Droga marzycieli
Chcę dzisiaj pisać o bajkach, które pomagają żyć, ale nie o bajkoterapii, tak ostatnio popularnej w pedagogice. O naszych bajkach, osobistych baśniach, naszych własnych opowieściach - tych, które sami kreujemy i tych których tylko jesteśmy bohaterami.
Wiem, że nie każdy widzi to tak jak ja, być może nawet tylko nieliczni czują podobnie, ale dziś opowiem o tym, jak wielokrotnie ratowałam się wyobraźnią.
Nie miałam łatwego życia, może to typowe dla idealistek, od dziecka wydawałam się nie pasować tutaj. Zdarzało mi się nie raz, że chciałam zmienić świat, w którym przyszło mi żyć, tak jak się zmienia kanały w radio. Żeby stało się inaczej, żebym już nie musiała wracać do tej strasznej pracy, żebym miała nowy dom, nową rodzinę, nowego męża, nowe życie. Żeby ktoś wrócił mi utracone szczęście. Może znacie te chwile, kiedy siedzieliście na plaży ze wspaniałym przyjacielem i przez małą chwilę przyszło wam przez myśl: „A jakbym tak była jego żoną, a nie tego człowieka który mnie nie szanuje? Jakby to było?”
Ja także, wykończona awanturami w domu szłam do lasu, siadałam na drzewie nad jeziorkiem i wyobrażałam sobie, że jestem królową lasu, za następnym wzgórzem mieści się mój zielony pałac, rozumiem język zwierząt i roślin. I że przyjdzie dzień, gdy tu na moim uroczysku znajdzie mnie Wymarzony i będziemy żyli długo i szczęśliwie. Zdarzało się, że przyszedł jeleń, albo sarna, czasem przydreptał dzik, zwierzęta były jak znaki istnienia mojego królestwa. Księżyc stał się moim kochankiem i powiernikiem, bowiem zraniona nie ufałam ludziom.
To był rodzaj teatru, w którym byłam dramaturgiem i aktorką. Kiedy wracam myślami do tego czasu, wspomnienia wyobrażeń, w których żyłam wydają się najcieplejszymi chwilami tamtej życiowej zimy. Czułam, że nie pasuję do tego świata i wymyślałam sobie inne rzeczywistości, czasem inspiracją były sny. Śniłam piękne krainy, gdzie ludzie jasno uśmiechają się do siebie, po prostu chcą być razem, rozumieją się. Miłość jest ważna i nikt nie kłamie. Nie jak tutaj.
Trzy razy w życiu wszystko traciłam, ale wiara i wyobraźnia wtedy podawały mi swoje ramiona wyciągając z mniejszych lub większych dołków. Nie lubię mitomanii, dobrze wiem gdzie jestem i w jakim świecie żyję, ale czasem nadaję mu nowe nazwy i przypisuję im opowieści. Paralotniarz jest jak król ptaków, który dosiada wiatrów, znajomy żeglarz to jeździec fal. Ja nie jestem zwykłą kurą domową, nocami poprzez sny zwiedzam czarodziejskie krainy, mieszkam w dalekiej wieży nad morzem, mam tu ogród i dzieci i koty i strumień, w którym rodzi się muzyka. Ktoś powie, że to naiwne, dziecinne. Tak, ale to wielokrotnie uratowało mnie od obłędu, od czarnej rozpaczy po stracie dziecka, od koszmaru maltretowania, pozwoliło przetrwać mimo wszystko.
Niosę na sobie ciężar przeszłości, która bolała i nie rokowała najlepiej.
Jako nastolatka lubiłam sobie wyobrażać, że jestem zjawiskowo piękna, tylko, że mało kto potrafi to zobaczyć (w istocie byłam niezbyt urodziwą dziewczyną z nadwagą), albo, że znalazłam się w tej rodzinie na próbę i jeśli wytrwam (teraz kiedy o tym myślę przypomina mi się film „Życie jest piękne”) zostanę nagrodzona i zabrana do wspaniałego miejsca. Taka gra wyobraźni z rzeczywistością. Samooszukiwanie? Niekoniecznie. Raczej droga alternatywna. Trochę zwariowana jak Ania z Zielonego Wzgórza. Droga nadziei - droga marzycieli.
Wyobraźnia to najcenniejszy lek na samotność i brak miłości, syci serca spragnionych. Dlatego bajki, baśnie, opowieści to proste sposoby pokrzepienia duchowego. Każdy kto patrzy sercem znajdzie w nich coś dla siebie, czy to będą buddyjskie powiastki, czy baśnie klasyczne, czy piękne etniczne legendy z całego świata. Krzepiące dla mnie jest odkrycie, że ludzie na całym świecie mają podobne problemy i że zawsze warto wierzyć w cud. Marzenia się spełniają, jestem na to żywym dowodem...





















Odpowiedzi
ku pokrzepieniu
to piękny sposób na przetrwanie, gdy ma się wyobraźnię, ale kiedy nie jest się taką osobą? Są ludzie pozornie szczęśliwi, wszyscy im zazdroszczą, bo mówią tylko o sukcesach, swoje porażki głęboko chowają, nikt nie ma do nich dostępu.Bo świat i oni mają być piękni.Naprawiają wszystko wokół żeby pasowało do obrazu, jaki chcą widzieć.To też sposób na życie. To teatr w jakim wyznaczamy swoją rolę.
Też żyję marzeniami.
Też żyję marzeniami. Zastanawiam się jak długo tak będzie, czy dobre jest wymyślanie sobie innej rzeczywistości. Przecież marzenia nie zastapią mi prawdziwego życia. Ale są świetne mogę być kim zechcę, mieć cudowne życie, móc czuć się jak aktorka w świetnym filmie. Ale to niestety zawsze będą tylko marzenia i pewnie zostaną w mojej głowie
Też żyję marzeniami.
Też żyję marzeniami. Zastanawiam się jak długo tak będzie, czy dobre jest wymyślanie sobie innej rzeczywistości. Przecież marzenia nie zastapią mi prawdziwego życia. Ale są świetne mogę być kim zechcę, mieć cudowne życie, móc czuć się jak aktorka w świetnym filmie. Ale to niestety zawsze będą tylko marzenia i pewnie zostaną w mojej głowie
Też żyję marzeniami.
Też żyję marzeniami. Zastanawiam się jak długo tak będzie, czy dobre jest wymyślanie sobie innej rzeczywistości. Przecież marzenia nie zastapią mi prawdziwego życia. Ale są świetne mogę być kim zechcę, mieć cudowne życie, móc czuć się jak aktorka w świetnym filmie. Ale to niestety zawsze będą tylko marzenia i pewnie zostaną w mojej głowie
Też żyję marzeniami.
Też żyję marzeniami. Zastanawiam się jak długo tak będzie, czy dobre jest wymyślanie sobie innej rzeczywistości. Przecież marzenia nie zastapią mi prawdziwego życia. Ale są świetne mogę być kim zechcę, mieć cudowne życie, móc czuć się jak aktorka w świetnym filmie. Ale to niestety zawsze będą tylko marzenia i pewnie zostaną w mojej głowie