najtańsza telefonia komórkowa
perfumy za darmo
POLECANE KOSMETYKI
słodycze
smaki dla wymagających
Szybka pożyczka
Swarovski
Sarenza
TMoible
nauka online
Szybka gotówka
kobiety
trendy
odchudzanie
kosmetyki azjatyckie
wyprzedaże
Szpital
fitness
WBK
internet z tabletem
Pierwsz pożyczka za darmo
podróże
karta kredytowa dla kobiet
VISA
pożyczka online
prezenty
nowy jeep
wyprzedaże
pożyczka przez internet
Lotto online
tanie soczewki kontaktowe
najtańsze AC
wygraj samochód
tanie RTV
zdrowie
pożyczka online
biżuteria artystyczna
eDarling
ankieta modowa
bon na zakupy
ekskluzywny klub hotelowy
najtańsza telefonia komórkowa
WBK
duże rozmiary obuwia
Opinia konsumentów
WYPOSAŻENIE WNĘTRZ
najnowsze kolekcje
księgarnia online
księgarnia online
kobiety
duży biust
mieszkanie w stolicy
Hawaje
jak urządzić dom
market internetowy
Żabka

Zapasy w błocie

Kto nie lubi poużalać się nad sobą? Każdy, nawet ja, choć jestem kobietą szczęśliwą i codziennie to na nowo odkrywam, czasem miewa takie dni, mniej lub bardziej stymulowane hormonami, kiedy dopada go błotnisty demon Chandra.

Siedzi się wtedy w domu, bo jak tu wyjść w taką pogodę (nie ważne, czy akurat leje, czy świeci słońce), nie ma co na siebie włożyć (przecież mam same stare szmaty!), po co wychodzić skoro wyglądam grubo (nawet strasznie grubo!) i wszystko wtedy jest bez sensu. W Buddyzmie na takie dni wymyślono specjalną mantrę, jej celem jest rozproszyć zastałą energię w ciele i wokół naszego ciała. Pomantrujesz i poczujesz się sprawcą polepszenia. Nie wiem czy to działa, nie sprawdzałam.

Moim sposobem na takie paskudne dni jest śmiech. Nie myślcie, że ja odkryłam ten sposób. Mam nastoletniego syna z ogromną wyobraźnią i prześmiewczym charakterem. Ten młody człowiek zazwyczaj, gdy mam trudny dzień i zaczynam swoje marudzenia obraca je tak, że wychodzi istna komedia. Przykładowo: ja stojąc przed lustrem w koszuli nocnej : „Jeju, jaki mam ogromny zwisający brzuch!” na co młodzian: „A jaki ty masz wielki nos!”. Przyznam że za pierwszym razem dałam się nabrać, od razu zaczęłam z przerażeniem oglądać nos. I wtedy zobaczyłam, że on zatacza się ze śmiechu. Tak było za pierwszym razem, potem sama sobie dopowiadałam zabawne riposty.

Ale poużalać się nad sobą lubię, jak każda kobieta, nawet na studiach miałam ksywkę „Dobić misia”- dlatego, że zawsze potrafiłam znaleźć negatywne aspekty, w każdej sytuacji, nawet najkorzystniejszej. Nic tylko „dobić misia, niech się zwierz nie męczy!” Ale nie wyobrażajcie sobie, że jestem pesymistką, wprost przeciwnie. Lubię sobie pomarudzić, ale w ramach tarzania się w błocie kontrolowanego. Dwa dni w miesiącu to absolutne ekstremum. Takie wydzielone miejsce na zrzędzenie i czarnowidztwo, zamykane na kluczyk by nie zatruwać życia nadmiernie.

Przypomina mi to dziwaczny dowcip o bezrobotnym.
„Znajomy pyta Nowaka:
- Dlaczego ty zawsze nosisz buty za małe o dwa numery?
Nowak na to:
- Jestem na bezrobociu, mam brzydką żonę, syn źle się uczy, teściowa od rana urządza awantury.
Jedyną radością w moim życiu jest chwila, gdy wieczorem zdejmuję buty".

Czasem trzeba poczuć się trochę nieszczęśliwym, by docenić swoje szczęście. Bezrobotny sam sobie zorganizował codzienne chwile zadowolenia, ja raz w miesiącu pozwalam sobie na psychiczne zapasy w błocie z moim życiem. Ale jak Nowak następnego dnia zdejmuję za ciasne buty i znowu mam powód do radości.

