Szata zdobi Puszystą
Czy znasz to? Wchodzisz do sklepu, z błyskiem w oku dostrzegasz sukienkę, myślisz, jak zjawiskowo mogłabyś w niej wyglądać, a za chwilę z dużym rozczarowaniem stwierdzasz, że dostępne rozmiary kończą się na 42, a Ty akurat mieścisz się w 44 albo w 46.
Ale nie dajesz szybko za wygraną. Pytasz ekspedientkę o większy rozmiar. Niestety nie ma. Ten wzór produkowany jest tylko do rozmiaru 42. „Projektantowi zabrakło kreatywności?” – myślisz logicznie mimo ogarniającej Cię frustracji. Nadal jesteś jednak wytrwała. Masz przecież niezbywalne prawo do bycia dobrze ubraną i korzystnie wyglądającą kobietą! Przypominasz sobie, że całkiem w pobliżu znajduje się sklep dla puszystych. Szybkim krokiem gwarantującym ekspresowe spalanie kalorii udajesz się w jego stronę.
Ciuchy wprawdzie są, nawet w wielu dużych rozmiarach, ale albo ich ceny przyprawiają Cię o szybsze bicie serca albo ich krój i fason całkowicie Tobie nie odpowiada. Przymierzasz, przymierzasz i widzisz, a lustra w przymierzalniach są przy źle dobranym oświetleniu bezlitosne, że o tych ciuchach nie możesz powiedzieć: ”Leżą na mnie jak ulał. Wyglądam w nich świetnie”. Nie chcesz się przecież sama postarzyć o 10 albo 15 lat. Robią to już przecież dodatkowe kilogramy. Nie chcesz też wydać Twoich ciężko zarobionych pieniędzy, których nie jest przecież aż tak dużo, abyś mogła nimi szastać na prawo i na lewo na atrakcyjny, ale bardzo drogi element garderoby. Niestety problem szklanego sufitu Ciebie w dalszym ciągu dotyczy.
Co Ci zatem pozostaje? Kto Cię uratuje od całkowitego zwątpienia w to, że możesz być ubrana modnie, za przystępną cenę i zgodnie z Twoim typem sylwetki? Kto podbuduje Twoją samoocenę w tym istotnym obszarze? Chwała niech będzie słynnym stylistkom brytyjskim Trinny Woodal i Susannah Constantine za ich wkład w tworzenie wizerunku atrakcyjnej kobiety ubranej stosownie do swojej figury! Za wytrwałe przekonywanie kobiet, że nie ma złych rozmiarów, gorszych figur i że duża pupa nie jest wcale gorsza od małej, a małe piersi brzydsze od większych. Za ułatwienie wielu kobietom określenia typu swojej figury, za dokładne opisanie figur kobiecych o kształcie klepsydry, dzwonu, kielicha, wazonu, rożka czy kolumny w książce „Księgi kobiecych sylwetek”. Za podnoszenie samooceny wielu kobiet uginających się ciężko pod wyśrubowanym nierealnym wzorcem kobiecego piękna. Za przepoczwarzanie zakompleksionych kobiet w świadome swego wdzięku motyle. I wreszcie za docenienie piękna Polek, z którymi mogły się spotkać podczas swojego pierwszego pobytu w Polsce 11 czerwca bieżącego roku. Zainteresowane odsyłam do „Wysokich Obcasów” z soboty 26 czerwca, do artykułu „Lizak na szpilkach”. W przypadku pojawienia się wątpliwości co do własnych walorów zewnętrznych należy bezzwłocznie zacząć czytać wskazany powyżej artykuł!
Refleksja na temat kompleksów: chociaż wszelkie uogólnienia nie oddają trafnie istoty rzeczy, to jednak mogę się tutaj pokusić o stwierdzenie, że kompleksy to niestety przypadłość przede wszystkim kobieca. Wielokrotnie korzystając z różnych basenów dokładnie obserwowałam zachowania kobiet i mężczyzn. Widziałam panów z pokaźnym brzuszkiem, którzy zadowoleni paradowali dumnie po obiekcie, nie kryli się bądź nie przemykali chyłkiem tylko dlatego, że ich sylwetka daleko odbiegała od obowiązującego kanonu piękna. Kiedy kobiety zaczną w ten sposób traktować siebie? Kiedy przestaną się wreszcie porównywać do gloryfikowanych wszędzie wyidealizowanych sylwetek?
Marzy Ci się też, żeby ekspedientki pracujące w sklepach odzieżowych posiadły pewną miarę wiedzy o rodzajach kobiecych sylwetek, żeby mogły profesjonalnie doradzić każdej klientce, a nie tylko tej, która odpowiada ideałom pięknej sylwetki lansowanej przez 24 godziny na dobę w mass mediach, nie tylko tej, która bez problemu mieści się w 36 albo 38.
Nawiasem mówiąc polska wersja Trinny i Susannah mogłaby być też niezła.





















Odpowiedzi
Osobiście nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że dodatkowe kg...
