Kurs odchudzania
Uzdrawianie duszy i ciała

Seksizm językowy

Istnieje powiedzenie, że przysłowia są spisaną mądrością narodów. Niektóre z nich zawierają rzeczywiście cenne myśli i wnikliwe spostrzeżenia, wyrażone w zwięzłej, łatwej do zapamiętania formie. Inne natomiast deprecjonują kobiety, przypisując im niezbyt pochlebne cechy charakteru czy prezentując ich wyraźnie negatywny wizerunek.

Warto przez chwilę zastanowić się nad kilkoma z nich: „Baba z wozu, koniom lżej”, „Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”.

Poświęcenie kilku chwil na zapoznanie się z popularnymi kolokacjami z użyciem przymiotnika męski, chłopski oraz kobiecy, babski uświadomiło mi, że wyrażenia odnoszące się do mężczyzn mają wydźwięk pozytywny, a te do kobiet przeważnie pejoratywny. I tak po stronie mężczyzn mamy: męska rozmowa, męska odwaga, męska decyzja, po kobiecej zaś: babskie gadanie, babskie łzy czy babska logika, która nie jawi się raczej jako logika oparta na zdrowym rozsądku czy logicznych przesłankach, lecz jako działanie nieprzemyślane i przewrotne. Babskie łzy natomiast wskazują na zbytnią emocjonalność kobiet, na ich nadwrażliwość. Babskie gadanie wiąże się zwyczajnie ze zwykłą stratą czasu, próżniaczą paplaniną czy pogaduszką obracająca się wokół nieistotnych tematów. Męska rozmowa kojarzy się prawie automatycznie z rozmową na istotny temat, logicznymi argumentami, racjonalnością i doniosłością poruszanych zagadnień.

Przytoczone powyżej kolokacje ukazują, jakie stereotypy odnoście wizerunku kobiety i mężczyzny funkcjonują w języku polskim, a co się z tym blisko wiąże, w naszym społeczeństwie. Kobietom przypisuje się gadatliwość, nadwrażliwość, zbytnią emocjonalność, przekorę, nadmierne skoncentrowanie się na własnym wyglądzie, a pomijanie spraw istotniejszych. Męskość jest kojarzona ze zdecydowaniem, pewnością siebie, racjonalnością, logiką, stanowczością i konsekwencją, czego wyrazem jest „męski upór”. „Kobiecy upór” wynika raczej z przekory i ma na celu chęć postawienia na swoim, a nie obronę słusznych racji. Wyrażenie „chłopski rozum” mieści w sobie elementy racjonalności i zasadniczości. Język służy więc utrwalaniu stereotypów dotyczących płci.

Zastanowienie się nad innymi przekazami zachęca do rozmyślania nad wizerunkiem kobiety w społeczeństwie. Przyrównanie kobiety do mężczyzny jest jej dowartościowaniem, tak jak to ma miejsce w powiedzeniu, że podjęła ona męską decyzję bądź przeprowadziła męską rozmowę. Przeprowadzenie męskiej rozmowy niesie ze sobą duży ładunek pozytywnych treści i sugeruje logikę wypowiedzi, jej precyzję oraz poruszanie ważnych kwestii. Kobieta wyszła więc niejako ze sfery nieistotnych błahych spraw do świata logiki i rozsądku, zyskała na tym. O kobiecie, która świetnie sobie radzi ze sprawowaniem władzy, mówi się przecież, że jest „prawdziwym mężczyzną”! Natomiast porównanie mężczyzny do kobiety: „zmienny jak kobieta”, „plotkuje jak baba” jest dla niego negatywne i go deprecjonuje. Powiedzenia te wyrażają wyraźną dezaprobatę dla mężczyzny, który niejako sięgnął po zachowania typowe dla labilnych emocjonalnie kobiet. Mężczyzna zbytnio opiekuńczy to „baba”, a taki, który przesadnie dba o swój wygląd to „laluś”. Przed okazywaniem wrażliwości czy słabości ma uchronić mężczyznę reprymenda: „Nie bądź babą!”

Likwidowanie językowego seksizmu

Ostatnio coraz częściej można zauważyć pojawianie się żeńskich form pewnych zawodów, które występowały wcześniej tylko w formie męskiej: profesorka, psycholożka, socjolożka, pedagożka, filolożka, dydaktyczka, teoretyczka wychowania czy architektka. Dla jednych kobiet to słuszne wprowadzenie dawno brakujących nieodzownych form, dla innych są to sztuczne i obco brzmiące twory językowe, tym bardziej, że dodanie w tym celu formantu – ka i wymiany g-ż jest odbierane jako zabieg zmniejszający prestiż osoby wykonującej dany zawód. Żeńska końcówkach na końcu słowa „adwokat”, „prawnik” czy „socjolog” ma w sobie coś niepoważnego i brzmi jako coś gorszego, co nie da się pogodzić z fachowością i prestiżem. Trzeba przyznać, że filolog brzmi lepiej niż filolożka, a architekt niż architektka, o czym trafnie napisała w swojej książce „Świat bez kobiet” Agnieszka Graff: „Dziewczynka, z którą bawiłam się kiedyś lalkami, jest dziś „wziętym prawnikiem”, a ta, co zawsze dawała mi ściągać z biologii, została „świetnym lekarzem”. Ja sama dorabiam czasem jako „tłumacz kabinowy”. Przyznam, że jako „filolog” trochę się na te męskie formy krzywię, jako kobieta rozumiem jednak, w czym rzecz. Wiem, tak jak wiedzą moje znajome, że chociaż istnieją żeńskie odpowiedniki nazw tych profesji, to jednak żeńskość odbiera im nieco powagi”.

Potrzeba tworzenia formacji feminatywnych nastąpiła wtedy, gdy kobiety wyszły ze sfery prywatnej do sfery publicznej, sięgnęły po zawody zarezerwowane wcześniej dla mężczyzn i zaczęły pracować na stanowiskach, które były dla nich przez długi czas zastrzeżone. Język polski nie stworzył jednak w wielu przypadkach form żeńskich, które byłyby symetryczne do form męskich. Co ciekawe, formy żeńskie występują w nim od dawna na oznaczenie zawodów, które wymagają opiekuńczości, cierpliwości, ciężkiej pracy, odpowiedzialności, a jednocześnie są zawodami nisko opłacanymi, o niewielkim prestiżu społecznym, jak na przykład przedszkolanka, niańka, pielęgniarka, nauczycielka czy sekretarka. Język odzwierciedla doskonale w tym wypadku normy panujące w społeczeństwie. Modernizacja języka polskiego jest więc potrzebna, a nawet można powiedzieć niezbędna. Wynalezienie nowych reguł językowych, aby zapobiec dalszej dyskryminacji kobiet, wydaje się nieodzowne. A te kobiet i tych mężczyzn, dla których symetryczne formy żeńskie brzmią nienaturalne proszę o wyobrażenie sobie następującej sytuacji: w auli akademickiej odbywa się spotkanie młodzieży studiującej na kilku wydziałach prestiżowej uczelni. Osoba prowadząca spotkanie zachęca młodych ludzi do zabrania głosu i opowiedzenia w kilku słowach o sobie i swoich planach na przyszłość. Wstaje młoda kobieta studiująca na tej uczelni i przedstawia się: Nazywam się Anna Kowalska i jestem studentem stosunków międzynarodowych.