Odpowiedzi

Bez generalizacji

Piersi mam? - mam!
Pupa moja? - moja!
Czuję się kobietą? - zdecydowanie TAK!
A już miałam wątpliwości po przeczytanym tekście...
"Ale poużalać się nad sobą lubię, jak każda kobieta" - droga autorko z tym zdaniem się zdecydowanie nie identyfikuję. Nie każda kobieta lubi się użalać nad sobą. Są to schematy zachowań wyuczone i zupełnie niezależne od płci. Mężczyźni, którym "ciągle pod górkę" są równie popularni.
Pamiętam pewnego elektryka, któremu musiałam potrącić zapłatę za złe wykonanie uzgodnionej pracy. Też się rozczulił nad sobą i rzekł:
- Proszę Pani! U mnie tak często bywa, ja jestem taki Nieudacznik Życiowy!
Przyznam, że mnie rozczulił tym tekstem, ale kasę potrąciłam:-)
Pozdrawiam i proszę unikać tzw. generalizacji.

Odpowiedź autorki

Wydaje mi się zdrowym, czasem pozwolić sobie nad użalanie się, jeśli właśnie to czujemy.
Nie można zawsze starać się być pozytywnym, musi być przeciwwaga.
To co napisałam o użalaniu się nad sobą nie ma nic wspólnego z nieudacznictwem. Na co dzień często trzymamy się w ryzach poprawności, a czas na łzy i poczucie beznadziei jest jak druga strona radości. Nie wyobrażam sobie bez niego życia.
Jeśli mnie boli, mówię, że boli, jeśli jest mi smutno nie widzę powodu, by udawać że jest inaczej. Staram się być autentyczna w swoich odczuciach.
Negatywne też miewam, czasem czuję dyskomfort i wtedy pozwalam sobie czuć się niedobrze. Lubię obserwować emocje, nawet te negatywne. Człowiek jest taki ciekawy :) A osobiście nie znam żadnej kobiety,która nigdy nie czuje nostalgii i niezadowolenia z siebie. Gratuluję zatem.
Oczywiście każdy człowiek jest inny, ale to co piszę to mój subiektywny pogląd, a felieton to z natury stronniczy gatunek bez aspiracji do teorii naukowych. Ale dziękuję za uwagę, bo to prawda, że "każde uogólnienie jest niebezpieczne - jak mawiał Einstein - nawet to".

Użalanie czy odczuwanie?

Autorko, czy na pewno chodzi Ci o "użalanie się nad sobą"?

Pytam, bo:
- Samo odczuwanie tzw. negatywnych emocji nie zawsze występuje w parze z "użalaniem się nad sobą".

- Z moich obserwacji wynika, że ludzie lubujący się w użalaniu się nad sobą często wcale nie mają ochoty przyglądać się bliżej swoim emocjom czy uczuciom. Co więcej, użalanie się nad sobą ich nakręca i działa jak jakiś narkotyk, bez którego nie mogą żyć. Zatem unikają jak ognia zmian, które prowadziłyby do zwiększenia w ich życiu emocji i uczuć pozytywnych.

A ja dzisiaj mam Dzień Błota

... ale sama się taplam:))) Nie pozwalam, by to trwało zbyt długo, bo wtedy sprawdza się powiedzenie: "na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą"...

i ja, chyba takie są poniedziałki....

i tyle

Dla mnie artykuł trafiony w

Dla mnie artykuł trafiony w sedno. Życie jest jak sinusoida i każde wahanie jest tak samo ważne. Mam podobne doświadczenia.

Nie rozumiem pierwszego komentarza. Autorka zaczyna od słów "jak każdy" a nie jak "każda kobieta", a że sam nią jest więc dalej wyraża się w tej postaci, więc o co ten szum..? :)

Generalizowanie

"Kto nie lubi poużalać się nad sobą? Każdy, nawet ja, (...)
Ale poużalać się nad sobą lubię, jak każda kobieta, (...)"

Mam pytanie do autorki oraz innych, którzy chętnie korzystają z generalizowania typu "każdy / każda kobieta lubi się nad sobą poużalać":

- Czy czujecie się jakoś lepiej, gdy stwierdzicie, że wszyscy robią to samo, co wy?

Może, czytałam wybiórczo..,

Może, czytałam wybiórczo.., ale raczej uznałam za oczywiste, że każdy bez względu na płeć miewa takie problemy a resztę uznałam za rozwinięcie tematu. Ja nie odczułam tego jako generalizowanie. To fakt udowodniony naukowo, że nie ma na świcie człowieka, który miewał by gorsze dni i nie bez kozery pisałam o sinusoidzie życia. Można by ten temat rozwinąć, bo na pewno, zaraz znajdą się jakieś "ale", ale przecież powyższy artykuł nie jest o generalizowaniu, a ja odnalazłam w nim coś z siebie i o to chyba chodziło...?

