Kształty opływowe
Niezależnie od sympatii wobec teorii ewolucji myśl o tym, że życie kiedyś toczyło się wyłącznie w wodzie, zwłaszcza gdy przebywam w basenie, wydaje mi się pokrzepiająca.
Kojące dźwięki plusku i szumu uspakajają, a zmysłową przyjemność, której doświadcza ciało opływane, można porównać jedynie do wyszukanych sztuczek z Ars Amandi.
Baseny powinny być reklamowane jako miejsca subtelnych przyjemności dla nieśmiałych i sfrustrowanych. Tales najwyraźniej doceniał właściwości wody, a może sam mocząc kończyny odczuł szczególną więź z bezbarwną cieczą? Nie znając jeszcze naukowo zweryfikowanych proporcji naszego ciała, przeżył iluminację i uderzyła go oczywistość pokrewieństwa wody i natury. Zieloność soków drzew, ociekające czerwienią owoce granatu, niebieskawe meduzy i zapłakane oczy ukochanej... wszystkie te obrazy w okamgnieniu przemaszerowały przed nim.
Doświadczając łagodności wody, na sposób raczej nowoczesny, uświadomiłam sobie, jak bardzo woda wyciąga z człowieka stres, niepewność, a nawet kompleksy. Zanurzona po szyję staję się lekka, wypełniona iście prenatalnym szczęściem. Jakbym znowu stała się drobinką w oceanie brzucha mamy. Nie ważę już 100 kg, przepełnia mnie lekkość i entuzjazm. Nie umiem pływać, ale umiem dryfować. I właśnie to kołysanie znowu czyni mnie bezpieczną.
Zmuszam się by wyjść z domu, tego bezpiecznego miejsca odosobnienia, gdzie nikt nie widzi mojego upadku (odkąd ważę 25 kg więcej czuję się gorsza), przemykam się na basen. I rodzę się na nowo, z wody. Wenus z piany, spełniona, gibka i szczęśliwa. Nie umiem pływać, nie muszę ćwiczyć... wiem, że chcę tu trwać. Z zadziwieniem obserwuję, jak powoli chudnę, pięknieję... od tej wody.
Afrodyta wyłania się z wody, niesiona przez fale, ku światu, by zadziwiać, by zachwycać. Modlę się do Afrodyty we mnie, przebudź się, odmień mnie... i oddaję się z ufnością wodzie... w basenie.
















