Najważniejsze spotkanie
Pewien mój znajomy mawiał: „Mówmy o sobie dobrze, bo nikt nie zrobi tego z takim przekonaniem.” Aż chciałoby się dorzucić, przecież nikt nie zna nas tak dobrze jak my sami.
Zdanie z pozoru oczywiste, w przypadku wielu osób nie jest prawdziwe. Znakomita większość ludzi żyje bez kontaktu z samym sobą, wstają, jedzą, pracują, śpią, kupują, kopulują, konsumują... I całe życie nie spotyka się sam ze sobą. Co to znaczy? O czym piszę?
Czym jest owo spotkanie siebie? To wyjątkowy rodzaj kontaktu, poczucie samego siebie, posłuchanie swoich potrzeb, żalów, smutków. Zaopiekowanie się sobą. Żyjesz życiem swojej rodziny, znasz potrzeby bliskich, nawet swojego szefa, czy szefowej. Identyfikujesz się ze swoją pracą. A Ty? Kim jesteś? Znasz swoje pragnienia, tęsknoty, zranienia? Wychowani w pokoleniu grzecznych dzieci, dzieci, których zadaniem było dobrze się uczyć, wyręczać rodziców, zaspakajać ich ambicje i nadzieje, bo jak nie - to zawiedziemy najbliższych i przyniesiemy wstyd rodzinie. Przecież, jak często powtarzała mi mama „Nie żyjemy dla siebie.”
Egoizm kojarzy się z potępianą postawą, uczono nas by pokornie przyjmować ciosy, być dzielnym i nie myśleć o sobie. Trudno zmienić taki sposób myślenia wpajany do dziecka. Ci którzy nas uczyli tych zachowań zazwyczaj sami całe życie się męczyli i nigdy zapewne nie spotkali się ze sobą. Moja mama nigdy nie była szczęśliwa, moja babcia, moja prababcia dość długa lista – trudno nagle się wyłamać. Mimo to, nie zrażając się postanowiłam spotkać się z kimś, kto coś o mnie wie, wie jak mnie uszczęśliwić. Spotkać się ze sobą, bo bardziej niż kto inny zasługuję na swoją uwagę.
W szybkim tempie życia, jakie towarzyszy nam mieszkańcom miast trudno znaleźć choć chwilę na refleksję, na moment tylko dla siebie i swoich myśli.By pozwolić sobie czuć, emocjom płynąć. Nie biec za nimi, ale spokojnie przyglądać się sobie od środka. Nieoceniona jest w takim samym z sobą przebywaniu medytacja - nie mam na myśli skompilowanych form medytacyjnych rodem z tej czy innej religii, chodzi mi o medytacje jako czas wyciszenia, skupienia na oddechu, zatrzymania się w pośpiechu codzienności. Zatrzymanie się i wyciszenie to pierwszy krok do prawdziwej przygody jaką jest poznawanie samego siebie. Proste i trudne zarazem. Takie chwile namysłu nad sobą potrafią być inspirujące, pomagają wyklarować się projektom i marzeniom, potrafią także ułatwić dostrzeżenie tego, co boli czy uwiera.
Na początek moja rada jest taka: 5-10 minut dziennie, może być w łazience albo w łóżku, gdziekolwiek poczujemy się komfortowo i będziemy mogli wyprostować swój kręgosłup, można siedzieć, można stać - sami poczujecie, co jest waszą pozycją ciała. Ciało, kiedy je słuchać, znakomicie kieruje naszym rozwojem. Nie mam na myśli namiętności, ale potrzeby ciała. Język ciała, jego pamięć, jego bolączki. Ciało daje nam do zrozumienia wiele ważnych rzeczy, które pomijamy jako nieważne. Kto z nas nie odczuwał bólu ramion w dużym stresie? Czy nie była to oznaka, że zbyt wielki ciężar wzięliśmy na ramiona? Kontakt ze sobą to pierwszy krok do uważnego życia. Życia ze świadomością siebie i otaczającego świata. Czas dla siebie potrafi procentować w postaci wyklarowanej hierarchii wartości, przewartościowań, dostrzeżenia tego co naprawdę dla nas dobre i co nas czyni piękniejszymi i mądrzejszymi (bo starogreckie połączenie tych dwóch wartości wcale nie było naiwnością).
Mnie chwile medytacji pozwoliły zobaczyć toksyczne relacje w których tkwiłam i znaleźć siłę, by je zmieniać. Kontakt ze sobą pozwala wrócić do trudnych chwil, by z dystansem ocenić je na nowo, by zrozumieć siebie i swoje życie. Pogodzenie się ze sobą, kim jestem, co przeżyłam, jak wyglądam to pierwszy krok do szczęścia. To bardzo długi krok, prawie siedmiomilowy, lecz warto ruszyć z miejsca by go wykonać, może się okazać, że przeniesie nas do miejsca naszych marzeń.
Ale jak pogodzić się z sobą, gdy nie jesteśmy tacy, jacy chcielibyśmy być? Nie chodzi o to by się poddać, z rezygnacją oświadczyć: „trudno jestem fatalna”. Rzecz w tym, by zobaczyć się w całej swojej niedoskonałości (któż jest dokonały?), ale powiedzieć sobie : "No cóż nie jestem perskim alabastrem, ale i z tego szarego mydła można wyrzeźbić Wenus”. Nie chodzi bynajmniej tylko o walory zewnętrzne, całość naszego ja jest tworzywem, a nasza świadomość i wola to twórca.
Może to się komuś podobać lub nie, ale mamy wpływ na to kim jesteśmy. Z samorozwojem sprawa jest podobna do wyborów, możesz nic nie zrobić, nawet nie wychodzić z domu, ale wtedy nie narzekaj, że nic się nie zmienia. Jeżeli masz dość tkwienia w marazmie zrób coś. A na początek spotkaj się z samą / samym sobą.
