To nie jest odpowiedź na powyższe pytanie

Czy naprawdę tak trudno zauważyć, że pytanie nie dotyczy wahania nastrojów i stanów emocjonalnych?

Moją wątpliwość budzi jedynie przyjęte przez autorkę założenie, że "każdy / każda kobieta lubi się nad sobą poużalać" i potraktowanie tego jako tłumaczenie, że gdy robi się coś, co robią wszyscy, to wszystko jest w porządku. Ten drobny zabieg, tak subtelny, że mało kto zwraca na niego uwagę, pomaga poczuć się lepiej ze swoimi słabościami - działa jak środek znieczulający likwidujący ból bez poznania jego źródła.

Ale się dyskusja wywiązała.

Ale się dyskusja wywiązała. Tekst zaczyna się od pytania, a nie stwierdzenia. To pytanie retoryczne, bardzo daleko mu do założeń.
"Kto nie lubi poużalać się nad sobą?"
- może Ty?
I świetnie, ja czasem niestety się użalam :)
Ludzie są różni, a znak interpunkcyjny potrafi zmienić wydźwięk zdania.

A moje pytanie nadal pozostało bez odpowiedzi.

W kontekście mojego pytania jakie ma znaczenie czy na początku jest stwierdzenie, czy pytanie retoryczne (które zresztą w niektórych przypadkach zakłada oczywistość odpowiedzi). Interesuje mnie bowiem nie temat figur stylistycznych czy też przeżywania emocji a wzorców zachować, działań, reagowania...

Rozwijam pytanie, bo może było niejasne:
Na początku jest stwierdzenie, że "każdego czasami dopada błotnisty demon Chandra" a później w tekście, że "poużalać się nad sobą lubię, jak każda kobieta". Słowa te wyrażają założenie autorki (być może nieświadome, wdrukowane), że każdy miewa trudne dni a kobiety to nawet lubią się nad sobą użalać. Nie chodzi mi jednak o prawdziwość tych słów.

Pytam jedynie o to, czemu służy zastosowanie takiej wolty? Czy podparcie się innymi pomaga znieść przykre konsekwencje, bo skoro wszyscy coś takiego robią, to znaczy, że jest to normalne i widocznie inaczej się nie da, więc nie ma co próbować tego zmieniać?

Zapasy w błocie w pełni

... ale to Wy je uprawiacie w tych komentarzach, zacięte niewiasty. Nie kumam o co biega: tekst - OK, komentarze - też OK, ale ich przeciąganie jest niczym ciągnięcie przeżutej gumy między dzielnicami - nie wspominając o forumowym wątku wysłania nagród książkowych listem zwykłym przez Naczelną Puszystą, bo inne by je wysłały listem poleconym. Dżizas, people! Dżizas, women!

Zapasy w błocie w pełni

Zamiast sformuowania "jak każdy" użyję zwrotu "jak zwykle".
Jak zwykle znajdzie się ktoś, kto musi skrytykować to, co przeczytał.
No i wtedy czuje się lepiej. Jak myślicie o czym to świadczy?
Felieton jest bardzo dobry i subiektywny, jak sama autorka przyznała.
Jeśli czyta to osoba, która odbiera siebie w podobny sposób i nie przyznaje się do tego, to oczywiście musi skrytykować.
To takie poczucie niższości głęboko tkwiące w nas i z którego nie zdajemy sobie sprawy.

No tak, jak zwykle...

...obserwuję trudności w czytaniu ze zrozumieniem. ;)

Dlaczego niewygodne pytanie jest tak często odbierane jako zarzut, krytyka czy nawet jako forma ataku? Czy dążenie do uzyskania odpowiedzi świadczy o zaciętości?

Przecież nikogo nie zmuszam do odpowiedzi już nie mówiąc o tym, że pytanie nie dotyczy całości tekstu, więc w żaden sposób nie może być traktowane jako jego ocena. Chodzi tylko o jedno, dosyć powszechnie stosowane sformułowanie "jak każdy", o które przecież pytam w oderwaniu od reszty tekstu. Czy to tak trudno zauważyć?

PS Kto chce, to zrozumie. Kto nie chce zrozumieć napisze książkę o tym, że to jest bez sensu. ;)

PPS Zawodowym krytykantom, którzy krytykują dla samego krytykowania, w obronie lub by nakarmić swoje ego (często przy tym pobieżnie zapoznając się z zagadnieniem) szczerze współczuję, bo mają smutne życie.