Właśnie zastanawiałam się, jak zacząć tę recenzją, kiedy rzuciłam okiem na okładkę tygodnika „Wprost”. A tam takie zdanie: „Dlaczego aż tylu Polaków nie jest w stanie zaakceptować odmienności”. Z taką samą refleksją w głowie wychodziłam z kina po obejrzeniu Sali samobójców, filmu, o którym chcę tu napisać kilka słów.
Jak bardzo może zmylić złe tłumaczenie oryginalnego tytułu filmu przekonujemy się, oglądając dokument biograficzny, którego bohaterem jest jeden z najwybitniejszych współczesnych kreatorów mody – Yves Saint Laurant. Nie wiem, co kieruje tłumaczami w takich przypadkach, ale tym razem błąd świadczy jedynie o niezrozumieniu istoty filmu – przez tłumacza, dystrybutora bądź inną osobę odpowiedzialną za efekt ostateczny. A jaki jest ów efekt ostateczny? W polskiej wersji mamy film: Szalona miłość – Yves Saint Laurent. W oryginale zaś: Yves Saint Laurent - Pierre Bergé, l'amour fou. Różnica jednego nazwiska. Drobnostka? Nie w tym przypadku.
Karen Stone, broadwayowska gwiazda, przekracza pięćdziesiątkę. Świadoma każdej zmarszczki, każdego siwego włosa i stale pogarszających się recenzji wyjeżdża z mężem do Włoch. Tam mężczyzna umiera na zawał. Pani Stone pozostaje w Rzymie. Spotyka Contessę, która podsuwa jej pomysł na to, jak oderwać się na chwilę od przygnębiającej rzeczywistości. Contessa zna mnóstwo przystojnych włoskich chłopców i mnóstwo starzejących się, bogatych wdów…
Od czwartku, 7 kwietnia 2011 w dni powszednie o godz. 20.00 - Zone Romantica
Aktualne do:
14/04/2011 (All day)
Maria del Rosario i Juan de Dios San Roman zakochują się w sobie. Jej rodzina należy do śmietanki towarzyskiej Veracruz, on jest biednym rybakiem. Maria zwierza się z uczucia (i ślubnych planów) swej siostrze Leonardzie – nie wie, że ta jej nienawidzi. Leonarda kocha skrycie równie jak ona bogatego Rodriga, a Rodrigo pragnie Marii dla siebie. Powiadomiony o planach pożądanej kobiety, Rodrigo używa swych wszystkich wpływów, by rozdzielić kochanków.
Dziki Zachód. Małe miasteczko. Ona i On (i jeszcze jeden On). I oczywiście na dokładkę ten zły. Wszystko jak w starym dobrym westernie. I to dosłownie, bo najnowszy film braci Coen to remake opartego na powieści Charlesa Portisa (1968) filmu Prawdziwe męstwo (reż. Henry Hathaway, 1969). Choć historia jest znana, a konwencja westernu zdaje się nie pozostawiać wiele miejsca na autorskie rozwiązania, to film Coenów oczarowuje świeżością.
Oliver Linovsky (w tej roli Paweł Szajda) – utalentowany pianista u szczytu sławy – przyjeżdża do Wrocławia, gdzie ma rozpocząć europejskie tournée. Na sali wypełnionej po brzegi, w chwili, kiedy popłynąć mają pierwsze dźwięki koncertu, Oliver decyduje się na odważny, wręcz desperacki krok. Ucieka, nie odegrawszy ani jednej nuty.
Za nami styczniowa edycja Lady Polonia, która na stałe zadomowiła się w emocjach i terminarzach Pań. Tym razem Gwiazdami Wieczoru były nieprofesjonalne modelki - kobiety działające przy Stowarzyszeniach: Sztuka Dobrego Życia oraz kobiety.lodz.pl, noszące odzież do rozmiaru 42, prezentujące kolekcję projektantek z Retrovintage. Modelki do pokazu przygotowały wizażystki z Perfumerii Douglas oraz fryzjerzy - styliści z Wojewoda Studio.
Suzanne (Catherine Deneuve) jest żoną bogatego przemysłowca, który żelazną ręką kieruje fabryką parasolek. Swoją żonę sprowadził do roli uległej pani domu, która skrzętnie wypełnia codzienne obowiązki i służy mu jako luksusowa ozdoba.
Tytuł, opis, plakat Anioła nad morzem – wszystko to zasugerowało mi lekki i pogodny charakter filmu. Zmyliło mnie błękitne morze, zmyliły gorące marokańskie klimaty, a przede wszystkim zmyliła mnie zapowiedź tajemnicy, która miała bezpowrotnie zmienić życie 12-letniego Louisa – głównego bohatera filmu. Mylnie założyłam, że owa tajemnica to niespodzianka, prezent, który sprawi, że dalsze losy chłopca ułożą się we wspaniałą przygodę. Jakże się myliłam…
Choć nagrany w kolorze, najnowszy film Marcina Wrony to – jak dla mnie – film czarno-biały. Dosłownie, bo kolorystyczna asceza i jednolita szaro-beżowa tonacja sprawiają, że „Chrzest” ogląda się jak czarno-białą produkcję.