... postarzają. Wystarczy porównać cery kobiet z nadwagą z cerami kobiet nie mających nadwagi. Kobiety chociażby z minimalną tkanka tłuszczową nie mają zmarszczek. I tyle. Może mają większy brzuch i większe dupska. Ale twarze - pozostają bez zarzutu.
Nieodpowiednie ciuchy mogą postarzyć - ale raczej nie sama nadwaga.
Zależy, ile jest tych kilogramów
Gdy miałam bardzo dużą nadwagę, nosiłam rozmiar 52 i wchodziłam w otyłość, wyglądałam starzej niż teraz, gdy noszę rozmiar 44 i mam "tylko" nadwagę. Zależy to więc moim zdaniem od ilości tego tłuszczyku, jaki mamy.
Dżizas, czyściłam powtarzające się komentarze
i przez pomyłkę usunęłam komentarz od Pani, co jest w związku z
facetem z odzysku". Jak jest możliwość - proszę raz jeszcze umieścić komentarz.
Jestem teraz w zwiazku z tzw facetem z odzysku
Jestem teraz w zwiazku z tzw facetem z odzysku; jego byla zona jest bardzo szczupla i on teraz twierdzi,ze moja okragla twarz jest duzo bardziej radosna i mlodziencza niz zapadniete policzki i wystajace kosci policzkowe szczuplych kobiet. Co do duetu S i T, fajnie,ze zajely sie wygladem roznych kobiet i sa calkiem przekonujace w tym co robia, ale mysle zawsze o jednej rzeczy; Czemu ubierajac grubsze babki w spodnice i sukienki nic nie wspominaja, ze niektore np ja rzadko nosza takie ubrania,bo jesli ubiore spodnice, to strasznie obcieraja mi sie uda, co boli niesamowicie, rozwiazaniem sa rajstopy,ale nie w upalne lato. Podobnie ze szpilkami, ok ksztaltuja lydke itd,ale poniewaz jestem ciezsza od przecietnej kobiety, moje stopy bardzo szybko odczuwaja bolesne skutki ciezaru. Czy kobiety goszczace tutaj maja podobne doswiadczenia?? a moze macie jakies patenty na letnie sukienki i obcierajace sie uda?ja czasem obcinam sobie rajstopy nad kolanem, w ten sposob lydki mam gole.
PS. komentarz udało się odzyskać / przyp. red.
uda uda uda
balsam peruwiański - rewelacja, odkryłam przez przypadek węsząc po lodówce:))) Goi z dnia na dzień, zapobiega też otarciom - ale ma ciemnawą barwę i nie wiem jak to się ma do jasnych ciuchów.
Inna metoda - środki dla dzieci p/odparzeniom i otarciom.
Jeszcze inna: balsamy do pielęgnacji ciała, ale który zadziała - to trzeba przetestować na sobie. Pomagało mi mazidło do masażu Farmony (Nivelazione Woman- tak to się chyba pisze) - i szczerze polecam (nie jest to wpis sponsorowany)- sprawdzone na własnej skórze.
Avon miał kiedyś płynny talk do ciała - i to było coś super, ale wycofali - szkoda, na serio była to rewelacja.
Dobrze wiedzieć
przetestuję:))) Też mam z tym problem, co tu ukrywać - to jest problem
dziekuje, musze zaopatrzyc
dziekuje, musze zaopatrzyc sie w te rzeczy. Ogolnie w byciu puszysta, to jest cos co mi chyba najbardziej przeszkadza,ze nie moge sie czuc lekko i zwiewnie, poskakiwac w kobiecych sukienkach. No i spodnie, ktore sa juz do niczego po dwoch miesiacach, bo material przeciera sie na udach. To nieekonomiczne:)
Moje babcie
jedna była chuda i sucha jak wiór (idealna figura wg współczesnej normy), miała 65 lat a wyglądała na 85. Druga - gruba jak Balbina z "Pensjnatu pod Różą", fatalna figura - ale w wieku 85 lat wyglądała na 65.
O, ja też jestem "po takich babkach"
identyczna sytuacja. Ale z tysiąc razy zastanawiałam się, dlaczego natura nie przechwyciła genów babki chudej. Z drugiej strony babka chuda była wiecznie na diecie i nigdy nie poruszała się bez własnego jedzenia ("gotowane"). Babka gruba - ciągle podżerała. Babka chuda była elegancka - a gruba zakładała to, w co mogła się zmieścić. Chuda - ciągle ganiała po lekarzach, gruba - omijała ich z daleka. Chudej - nie znosiłam. Grubą - kochałam. Miały jedną cechę wspólną, ale tylko jedną (oprócz bycia babkami rzecz jasna): obie słuchały Radio Maryja - i tylko Toruń dawał im wspólny temat do rozmów.
ja też się nie zgadzam z tym stwierdzeniem
Żona mojego szefa - jak popatrzeć figura jak marzenie, ale po prostu ideał, mówię że to jedna z najzgrabniejszych kobiet na tym świecie. Cud - miód. Ale twarz... ma 35 lat, a wygląda jakby była własną matką. Pomarszczona, przesuszona.
