Sport dla puszystej – tak!
My, puszyste kobiety, często mamy trudność w znalezieniu sobie takiej formy ruchu, która dawałaby nam radość, odprężenie psychiczne i równocześnie nie narażała na kontuzje, a co gorsze na złośliwe komentarze czy ironiczne uśmiechy.
W dodatku sport kojarzy nam się nieodmiennie z „przymusem odchudzania”, a każda z nas ma już po dziurki w nosie wysłuchiwania „powinnaś coś ze sobą zrobić”.
Sport to pojęcie bardzo szerokie, ale głównie kojarzy się nam z mozolnym powtarzaniem tych samych czynności, zniechęceniem, trudnościami. W tym wszystkim zapominamy o najważniejszym: sport, ruch nie mają na celu katowania nas i wyścigów - kto zrobi więcej brzuszków, kto dłużej pojeździ na rowerku stacjonarnym, a kto więcej spali kalorii. Przezwyciężenie w sobie stereotypów „bo jestem puszysta to nie dam rady”, „bo muszę żeby się odchudzić" tak naprawdę wcale nie jest trudne, ponieważ w środku siebie chcemy się ruszać, czuć się swobodnie i robić to na co mamy ochotę. Czas pozbyć się fałszywych przekonań z własnej głowy.
Ruch to potrzeba naszego organizmu, naszej psychiki, rzecz naturalna jak oddychanie. Powiedz sobie „ jestem puszysta i lubię się ruszać” „jestem puszysta i ruszam się, bo sprawia mi to radość”. Sport to również pływanie na rowerku wodnym, przy okazji się opalając, spacerowanie po parku, zbieranie muszelek na plaży… Po to by poczuć się lepiej, nie musisz wylewać z siebie litrów potu i czuć bólu mięśni.
Cały sekret polega na dobraniu intensywności uprawianego sportu do naszych możliwości na dzień dzisiejszy. Jeżeli chcesz się poruszać wybierz taką formę ruchu, która nie sprawia Ci trudności - jeśli chcesz przy okazji potrenować - wystarczy, że to co robisz sprawi Ci lekki wysiłek. Czy wiesz, że gdy długo nie ćwiczyłaś, to robiąc trzy brzuszki dziennie już poprawiasz funkcjonowanie organizmu? Dokładnie! Trzy brzuszki, nie trzydzieści. Tak naprawdę nie musisz robić nawet brzuszków – wystarczy, że znajdziesz dla siebie taką formę ruchu, która sprawia Ci przyjemność. Właśnie o to tak naprawdę chodzi w sporcie – ma poprawiać nasze samopoczucie i wywoływać w nas uśmiech. Najgorszy jest bezruch i wmawianie w siebie uczucia, że już nic nie możemy. Powiedz sobie dzisiaj – chcę uprawiać sport, dlatego, że go lubię !
Moja historia:
Jako osoba bardzo aktywna, po zwalczeniu kontuzji kolana oraz z dodatkowymi (już kilkudziesięcioma) kilogramami na koncie, do wielu rzeczy nie jestem w stanie jeszcze wrócić (na przykład do jazdy konnej) - postanowiłam jednak wybrać dla siebie jakąś formę ruchu, którego bardzo mi już brakowało. Szukając i szperając wybrałam to, co czułam, że do mnie pasuje, co mogłam zacząć „od dziś” i do czego nie potrzebowałam wydawania wielkich sum. Na początek wybrałam chodziarstwo (po mojemu włóczenie się z psem), pięć rytuałów tybetańskich i ukochane przeze mnie pływanie. Jeżeli czujesz potrzebę ruchu, przyłącz się do mnie w poszukiwaniu czegoś dla siebie.
Z przymrużeniem oka:
Złośliwe komentarze: „taka gruba i ruch?” zabij inteligencją. Wieloryby to bardzo ruchliwe zwierzęta, jeden z największych gatunków. Wal Szary migrując z Północy na Południe wzdłuż zachodniego wybrzeża Ameryki Północnej w trakcie swojej podróży jest w stanie pokonać odległość 16.000-22.530 km.




















Odpowiedzi
Widzę, że zapowiada się ciekawy cykl
Cudownie, że ten portal ma taką misję i że zapowiada tak ciekawy cykl. Myślę, że to co chce przekazać pani Dagmara - będzie czymś w rodzaju otwierania oczu na bardzo ważne sprawy, a zarazem tak proste. Proste - i pomijane. Lub mylone z katowaniem się. Po prostu: takie normalne...
Radość
Dagmara, nawet nie wiesz jaką sprawiłaś mi radość pisząc o rytuałach tybetańskich. Bardzo mi zależy na stworzeniu grupy ludzi "zarażonych" rytuałami. Czy masz już jakieś doświadczenia z tym związane? Chętnie poczytam.
Życzę Ci wytrwałości i konsekwencji, bo to w tym wszystkim jest najtrudniejsze.
Pozdrawiam
Zgadzam się
Długo dochodziłam do takich samych wniosków na początku mając ogromne poczucie winy, bo chciałam schudnąć a jednak ćwiczenia i to tzw. wylewanie potów zniechęcało mnie do samych ćwiczeń, paradoks ale mam w sobie ogromną potrzebę ruchu, próbowałam się "katować" aż w końcu powiedziałam dość. Przytyłam po wypadku samochodowym, miałam pęknięte kręgi szyjne, ograniczyło to możliwości ruchowe ale nadwaga kregosłupowi też nie pomaga.... I tak w "koło Macieju" w końcu zapytałam samą siebie co sprawia mi największą przyjemność? Taniec ! I to było To, wróciła do mnie radość życia i lekkość, może jeszcze nie w ruchach ale napewno w odbiorze świata na codzień. Zmieniłam ubiór na bardziej kolorowy, częściej się śmieję i z przyjemnością tańcząc zapominam o wieku i nadwadze. Ostatnio zauważyłam, patrząc w lustro, że napewno wyglądam młodziej... Czasem ktoś to potwierdzi miłym słowem i zachwytem w oczach :)