Uzdrawianie duszy i ciała
Kurs odchudzania

Chęć zmiany

„Równowaga ciała i umysłu” według Puszystej

Z czym kojarzy się Wam dieta? Oczywiście… z odchudzaniem, liczeniem kalorii, ograniczaniem jedzenia, głodzeniem się… czasem przeciwnie, dla tych, co mają odwrotny problem do nas, puszystych. Tymczasem: dieta to z greckiego (δίαιτα diaita) – "styl życia", racjonalny sposób odżywiania.

Kiedyś polecałam książkę „Krągła rewolucja”, dorzucić mogę do obowiązkowych lektur również „Równowagę ciała i umysłu” OSHO. Nauczono nas nienawidzić swoich ciał, nauczono nas być nieszczęśliwymi, nauczono nas, że troszczenie się o siebie to przejaw pychy, egoizmu i grzech największy... a zaraz potem odarto nas z wartości, godności, wiary w siebie.

Nie ma wśród nas, puszystych kobiet, z tak zwanego cywilizowanego świata, osoby, która nigdy nie spróbowałaby zmieniać swojego ciała, by „pasowało”. Miliony programów żywieniowych, suplementów, cudownych środków, codziennie odbiera nam zdrowie i miłość do nas samych, na którą zasługujemy. Nasze ciała posiadają wrodzoną umiejętność odżywiania się, którą tłumimy pod wpływem zalewających nas informacji od tych „co wiedzą lepiej”. W rezultacie zaczynamy źle funkcjonować, chorować i znów zmieniamy nasze życie pod kolejny modny program, kupujemy kolejne modne suplementy. Koło się zamyka, ponieważ z uporem nie słuchamy tej jedynej osoby, która naprawdę wie - nas samych, naszego ciała.

Jestem sztandarowym przykładem tego procesu. Będąc piękną, szczupłą, wysportowaną, młodą kobietą uwierzyłam, że wciąż czegoś mi brakuje, że ten jeden – dwa kilogramy mniej zamienią mnie w boginię, a ich zrzucenie niezbędne jest mi do życia, oddychania i uzyskania prawa bytu na tym świecie. Jako studentka odchudzałam się intensywnie, bo ważyłam przecież, aż 58 kg i absolutnie nie mogłam tego tak zostawić! Lektura OSHO zwróciła mi uwagę na ten bolesny aspekt w moim życiu. Teraz ważę 30 kg więcej i wiem, że absolutnie chcę siebie kochać taką jaką jestem! Postanowiłam, że teraz się sobą zaopiekuję, mądrze, odpowiedzialnie, ale przede wszystkim z miłością do samej siebie.

Mam na imię Dagmara i jestem jedzenioholiczką.

Zanim podjęłam decyzję o odchudzaniu, podniosły się we mnie krzyki: zdrada, hipokryzja.. bo jak to: kochać siebie i się odchudzać ? Grzebiąc w swoich motywacjach, dotarłam do jednego zakurzonego kąta, z którego jak pajacyk z pudełka wyskoczyło słowo „jedzenioholiczka”. Jako osobie, która potrzebuje poczucia kontroli nad wszystkim co się wokół niej dzieje, przyznanie się, że nie mam jej, w jednej z podstawowych czynności życiowych, było trudne. Jem kompulsywnie. Wbrew wmawianemu sobie przez lata „kocham jeść” - wcale tego nie kocham, wcale też nie służy to mojemu zdrowiu ani szczęściu. Co innego bowiem próbowanie nowych smaków, nieznanych kuchni, czy kolacja w klimatycznej knajpce, a co innego, pod wpływem nagłego impulsu- objadanie się do bólu żołądka byle czym, byleby jeść… Gdzieś na drodze mojego życia jedzenie stało się sposobem na rozładowanie negatywnych emocji, pocieszenie, przywrócenie sobie dobrego samopoczucia. Stało się uzależnieniem i jak każde zaczęło mnie niszczyć od środka, wpędzając w coraz większe poczucie winy i coraz nowe diety, kończące się napadami obżarstwa i dodatkowymi kilogramami.
Wraz z uświadomieniem sobie tego problemu i jego nazwaniem, przyszła potrzeba uleczenia swoich emocji, umiejętności ich równoważenia na różne sposoby, nauczenia się jedzenia – świadomie, rozumienia potrzeb swojego ciała i odpowiadania na nie.

