Każda podróż ma smak chleba
Chleb, będący podstawowym pożywieniem w każdej kulturze, jest synonimem dobrobytu i gościnności. W wielu społeczeństwach witanie chlebem lub łamanie się nim jest symbolem przymierza z tymi, którzy nas odwiedzają. "Oby zawsze był dostatek chleba na Twoim stole", oby ci nigdy go nie brakło. Przekazy religijne i ludowe przestrzegają przed wyrzucaniem chleba, apelują o obchodzenie się z nim z najwyższym szacunkiem. Wyrzucanie chleba uchodziło kiedyś za grzech i świadczyło o braku wychowania. Teraz skala wyrzucanego codziennie pieczywa budzi przerażenie. W niektórych krajach dotyczy to przeszło połowy codziennego wypieku chleba...
Z domu rodzinnego wyniosłam przekaz o świętości chleba i jego znaczeniu nie tylko jako produktu spożywczego. Podczas wielu podróży z niejednego pieca chleb jadłam, jak mawia stare porzekadło. Niestety, nie każdy chleb przypominał smakiem swój pierwowzór. Najgorsze doświadczenia spotkały mnie w tzw. cywilizowanych krajach Europy, a najlepsze w dzikich zakątkach Kaukazu, gdzie sama mogłam uczestniczyć w procesie formowania i wypiekania bochenków.
W Europie Zachodniej, a od czasu pojawienia się wielkich sieci marketów także i w Europie Środkowej oraz Wschodniej, chleb przestał smakować jak chleb. Czy razem z bogaceniem się społeczeństwa i rozwojem nauki straciliśmy rozsądek i zdrowy apetyt? Zdrowy smak, który umożliwiał naszym przodkom odróżnianie tego co dobre i pożywne od zepsutego i bezwartościowego, w społeczeństwach zindustrializowanych stał się przeżytkiem. Jak inaczej wytłumaczyć "trucie się" żywnością wysoko przetworzoną oraz naszpikowaną konserwantami i polepszaczami jak ciasto rodzynkami.
W sukurs moim rozważaniom o smaku chleba przyszła książka Fritz-Alberta Poppa "Przekaz jedzenia, czyli co nas odżywia?" O tezach zawartych w książce zapewne jeszcze wspomnę w kilku artykułach, a w tym skoncentruję się na chlebie powszednim i przytoczę za autorem słowa o tym, czego możemy się spodziewać w bochenku chleba z wielkiej przemysłowej piekarni.
Chleba naszego powszedniego - między technologią żywności a farmakologią
- dzięki karmelowi można podkreślić, lub nawet sfingować, żytni lub pełnoziarnisty charakter pieczywa
- poprzez dodanie węglanu wapnia reguluje się twardość wody, przez co ciasto jest łatwiejsze w ugniataniu
- dzięki dodaniu środków takich, jak kwas sorbinowy czy sorbinian wapnia, zapobiegamy tworzeniu się pleśni, przez co przedłuża się trwałość produktu
- kolor pozostaje świeży i naturalny dzięki dodatkom chemikaliów takich jak dwutlenek siarki lub innych dwusiarczków
- kwas naturalny zastępuje się kwasem octowym
- kwas mlekowy polepsza smak chlebów pszennych
- aby ciasto było cięższe, można - dzięki dodaniu na przykład kwasu askorbinowego - wrobić więcej wody
- dzięki lecytynie zmiękcza się okruchy
- kwas cytrynowy ułatwia krojenie i przedłuża trwałość
- bursztynian potasu udoskonala zakwaszanie
- dzięki dodaniu ortofosforanu sodu ciasto lepiej się trzyma
- ulepszając wyrastanie drożdży dzięki ortofosforanowi wapnia możemy polepszyć ochronę przeciwko chrząszczom i molom
- dodając karboksymetylocelulozę opóźniamy czerstwienie chleba
- mono i dwuglicerydy jadalnych kwasów tłuszczowych powiększają objętość i ułatwiają zamrażanie itd.
- maltol udoskonala aromat
- wosk candellila ułatwia przyrumienienie
Lista wzbudza przerażenie a, jak napisał autor, jest to tylko fragment z możliwych około tysiąca dodatków wzbogacających chleb i inne podstawowe produkty żywnościowe. Określił to sugestywnie, że produkcja chleba plasuje się obecnie "między technologią żywności a farmakologią" i ma niewiele wspólnego z naszymi wyobrażeniami o mące, wodzie i zakwasie.
Czytając książkę zastanawiałam się niejednokrotnie nad tym, dokąd zmierza nasza cywilizacja. Wyroby czekoladopodobne były uzasadnione w czasach kryzysu, a wyroby "chlebopodobne" są synonimem bogatych społeczeństw. Są również synonimem braku świadomości mas, które opętane szybkością naszych czasów nie zwracają uwagi na to, co i jak spożywają. Takie samo podejście można zaobserwować w kwestii uczuć i relacji, gdzie współczesna wielkomiejska rodzina stała się związkiem "rodzinopodobnym", bo na głębokie relacje nie starcza czasu ani ochoty. Bolesna cena postępu? Bolesna cena królowania paradygmatu nauki i technicyzacji.
Wspominając smak gruzińskiego, białoruskiego, rosyjskiego chleba przyznaję, że nie ten smak był najistotniejszy. Temu smakowi i aromatowi towarzyszyło poczucie bliskości i wyjątkowości. Uczestniczyłam wielokrotnie w pieczeniu chleba, które stawało się misterium łączącym ludzi. Tak samo ważnym jak dzielenie się tym chlebem przy stole czy w drodze. Pamiętam pierwszego Gruzina, który zabrał nas autostopem w okolice Gori. Wyciągnął podłużny, rumiany, słodki chlebek z rodzynkami i powiedział: "spróbujcie, w naszym rejonie takim chlebem witamy gości". Pamiętam chleb wypiekany w duchowce na liściach kapusty gdzieś w maleńkiej wiosce Żukiewicze nad Niemnem. Pamiętam smak tego chleba oraz zapach i wiem, że tego smaku ani aromatu nie zastąpią żadne chemiczne polepszacze.
Artykuł pierwotnie opublikowany na Wiadomości24.pl





















Odpowiedzi
Przypomniał mi się chleb
Przypomniał mi się chleb mojej babci...piekła takie chleby że wszyscy na Wsi jej zazdrościli a gdy do kogoś miał przyjechać ktoś dla Nich ważny szli na pożyczki do mojej babci. Oczywiście chwalili się ze to oni tak wypiekają. Babcia zawsze pożyczała bo to chleb a chleb trzeba każdemu dać kto o niego poprosi. Babcia nauczyła mnie szacunku do chleba. Tylko ostatnio go tracę. Może nie do chleba tylko tanich podróbek. jak chleb może kosztować 99 gr? Taki chleb jest napompowany wszystkim a ma w swych wartościach....nic. Jak mi chleb pleśnieje 2-3 dnia mimo że leży w przewiewnym chlebaku to mnie aż coś bierze. Chleb kupuje jak jestem u mojej mamy. U nich w piekarni pieką taki chleb który mimo ze ma 5 dni i jest już suchy ma więcej smaku i świeżości niż nie jeden" sklepowo-marketowy" wyrób.
mniam mniam
Jeśli ktos ma przepis na pieczenie chleba w domu to bardzo poproszę....