Chciałabym mieć taką figurę jak ona, ale wolałabym zatrzymać swoją twarz - a to chyba możliwe tylko w wyczynach graficznych.
Ja za to mam ładną twarz, ale figurę taką - że ona o niej mogłaby powiedzieć to samo co ja o jej twarzy.
Na pewno szczupła sylwetka to wizualnie więcej lekkości w ruchach, więcej gracji. Ale nie dotyczy to w ogóle tego stwierdzenia, że z nadwagą wygląda się starzej. Chyba że w ciuchach fatalnych, no to tak.
Żony szefów
to zazwyczaj "niezłe figury", czasem o całkiem niezłych twarzach - ale gorzej z ustami, które otwierają... słoma z gęby i otręby.
heheh
w jednej firmie fotografią żony dyrektora finansowego straszyliśmy prawników.
W innej - żona szefa dobrowolnie zadecydowała, że firma finansowo współuczestniczyła w remoncie mieszkania (zapytała tylko mojego ex "co słychać", odpowiedział "remont w domu" - następnego dnia firma dała po prostu kasę). W ostatniej firmie żona szefa miała świetny PR, ale stwierdzam, że miała zwyczajnego diabła pod skórą i była obłudna. Do dnia dzisiejszego lata na miotle nad Piotrkowem, czasem zawija o Łódź.
Dziś - ku własnej satysfakcji - nie muszę znosić żon szefów, bo nie mam już szefów. Stwierdzam tylko, że w trakcie 16-letniego doświadczenia zawodowego w firmach jedno zjawisko miało miejsce: jak szef był "wolny", to wolał zatrudniać "chude i piękne" - ale jak miał "żonę", to zdecydowanie "grube i brzydkie". Gorzej jak "chuda i piękna" nagle zamieniała się w "grubą i brzydką" - a najgorzej jak "gruba i brzydka" przemieniała się w "chudą i piękną".
Czy na całym świecie tylko jeden taki duet T&S?
Jeśli tak, to ten świat jest nienormalny - a wasza Naczelna ma świętą rację jeżdżąc po tej nienormalności jak na łysej kobyle.
stereotyp
zwykły stereotyp z tym, że z nadwaga dodaje lat. Znam kobiety z nadwagą, co mają jakieś cztery dychy, a sprawiają wrażenie dwudziestek. Znam też takie, które z natury wyglądają starzej - stres, problemy życia codziennego, choroby, dramaty życiowe, wieczne niezadowolenie z życia, brak uśmiechu - co niekoniecznie ma związek z wagą, a raczej ze sposobem bycia i postrzegania bytności na ziemskim padole. Myślę, że jest to też kwestia tego, że nie można tak jednoznacznie stwierdzać, że nadwaga dodaje lat. Bo różnie z tym bywa.
"Chuda i piękna " oraz "gruba i brzydka" - to stereotypy
Nie posłużyłam się stereotypem, stereotypy to "chuda i piękna", "gruba i brzydka", ale także "gruba to ciepła i serdeczna", a "chuda to wredna i zimna". Po prostu opisałam wyniki moich obserwacji, dalej jestem zdania, że bardzo duża nadwaga albo otyłość mogą dodawać lat, tak było w moim przypadku i w przypadku kobiet, które stały się przedmiotem moich obserwacji. Oczywiście pewna ilość tłuszczyku może sprawić, że kobieta dłużej ma cerę bez zmarszczek. Nie spodziewałam się, że ta uwaga wywoła takie poruszenie.
Z drugiej strony dziwię się, że żadna kobieta nie skomentowała tak ważnej sprawy, którą poruszyłam w tekście: problemu "szklanego sufitu" - sytuacji na rynku pracy bardzo niekorzystnej dla kobiet, które mimo wysokich kwalifikacji otrzymują na równorzędnych stanowiskach niższe pensje niż mężczyźni.
No tak. Zapomniałabym.
"Szklany sufit"... ho, poszłabym dalej: w trakcie procesu rekrutacyjnego jeśli mają wybrać kobietę, to raczej nie wybiorą otyłej. Sprawdziłam to na sobie wielokrotnie w czasach gdy nosiłam rozmiar 50 - dopiero po spadku do rozmiaru 36 dostałam dobrą pracę, no - ale jak to mawiał Ferdynand Kiepski - potem "w biedrach się rozbyła(m)"...
Otyłość nie służy poszukiwaniu pracy i chociażby nie wiem jakie by tu padły słowa speców do HR, to ja przeszłam swoje swego czasu i wiem, że na rynku pracy istnieje dyskryminacja niejawna osób otyłych.
Zresztą napiszę o tym, bo po prostu ... no nie, nigdy więcej!
"Szklany sufit" to bardzo poważny temat i może Magdaleno napisałabyś oddzielny artykuł na ten temat?