Jestem na diecie – zaraz wracam

Mądrość zastosowana w życiu nie pojawia się niestety tylko po przeczytaniu odpowiednich lektur, tą życiową mądrość potrzebujemy zdobyć również w praktyce. Mam to szczęście, że na swej drodze trafiłam na Kobietę Puszystą i spotkałam jej zespół. To one nauczyły mnie patrzeć na siebie inaczej niż dotychczas, lubić siebie i uśmiechać się do swojego odbicia w lustrze. Po latach prób i błędów, po osiągnięciu wagi słusznej, odważyłam się dzięki nim postawić sobie pytanie „dlaczego?”. Dlaczego tak bardzo nienawidzę własnego ciała, dlaczego „zajadam problemy”…. Dzisiaj - półtorej roku po mojej sesji zdjęciowej ( wydaje się być to całe wieki temu!) - mogę uczciwie powiedzieć, że lubię siebie, czuję się ładną dziewczyną. Nie patrzę na siebie bezkrytycznie w ślepym zachwycie „na siłę” , nie doszukuję się też urojonych wad. Po wielu perypetiach z samą sobą, dziś znów się odchudzam, ale teraz jest mi z tym dobrze. Mam motywację, może dlatego, że patrząc w lustro nie widzę grubego potwora jak przed laty? Może dlatego, że zaakceptowałam siebie , a dieta nie jest wyrafinowaną formą znęcania się nad sobą , nie jest przymusem, koniecznością. Jest moim wyborem. Wiem, że nie muszę, dobrze się czuję ze sobą teraz, nie czuję potrzeby „dopasowywania się”. Dlaczego więc się odchudzam? Ponieważ poczułam chęć zmiany, tak jak czasem odczuwa się chęć zmiany fryzury czy koloru włosów. Tyle że ze zmianą wagi – trwa to trochę dłużej...

Odpowiedzi

ananimowi żarłocy

Polecam książkę - Dlaczego chcesz byc gruba?, forum anonimowych żarłoków i zdrowiejmy razem walczmyo siebie-a narazie jestem na diecie zaraz wracam

:)

Postaram się zdobyć tę książkę do recenzji. Tymczasem jednak uważam, że nie każdą osobę puszystą należy zachęcać do "anonimowych żarłoków"; oczywiście teorie na ten temat znam - znam też porównania puszystych do alkoholików ("z jedzeniem jest jak z alkoholem", "nawet jak przestaniesz żreć - do końca życia będziesz nałogowym żarłokiem");

Bardzo byłabym ostrożna z polecaniem wszystkim czegoś takiego. Z racji obowiązków redakcyjnych bywałam na rozmaitych spotkaniach - na większości z nich wypływa stan zerowy w postaci takowej, że puszystość jest zła i stanowi problem.

Pod dachem "Kobiety Puszystej" wychodzi się od samoakceptacji i pokochania siebie, a dopiero potem decyduje się czy się chce pozostać XXL-ką - czy też chudnąć. Opracowałam to wszystko intuicyjnie i przetestowałam na sobie w latach 2004 - 2006 (nie czytałam żadnej lektury w tym zakresie), nie byłam "prowadzona" przez żadne forum, psychologów, dietetyków i tym podobnych.

Oficjalnie jako "Kobieta Puszysta" - w ramach eksperymentów własnych - nie widzę potrzeby identyfikowania się tego portalu z AŻ

:)

Dziękuję :)
Forum Aż znam, kilka lat temu znalazłam ten portal, ale akurat mnie - nie odpowiada ta droga.
Z pewnością pomogła wielu osobom, ale każdy ma swoja ścieżkę, ja idę swoją :). Słowem wyjaśnienia- w Aż nikt nie mówi o wadze, o odchudzaniu- w tym chodzi właśnie o uleczenie duszy. Swoimi emocjami, duszą zajmuję się już od jakiegoś czasu - m.in. dzięki Puszystej :).
Piszę o jedzenioholizmie, ponieważ potrzebuję rzeczy nazywać wprost, myślę też że być może ktoś kto ma podobny problem, ale nie potrafi go nazwać, dzięki temu zwróci na to uwagę i odnajdzie swoją ścieżkę.
Nie każda puszysta osoba ma problemy z jedzeniem, emocjami, są rożne powody bycia puszystym i nie zawsze są one negatywne :). Jedzenioholikiem można być również jako bardzo szczupła osoba - pod tym terminem zalicza się wszystkie zaburzenia jedzenia również anoreksje i bulimię.
Akurat ja już wiem dlaczego potrzebowałam być gruba. Paradoksalnie to właśnie dodatkowe kilogramy i bycie puszystą pomogły mi zaakceptować siebie :). pozdrawiam