Niewidzialna pępowina

Opowieść na poły epistolograficzna bo na motywach listów mężczyzny z dawnych polskich Kresów na Białorusi. Opowieść o zawieszeniu pomiędzy granicami i o ludzkich "kresach", które przekraczamy i co one dla nas znaczą...

18.08.98, 20:15, gdzieś na Białorusi

Witaj droga Aniu!

Nareszcie jestem w domu. Po drodze zaczął padać deszcz i południową stronę nieba upiększyła wspaniała tęcza. Przy podjeździe do domu zaczęło już silnie lać. Deszcz bębni teraz po blaszanych parapetach i ścieka strumyczkami z dachu. Na drodze pojawiły się kałuże. Z okna można zobaczyć bogatą i różnorodną paletę kolorów. Jak dobrze być w domu! W miejscu, gdzie jest mój początek, gdzie zaczęło się moje życie, i gdzie jest mój koniec, którego nie znam.

Byłbym szczęśliwy wiedząc, że moje nieodczuwające już ciało wyruszy w swoją ostatnią drogę z tego domu, a dusza powędruje gdzieś obok niego albo nawet zamieszka w nim. Gdzieś w przestrzeni musi być szczególne miejsce, w którym rodzi się człowiek. Jest on połączony pępowiną nie tylko ze swoją matką, ale i z tą ziemią, która słyszała krzyki porodowe matki i pierwszy płacz niemowlęcia.

niezapominajkiNiewidzialna pępowina wiąże mnie z tym domem, z tą ziemią, ze zwyczajami i tradycjami żyjących tu potomków Jaćwingów, Rusinów i Polaków. Moja mała ojczyzna stała się dla mnie całą planetą. Dziwię się i cieszę, że Ty również znalazłaś i zrozumiałaś tę oazę w bezgranicznym ludzkim chaosie i cenisz ją. Aby tak było trzeba być człowiekiem patrzącym na ten świat inaczej, ceniącym inne wartości, pojmującym i odczuwającym inaczej, niż to powszechnie przyjęte. Wyobrażam sobie ile wyrzutów i niezrozumienia spotyka Cię ze strony bliskich i znajomych przez nasze niełatwe stosunki, przez Twoje wyjazdy do mnie, przez Twoją miłość do Białorusi i jej historii.

Rzeczywiście, patrząc z boku, może się to wszystko wydawać dziwne. Ale jak nudne i suche są wszystkie te argumenty! Jak męcząca i odpychająca jest praca, która mnie nie interesuje. Mam na nią alergię. Alergię na robienie kariery, na wszystkie te „kawy” w przerwach, wszystkie te niekończące się rozmowy o niczym, domysły, dyskusje, plotki, cały ten idiotyczny porządek. Wszystko to podobne jest do tresowania cyrkowych zwierząt. A sprawia się wrażenie zajmowania ważnymi sprawami. Jaka to niedopuszczalna strata czasu! A wszystko po to, żeby nie być gorszym od innych. Żebyś miał mieszkanie, status i całą resztę atrybutów niby normalnego homo sapiens.

Ludzie zamykają się do klatek, nakładają chomąto, a potem nazywają samych siebie współczesnymi, wolnymi ludźmi. Ech, nakręciłem się, chociaż zacząłem pisać o czym innym. Pójdę zaraz wykąpać się w zimnej wodzie, zerwę z grządki ogórka, zjem go z czarnym chlebem i poczytam. Na zewnątrz nie widać nic oprócz zmierzchu za oknem i jasno oświetlonego stołu...