Zdrowe nawyki od niemowlęctwa
Odkąd po lekturze wielu mądrych książek wyeliminowałam w 90% z mego menu cukier rafinowany, obserwuję trochę dokładniej niż zazwyczaj zwyczaje żywieniowe zarówno starszego, jak i młodszego pokolenia.
Z rosnącym niepokojem przyglądam się, jak dzieci w różnym wieku i młodzież pochłaniają duże ilości tej niezdrowej substancji w postaci ciasteczek, cukierków, batoników, czekoladek, itp.,itd. Zastanowiłam się, skąd bierze się ta przeogromna ochota na słodycze? Czy wszystkiemu winne są babcie, które każdego niemowlaka z wałeczkami tłuszczu uważają za rozkosznego, a ukochaną wnuczkę i najdroższego wnuczka obdarowują przy wielu okazjach i bez okazji wieloma słodkościami, czym pośrednio przyczyniają się w znacznym stopniu do kształtowania nieprawidłowych nawyków żywieniowych?
Jedna z moich koleżanek stwierdziła, że się niepotrzebnie czepiam, przecież nic się takiego strasznego nie stanie, jak dziecko zje od czasu do czasu coś słodkiego, po prostu przesadzam z tym zdrowym odżywianiem się. Od czasu do czasu to nic wielkiego, szczególnie gdy są zachowane dobre proporcje, gdy dziecko je odpowiednie ilości warzyw, owoców, produktów zbożowych i wartościowego białka, ale czy ilości rafinowanego cukru spożywane przez dzieci i młodzież są naprawdę minimalne? Czy słodycze są stosowane rzeczywiście czasami i z umiarem? Warto podliczyć dzienną bądź tygodniową porcję i samemu wyciągnąć wnioski.
Jakie niebezpieczeństwa związane są z nadmiernym spożyciem słodyczy oprócz oczywiście powszechnie wiadomej otyłości i realnego zagrożenia zachorowaniem na cukrzycę typu II? Cukier rafinowany i słodycze są produktami silnie kwasotwórczymi, a w takim środowisku świetnie sobie żyją i rozmnażają się bakterie, pleśnie i grzyby, które wywołują wiele poważnych problemów zdrowotnych w całym organizmie. Na początku osobie, której równowaga kwasowo-zasadowa jest zakłócona, mogą doskwierać łagodne dolegliwości, takie jak uporczywe bóle głowy, alergie skórne, przeziębienia czy infekcje drożdżakowe. Gdy stan naruszenia równowagi utrzymuje się, pojawiają się uszkodzenia gruczołu tarczycy, nadnerczy i wątroby. Nie będę w tym miejscu nudzić czytelniczek i czytelników opisem licznych dolegliwości związanych ze spożyciem cukrów rafinowanych. Wiedza na ten temat znajduje się w wielu książkach i na stronach internetowych. Osobiście polecam dwie pozycje książkowe: „Wegańską boginię” napisaną przez Kim Barnouin i Rory Freedman oraz „Alchemię pożywienia” autorstwa Bożeny Żak-Cyran.
Oczywiście wszyscy o tym bardzo dobrze wiedzą, ale prawie niczego to nie zmienia w niekorzystnych przyzwyczajeniach żywieniowych wielu osób. Dlaczego? Odpowiedź uzyskałam czytając książkę „Terapia wewnętrznego dziecka” napisaną przez Pawła Karpowicza – socjologa, doktora nauk humanistycznych i członka Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Pan Paweł wyjaśnia, że słodycze są traktowane nie tylko jak pożywienie, ale jako swego rodzaju „wzmacniacz”, są często obiecywane przez rodziców i opiekunów dziecka jako nagroda za dobre zachowanie, celujące wyniki w nauce albo rzetelne wywiązanie się z obowiązków. Jak on ocenia takie postępowanie? „Często jest to niekorzystne i na dłuższą metę niebezpieczne, częstują dzieci słodyczami w chwili, kiedy przeżywają one negatywne uczucia: dla pocieszenia, dla poprawienia złego humoru dziecka. W rezultacie może to prowadzić w dorosłym życiu do kompulsywnego regulowania nastroju przez nadużywanie słodyczy i pożywienia.”
Skąd znamy ten opis? Całe pokolenia doceniano i motywowano przy pomocy dużej tabliczki czekolady z orzechami, która notabene była w czasach stanu wojennego, w czasach, gdy produkty żywnościowe reglamentowano przy pomocy kartek niewątpliwie towarem luksusowym. Pan Paweł opisuje w jaki sposób można poprowadzić rozmowę z dzieckiem, które chce jeść dużo cukierków, uwzględniając przy tym jego uczucia i nie strasząc zbytnio negatywnymi skutkami jedzenia słodyczy. Jest wiele sposobów prowadzenia mądrych rozmów z dziećmi na temat zdrowego stylu życia. Zacząć musimy jednakże od siebie. Dlaczego? Pan Paweł przytacza logiczny argument: „Wreszcie omawiana kwestia ma swoje drugie dno: wielu rodziców także przejawia skłonność do nadużywania słodyczy. Czy można wpływać na kształtowanie u dziecka racjonalnej, wyważonej postawy wobec słodyczy, kiedy sami rodzice mają w tej sferze kłopoty z samokontrolą?”




















Odpowiedzi
słyszałam, że firmy
słyszałam, że firmy cukiernicze testują swoje produkty na dzieciach, dopuszczając do sprzedaży tylko te batoniki, które najbardziej zasmakują grupie testowej. a że dzieci wybierają najsłodsze produkty, zawierające największą ilość cukru - takie trafiają na półki sklepowe i do kolejnych konsumentów. także argument, że czasem można dawać dzieciom słodycze sklepowe, żeby utrzymać równowagę, jest śmieszny.
poza tym trzeba też wspomnieć o wszechobecnym kakao. czy którakolwiek matka czy babcia wie, skąd pochodzi 90% kakao dostępnego w europejskich sklepach? zbierają je w ciężkich warunkach małe dzieci, za parę centów dniówki. takie dzieci, które w Europie są główną grupą konsumentów słodyczy czekoladowych. brr.
dlatego zachęcam do własnych wypieków i słodyczy robionych w domu. a kakao można kupić fairtrade'owe i przy okazji polepszyć los pracowników plantacji kakaowca.
pozdrawiam Magdę B. i czekam na artykuł o weekendzie odchudzającym :)