości milionów mężczyzn i...brunetek. Nawet badania psychologów dowiodły że dzieci mające złote włosy są częściej głaskane i chwalone. Ich świat jest zawsze ciepły, pogodny i kolorowy. Wydaje się że nie mają problemów z niczym i z nikim...."
To fragment recenzji tego filmu. Pozornie głupiutki film pokazuje z przekorą, że warto być sobą. Mam ochotę sparafrazować i napisać: Świat kocha puszyste - zwłaszcza, gdy te kochają siebie :-)