Niech przyrząd zwany wagą nie determinuje Twojego samopoczucia!
Po przeczytaniu listu czytelniczki „Doceńmy przyrząd zwany wagą!” opublikowanego w sierpniowym numerze „SuperLinii” odczułam potrzebę napisania paru słów. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że jak napisała pani Andżelika „brak regularnego pomiaru u każdego z nas to zwykłe zaniedbywanie siebie”. Uważam, że ciągłe, codzienne ważenie może sprawić, że rozwinie się u nas błędne koło uzależnienia naszego nastroju i poczucia własnej wartości tylko od tego, czy wskazówka wagi pokaże parę deko więcej czy mniej. Od tego stanu nie jest już wcale tak daleko do pojawienia się wszelkiego rodzaju zaburzeń odżywiania, choć na ich powstawanie ma wpływ wiele czynników.
A przecież nie tylko ilość zrzuconych kilogramów określa nasz poziom poczynionych postępów we wprowadzaniu zdrowych nawyków żywieniowych i tych dotyczących aktywności fizycznej. Są też inne niezwykle istotne czynniki: zmniejszenie rozmiaru kupowanych ubrań, mniejsza ilość tkanki tłuszczowej, większa ilość energii, regularne uprawianie jakiejś formy aktywności fizycznej, zmniejszenie ilości czasu spędzanych przed telewizorem czy komputerem na rzecz chociażby spaceru, odrzucenie „śmieciowego” jedzenia, wyeliminowanie podjadania słodkości między posiłkami, codzienne spożywanie kilku porcji warzyw i owoców, polubienie swego odbicia w lustrze, wzrost samooceny dokonywanej nie tylko i wyłącznie w oparciu o wygląd zewnętrzny czy chociażby po osiągnięciu pewnego poziomu wiedzy i umiejętności zaszczepianie zdrowych nawyków żywieniowych w rodzinie czy wśród przyjaciół.
Ważne jest też poznanie potrzeb naszego ciała i jedzenie wyłącznie wtedy, gdy czujemy głód oraz kończenie spożywania pokarmów po wystąpieniu uczucia sytości. Warto znaleźć sobie inny sposób nagradzania siebie czy pocieszania w chwilach smutku i spadku energii życiowej niż spożywanie dodatkowych posiłków, szczególnie słodyczy czy innych wysoce przetworzonych produktów. Nie jest to łatwe, ponieważ od dziecka jesteśmy pocieszani za pomocą jedzenia, ale znalezienie innych sposobów nagradzania się – wyjście do kina, teatru, na basen, kupno książki, dobrych perfum czy fajnego ciucha – jest niezwykle ważne, ponieważ pozwala przełamać niekorzystne schematy myślowe i tworzyć nowe.
Wyższą szkołą jazdy jest wyzbycie się mechanizmu „zajadania” problemów oraz niewyrażonych, trudniejszych dla nas emocji: gniewu, złości, żalu, lęku, smutku czy straty. Pisanie o tym, co nas denerwuje, złości, smuci, gniewa czy napawa niepokojem może być początkiem nauki ich zdrowego wyrażania.
Co do wagi, warto z niej korzystać, ale nie może być ona jedynym wyznacznikiem czynionych przez nas zmian na lepsze. Nie może być też strażnikiem stanu naszej satysfakcji z siebie czy trwale determinować naszego samopoczucia. Nie może też pełnić funkcji „elektronicznego biczownika”, który odzywa się głosem pełnym pretensji: „Znowu ci się nie udało. Znów przytyłaś.” Niektóre autorytety w dziedzinie dietetyki i zdrowego odżywiania zalecają korzystanie z niej raz w miesiącu, inne raz w tygodniu. Każdy może sam ocenić, co jest dla niego najlepszym rozwiązaniem. Ja cieszę się, że wprowadziłam na stałe zdrowe nawyki żywieniowe, że dużo się ruszam, stałam się sprawniejsza i z rozmiaru 52 zeszłam do 44, a ważę się raz na miesiąc...





















Odpowiedzi
Precz z wagą!
... owszem, przyrząd niezbędny by zbadać stan początkowy, ale często uzależniający... Pamiętam swój pomiar wagi - z czasów niecnego odchudzania - i to dwa razy dziennie:))) Nie ja jedna tak miałąm, nie pierwsza - i nie ostatnia...